0 obserwujących
27 notek
19k odsłon
491 odsłon

Osama nie żyje. Problem(y) z głowy

Wykop Skomentuj11

 

Wiele uwagi – nie tylko na Salonie24 – poświęcono „prawnym” zagadnieniom związanym z likwidacją Osamy. Pojawiły się głosy, iż dokonano egzekucji jeńca wojennego, co stanowiłoby zbrodnię wojenną, choć niektóre osoby – z Panem Sadurskim na czele – usprawiedliwiają takie działanie operatorów SEAL Team Six.
Przy całej odrazie, jaką budzi we mnie terroryzm w ogólności, a osoba Osamy ibn Laddina w szczególności, eliminację Osamy i inne z szeregu tzw. targeted killings uznaję za bardzo kontrowersyjną zarówno z moralnego, jak i prawnego punktu widzenia.
 
Nie da się ukryć, że targeted killings są bardzo efektywną metodą eliminacji osób uznanych za terrorystów bądź groźnych dla bezpieczeństwa państwa z innych powodów. Wobec braku uniwersalnie akceptowanych instrumentów ścigania osób podejrzanych o terroryzm (mimo, iż zbrodnia terroryzmu stanowi jeden z przykładów przestępstw podlegających tzw. uniwersalnej jurysdykcji, podobnie jak piractwo czy handel żywym towarem), nie powołano żadnej międzynarodowej instytucji mającej zająć się ściganiem i sądzeniem podejrzanych o terroryzm.  Podobnie, jak w przypadku piractwa, do którego ścigania zobowiązuje np. art. 101 Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza, przykład unijnej operacji ATALANTA i NATO-wskiej Ocean Shield pokazuje, że państwa niechętnie podejmują się sądzenia sprawców piractwa, zasłaniając się koncepcją „national nexus”, czyli ogniwa łączącego dany akt piractwa z państwem, które miałoby sprawować jurysdykcję (np. porwanie statku „naszej” bandery, czy załogi złożonej z obywateli „naszego” państwa).
 
Ze stricte wojskowego punktu widzenia, fizyczna eliminacja podejrzanego o terroryzm za pomocą środków militarnych w ramach targeted killing jest metodą szybką, skuteczną i ostateczną. Wątpliwości natury prawnej budzi jednak możliwość angażowania sił zbrojnych do prowadzenia działań antyterrorystycznych poza granicami państwa i na podstawie tzw. Rules of Engagement (ROE) czyli wojskowych zasad użycia siły, które co do zasady mogą mieć zastosowanie wyłącznie w operacjach stricte militarnych, prowadzonych zgodnie z ius in bello, czyli prawem konfliktów zbrojnych.
 
W Polsce, zaangażowanie pododdziałów wojskowych do akcji antyterrorystycznych odbywać się może zgodnie z art. 18 ust. 3 ustawy o Policji, na podstawie postanowienia Prezydenta RP. Jednakże użycie siły (w tym środków przymusu bezpośredniego oraz tzw. środków ostatecznych) przez uzbrojone pododdziały Sił Zbrojnych RP na podstawie art. 18 czy 18a ustawy o Policji może nastąpić jedynie w zgodnie z policyjnymi zasadami użycia środków przymusu bezpośredniego, w tym broni palnej. Użycie broni palnej stanowi ostateczność w sytuacji, w której inne środki przymusu są niewystarczające lub ich użycie jest niemożliwe. Nie można więc zgodnie z prawem wydać polecenia schwytania przestępcy (terrorysta to też przestępca) „żywego lub martwego” lub z góry nakazać jego eliminację.
 
W tym kontekście dziwi fakt, że kontrowersyjna z prawnego i moralnego punktu widzenia decyzję o wyeliminowaniu Osamy budzi taki entuzjazm, a wszelkie głosy krytyki pod adresem najwyższych szczebli władzy za popieranie takich działań próbuje się uciszyć.
 
