26 obserwujących
234 notki
380k odsłon
  1505   0

GDAŃSK, godz. 9. : "oni wszyscy nie żyją"

 

 

"Pierwszą informację o katastrofie minister otrzymał od szefa Departamentu Wschód w MSZ o godz. 8.48. - Wiem precyzyjnie, bo sprawdziłem bilingi później - opowiada.Te pierwsze, wysyłane na bieżąco sygnały początkowo nie brzmiały tak dramatycznie: "samolot się rozbił, ale nie było słychać wybuchu". - To dawało nadzieję, że po prostu mieli awaryjne lądowanie, że może stracili koło, może podwozie - mówi Sikorski.

Minister pierwszego sms-a z informacją o wypadku wysłał do premiera Donalda Tuska. Tylko tyle, bo - jak tłumaczy - uważał, że te informacje to za mało, żeby "stawiać w stan zawału całe państwo".
Było przed dziewiątą rano, byłem jeszcze w sypialni. Już nie spałem. Dostałem SMS, następnie telefon. A może było odwrotnie: najpierw telefon, potem SMS, od oficera dyżurnego z sekretariatu operacyjnego premiera. Poinformował, nie mając jeszcze tak naprawdę żadnych szczegółowych informacji, że chyba doszło do jakiegoś wypadku, być może samolot zjechał z pasa albo dziób samolotu zarył w ziemię. Lakoniczna wiadomość. Zadzwoniłem do premiera. Był już po rozmowie z ministrem Sikorskim. Już wiedział, że coś się stało.
"8.57 Małgorzata Tusk, odbiera telefon od ministra Sikorskiego. Szef MSZ informuje premiera, że samolot się rozbił i prawdopodobnie nikt nie przeżył. Sikorski zadzwoni do niego trzeci raz ok. godz. 10
- Około 9. zadzwonił premier i powiedział, że coś się stałoz samolotem prezydenta. Na początku w to nie uwierzyłem. Pomyślałem nawet, że postanowił zepsuć mi weekend. Zacząłem wydzwaniać do BOR. Potwierdziło się, że dzieje się coś niedobrego. (...) Po kilku minutach ponownie dzwoni premier i mówi: "Wracaj do Warszawy, oni wszyscy nie żyją".
W ciągu kilku minut od pierwszej informacji Sikorskiemu udało połączyć się z ambasadorem RP w Moskwie, Jerzym Bahrem. - On stał dosłownie przy dymiących szczątkach, jeszcze we mgle i powiedział mi, że z tego wypadku nikt nie mógł wyjść żywy - opowiada.
Wtedy jeszcze raz Sikorski zadzwonił do premiera"
PODSUMUJMY:

10 kwiet­nia o 8.48 do Ra­do­sła­wa Si­kor­skie­go za­te­le­fo­no­wał szef de­par­ta­men­tu wschod­nie­go MSZ: „sa­mo­lot się roz­bił, ale nie było wy­bu­chu”. Si­kor­ski jadł aku­rat śnia­da­nie w swoim dwor­ku w Cho­bie­li­nie. Sie­dział za sto­łem z matką i synem. Wy­słał ese­me­sa do pre­mie­ra Tuska, o tym że tu­po­lew miał kło­po­ty przy lą­do­wa­niu. Nie wie­rzył w naj­gor­szy sce­na­riusz, bo ka­ta­stro­fy nie zda­rza­ją się pre­zy­denc­kim sa­mo­lo­tom. (…) szef MSZ po­łą­czył się z nim po kilku mi­nu­tach, do­kład­nie o 8.55, po­przez Cen­trum Ope­ra­cyj­ne Rządu. „Za­mel­do­wa­łem mi­ni­stro­wi, co widzę, to była krót­ka roz­mo­wa” – opo­wia­dał Bahr Te­re­sie To­rań­skiej.

Si­kor­ski na­tych­miast dzwo­ni do Tuska. Od­bie­ra jego żona, któ­rej Si­kor­ski prze­ka­zu­je słowa Bahra, że sa­mo­lot się roz­bił i naj­pew­niej nikt nie zo­stał żywy. Mniej wię­cej w tym samym cza­sie o kło­po­tach sa­mo­lo­tu do­wie­dział się szef Kan­ce­la­rii Pre­mie­ra To­masz Arab­ski, który także spę­dzał week­end w domu w Trój­mie­ście. Ese­me­sa przy­słał ofi­cer dy­żur­ny se­kre­ta­ria­tu ope­ra­cyj­ne­go pre­mie­ra. Ze Smo­leń­ska nad­cho­dzi­ły coraz ści­ślej­sze in­for­ma­cje. Tusk oso­bi­ście wy­ko­nał kilka te­le­fo­nów do naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków: Grze­go­rza Sche­ty­ny, Bro­ni­sła­wa Ko­mo­row­skie­go. Jeden z nich do Pawła Gra­sia, który był wtedy w Biesz­cza­dach: „Wra­caj do War­sza­wy, oni wszy­scy nie żyją”.http://tygodnik.onet.pl/kraj/b-jak-brzoza-t-jak-trotyl-czyli-smolenski-alfabet-pawla-reszki/dvdw6

 
JEDYNE ŹRÓDŁO INFORMACJI PREMIERA:
Jak wynika z opublikowanej rozmowy, na pytanie pracownika Centrum Operacyjnego MSZ "Coś wiemy więcej w tej chwili?", ambasador Bahr odpowiedział: "No w tej chwili ja stoję, samolot jest całkowicie rozbity, stoimy w odległości 150 metrów, nie ma żadnego śladu życia, ugasili pożar, który był w przedniej części i to jest wszystko. Otoczone to jest już przez straż pożarną i...".
Pracownik CO dopytywał: "A czy to jest pewne, że to był ten samolot?". "Nie no naturalnie, że to jest ten samolot.. (w tle pracownik CO: wiadomo) ..tak" - odparł Bahr.
Pracownik CO zapytał też Bahra, czy rozmawiał z ministrem Sikorskim, na co ten odpowiedział, że jeszcze nie. W odpowiedzi pracownik CO podjął próbę połączenia ambasadora z Sikorskim. Okazało się to jednak niemożliwe, bo szef MSZ prowadził wtedy inną rozmowę. "Zajęty jest niestety telefon u ministra" - poinformował pracownik CO, po czym powiedział: "Rozmawia najwyraźniej z kimś innym. Czyli tak. Panowie jesteście.. ja podsumuję, panowie jesteście 150 metrów od samolotu, pożar został ugaszony, nie widać śladów życia".
Bahr potwierdził: "Tak, samolot został całkowicie zniszczony".

Sam opowiada o tym tak: jak już mówiłem - nie podjechaliśmy na sam przód, gdzie był ten najstraszliwszy widok, ale z tyłu. (…) Osobiście natomiast zdecydowałem się nie iść dalej. (…) Zatrzymał mnie także sam widok tego miejsca. Nikt bowiem z nas nigdy nie przeżył, ani też nie widział niczego podobnego. W związku z tym już samo opanowanie się, czysto fizyczne, żeby chociaż nie upaść na kolana, to był już wielki wysiłek dla wstrząśniętego organizmu. (…) To, o czym pani mówi, i te pokazywane w mediach zdjęcia, na których widać m.in. koła i kabinę, dotyczy już miejsca, którego osobiście początkowo nie widziałem. Zobaczyłem je dopiero wieczoremhttp://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100604&typ=po&id=po31.txt

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura