Imprezowałem sobie kiedyś w dość ciekawym gronie, w którym znalazły się osoby pracujące za czasów PiS w Centrum Informacyjnym Rządu oraz biurach prasowych kilku ministerstw. Był wśród nich rzecznik jednego z najważniejszych resortów, który ze względu na osobę szefa oraz zakres jego kompetencji był szczególnie często atakowany przez dziennikarzy.
Zebrani w podgrupce goście chętnie wymieniali smakowite ploteczki i opinie na temat wielu znanych i prominentnych dziennikarzy aż jakos tak niepostrzeżenie dyskusja spoważniała i zeszła na temat kondycji polskich mediów i ich "modus operandi". Nie bedę cytował poszczególnych głosó ani wymieniał nazwisk bo nie o to tutaj chodzi.
Chodzi natomiast o spostrzeżenie, które wtedy sformułował własnie ów rzecznik jednego z ważnych ministerstw. Zwrócił uwagę, że po kilku miesiącach pracy zaczął dostrzegać istnienie niewidocznych sił, które powodowały, że nagle, niemal w jednej chwili najważniejsze media i zazwyczaj ci sami dziennikarze zaczynali do niego wydzwaniać z praktycznie tymi samymi pytaniami.
Wyobraźmy sobie np goracy, letni, leniwy dzień pozbawiony grubych newsów- opowiadał ów rzecznik (relacja z pamięci). Sporadycznie dzwonią telefony, dziennikarze najważniejszych mediów zdążyli już zająć się zaplanowanymi podczas porannych kolegiów redakcyjnych tematami, jest spokój i w zasadzie nic się nie dzieje. I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i bez żadnej wyraźnej przyczyny w postaci np pojawienia się ważnej informacji, która wymaga natychmiastowego obrobienia, bez jakiegokolwiek faktu czy wydarzenia telefon zaczyna się urywać.
Dzwonią same ważne redakcje i sami ważni dziennikarze. I wszyscy, jednym głosem i literalnie niemal tymi samymi pytaniami dociekają o wydarzenie sprzed kilku dni. Wydarzenie dodajmy już opisane i uznane za niespecjalnie istotne. Ale treść pytań zdradza całkiem sporo z intencji dziennikarzy, zresztą porządny rzecznik zawsze stara się je odgadnąć żeby przygotować się na wypadek ewentualnej sytuacji kryzysowej. I po kilku rozmowach, także z tymi dziennikarzami, którzy porzucili już swoje zaplanowane rano tematy i zostali przekierowani na nowy odcinek walki, zaczynam sie domyślać o co w tym wszystkim biega. I zaczynam wyraźnie czuć istnienie jakiejś działającej ponad redakcjami siły, która bez wyraźnych przyczyn nakazała dziennikarzom zając się własnie tym tematem i własnie w ten sposób.- opowiadał pan rzecznik a pozostała część towarzystwa ze zdumieniem odkrywała, że u nich też bywało podobnie.
Pamiętam, że byłem zaskoczony tą opowieścią i pytałem o interpretację takich "zbiegów okoliczności". Okazało się, że działy się one w pewnym, dającym się określić interwale czasowym. Nie pamiętam juz dokładnie o jaki dzień chodziło ale był to zazwyczaj środek tygodnia, bodaj wtorek lub środa i to zawsze lekkim popołudniem (13-14).
Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że w większości uznaliśmy, iż takich regularnie zdarzających się w tym samym czasie i miejscu przypadków nie ma. I pamiętam, jak omawialiśmy działanie opisanego już w mediach zespołu medialnego, który spotykał się na naradach w Sejmie za czasów rządu Leszka Millera. Z tego co pamiętam, uczestniczyli w nich m.in Robert Kwiatkowski- óczesny szef TVP, Sławomir Zieliński- óczesny szef Pr.1. TVP, Wiesław Dębski- ówczesny szef Trybuny oraz L. Nikolski- ówczesny szeg doradców premiera Millera i A. Jakubowska- ówczesna rzeczniczka rządu. Zespół ten planował medialne działania w korelacji z planami politycznymi rządu.
A wszystko to przypomniało mi się wczoraj kiedy przeczytałem informacje o tym, jakoby w znanej warszawskiej restauracji, późnym wieczorem dyskutowało grono: Paweł Graś, Igor Ostachowicz, Jacek Żakowski, Eryk Mistewicz, Adam Pieczyński, Grzegorz Miecugow, Monika Olejnik.
http://jacek.jarecki.salon24.pl/208232,spotkanie-elit-w-ogrodach-foksal
Dopuszczam oczywiście, że wymienione osoby mogły spotkać się przypadkowo np po to by świętować spóźnione imieniny Pawła Grasia. Ale intuicja i życiowe doświadczenie podszeptują mi całkiem inny cel i treść tego spotkania. A wczorajsze przecieki i dzisiejsze publikacje, wszystkie w tym samym tonie i jakby od jednego krawca, przekonują mnie, że to nie były imieninki tylko medialna ustawka.
A tym co wątpią w taką możliwość zwrócę uwagę na obecność I. Ostachowicza. To włśsnie ten tajemniczy jegomość, szara eminencja Kancelarii Premiera i zausznik Tuska, kierujący zespołem Ministerstwa Prawdy. Jeśli tak znamienici dziennikarze się z nim spotykają to niechybnie zaowocuje to jakąś publikacją na jego temat. Bo przecież społeczeństwo ma prawo wiedzieć więcej o tak ważnym i tak skrytym w mrokach tajemnicy urzędniku.
Ale brak takiej publikacji będzie dla mnie koronnym dowodem, że nie chodziło o towarzyskie pogawędki lecz raczej o ustawienie tez dla publicystyki TVN24, TVN, Radia Zet i innych mainstreamowych mediów.


Komentarze
Pokaż komentarze