Na nieco szerszą analizę zasługuje też teza o rzekomym statusie jeńca w odniesieniu do Osamy. Pomijam już fakt, że status ten przysługuje wyłącznie kombatantom (niekombatanci, tacy jak kapelani czy personel medyczny mają być traktowani nie gorzej niż jeńcy wojenni, ale jeńcami nie są), a więc członkom sił zbrojnych lub levee en masse (pospolitego ruszenia), spełniajacym wymogi Regulaminu haskiego i III Konwencji genewskiej. Terminy „unpriveleged belligerents” i „unlawful combatant” to leksykalne potworki stworzone przez Amerykanów dla usprawiedliwienia użycia siły wojskowej wobec powstańców/rebeliantów/terrorystów i traktowania ich gorzej niż pospolitych zbrodniarzy („aresztowanie” i przetrzymywanie bez sądu, odmawianie przywilejów przysługujących jeńcom wojennym, „niekonwencjonalne metody przesłuchań” itd.). Z punktu widzenia prawa konfliktów zbrojnych, afgańscy powstańcy (talibowie i członkowie innych ugrupowań walczących z rządem Karzaja), podobnie jak libijscy rebelianci są CYWILAMI uczestniczącymi w działaniach zbrojnych, czyli dopuszczającymi się tzw. direct participation in hostilities (DPH).
 
Prawo międzynarodowe nie zabrania cywilom DPH, ale przewiduje (art. 51 ust. 3 Pierwszego Protokołu Dodatkowego do Konwencji Genewskich, art. 13 ust. 3 Drugiego Protokołu Dodatkowego, art. 3 ust. 1 wspólny dla wszystkich czterech Konwencji genewskich), że wzięcie bezpośredniego udziału w działaniach zbrojnych pozbawia cywilów ochrony przed bezpośrednim atakiem przez czły czas bezpośredniego uczestniczenia w walkach. Cywilom, którzy dopuszczają się DPH nie przysługuje status jeńców wojennych. W razie schwytania mogą być sądzeni jak przestępcy, zgodnie z prawem państwa, na terytorium którego zostaną schwytani (jako rebelianci w niemiędzynarodowym konflikcie zbrojnym) lub zgodnie z prawem mocarstwa okupującego (w międzynarodowym konflikcie zbrojnym).
 
III Konwencja genewska (dotycząca ochrony jeńców wojennych) ma zastosowanie wyłącznie w międzynarodowych konfliktach zbrojnych (international Armed Conflict – IAC). Owszem, umożliwia – na mocy dwustronnych porozumień między stronami niemiędzynarodowego konfliktu zbrojnego (Non International Armed Conflict – NIAC) – rozciągnięcie jej postanowień również na konflikt niemiędzynarodowy, ale sami Amerykanie przyznają, iż tzw, globalna wojna z terrorem (GWOT) nie stanowi ani tradycyjnego konfliktu zbrojnego (międzynarodowego), ani niemiędzynarodowego konfliktu zbrojnego, a uznanie GWOT za konflikt zbrojny stanowiło wyłącznie decyzję polityczną, która usprawiedliwia – na gruncie ius ad bellum – prowadzenie operacji wojskowych przeciwko zagrożeniom terrorystycznym.
 
Podobnie operacja ISAF w Afganistanie nie jest ani IAC, ani NIAC. Przystępną definicję  NIAC można znaleźć w Podręczniku Prawa Niemiędzynarodowych Konfliktów Zbrojnych wydanym przez Międzynarodowy Instytut Prawa Humanitarnego w Sanremo. Schwytani w Afganistanie powstańcy są przez ISAF (z wyjątkiem kilku państw, zwłaszcza USA) przekazywani władzom afgańskim w celu osądzenia ich jako przestępców zgodnie z prawem Afganistanu. Nie są oni jeńcami wojennymi i być nimi nie mogą.
 
Mało tego, SEALS nie dopadli Osamy w Afganistanie, tylko na terytorium suwerennego, niepodległego państwa, jakim jest Pakistan. USA nie są w stanie wojny z Pakistanem, a nawet gdyby były, osama nie był  członkiem pakistańskich sił zbrojnych, więc nie przysługiwał mu status jeńca wojennego. Był cywilem, przestępcą (choć niepospolitym) i jego ewentualne schwytanie żywcem zrodziłoby niesamowite komplikacje. Bo, jak przyznaje w swoim wpisie Pan Wojciech Sadurski, „[j]eśli rozpatrujemy to jako akcję o charakterze policyjnym, mającą na celu doprowadzenie przestępcy przed oblicze sprawiedliwości, to akcja była w sposób oczywisty nieadekwatna do tego celu, bo nic nie wskazuje na to, że usiłowano ObL pojmać i wywieźć, by następnie postawić przed sądem.” Powiem więcej, z wypowiedzi amerykańskiej wierchuszki wynika, że rozkaz był jasny: „Zabić!”.
 
Mało tego, „policyjna” akcja przeprowadzona przez siły zbrojne USA na terytorium suwerennego państwa, bez uzgodnienia, bez konsultacji, ba – bez powiadomienia władz Pakistanu? Skandal jak sto pięćdziesiąt, większy nawet niż egzekucja w ramach targeted killings, bo na takie działania na terytorium Pakistanu, zwłaszcza z użyciem bezpilotowców typu Predator czy Reaper władze pakistańskie przymykały oczy. Mało tego, ewentualne wywiezienie Osamy z Pakistanu mogłoby skończyć się podobną awanturą, jak porwanie Adolfa Eichmanna i wywiezienie go z Argentyny do Izraela
(w tym przypadku władze izraelskie zdecydowały się jednak na proces i egzekucję lege artis, w przeciwieństwie do działań w ramach Operacji Gniew Boży, stanowiącej zemstę za zamach na olimpiadze w Monachium i bodaj pierwszy przypadek targeted killings).
 
Zabicie Osamy nie stanowiło zbrodni wojennej zabójstwa jeńca wojennego, bo Osama jeńcem nie był (nie mógł być). Kontrowersyjny byłby pogląd, iż była to zbrodnia zabójstwa ludności cywilnej, raczej bezprawna egzekucja przestępcy bez wyroku sądowego, co do której można ewentualnie formułować zarzuty przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych i zabójstwa.
 
Eliminacja Osamy – powiedzmy to wprost – była rozwiązaniem łatwiejszym dla USA pod każdym względem. W tym zakresie wpisuję się niejako w retorykę Panów Dziewulskiego i Polki będących gośćmi „Faktów po faktach” TVN 24 tuż przed Panem Sadurskim i Panią Środą. Operatorów sił specjalnych szkoli się w eliminowaniu celów, nie aresztowaniu przestępców. Gdyby celem operacji „Geronimo” miało być aresztowanie Osamy, miałaby ona charakter bardziej policyjny niż wojskowy, a do takich akcji nie wysyła się elity sił specjalnych, której żołnierze bez mrugnięcia okiem pociągają za spust, tak samo, jak rosyjskiej Alfy nie wysyła się tam, gdzie władze życzą sobie schwytania terrorystów żywcem.
 
Pod tym względem akcję SEAL Team Six porównać można do szturmu Alfy na Dubrowce. Terroryści uśpieni gazem nie stanowili bezpośredniego zagrożenia ani dla operatorów Alfy, ani dla zakładników, ale „dla pewności” zostali zabici strzałami w głowę z bliskiej odległości. O ile informacje Amerykanów dotyczące sposobu zastrzelenia Osamy są prawdziwe (strzał w klatkę piersiową i głowę), to – na podstawie techniki stosowanej przez operatorów sił specjalnych (strzelanie „dubletem”) i zgodnie z wypowiedziami Panów Dziewulskiego i Polki – domniemywać można, iż osamę wyeliminowano metodycznie, „standardowo”, zgodnie z „zasadami sztuki”. Postrzał w klatkę piersiową świadczy, iż Osama nie skorzystał z „żywej tarczy”. Czy stanowił bezpośrednie zagrożenie dla operatorów SEALS uzasadniające zastrzelenie go w samoobronie? Mało prawdopodobne.
 
W każdym razie, zabicie Osamy rozwiązało Amerykanom wiele problemów, jakie powstałyby w razie jego schwytania i przetrzymywania w celu postawienia przed sądem. Począwszy od spraw „logistycznych” (miejsce przetrzymywania, zapewnienie koniecznego dozoru), poprzez kwestie bezpieczeństwa (ewentualne próby odbicia lub wymuszenia zwolnienia poprzez ataki terrorystyczne), na apsektach prawnych (podstawa zatrzymania, właściwość sądu, prawo wojenne czy „cywilne” prawo karne) skończywszy. Z moralnego i prawnego punktu widzenia ta „egzekucja” była mocno wątpliwa. Biorąc pod uwagę aspekty praktyczne, obawiam się, że innego wyjścia nie było – przynajmniej z amerykańskiego punktu widzenia.
Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale