Przesiadłem się na bezlusterkowce, bo to po prostu wygodniejsze:
Waga – mój plecaczek schudł o 1,5–2 kg i nagle przestałem wyglądać jak tragarz na lotnisku. Obiektyw 24-70/2.8 na full-frame waży teraz 700 g zamiast ponad 1 kg. Ramię mówi „dziękuję” za każdym razem.
Wizjer elektroniczny – to jest game changer. Widzę dokładnie to, co zobaczy na zdjęciu: ekspozycję, balans bieli, symulację filmu, głęboką ostrość. Kończę z sytuacją „kurde, znowu prześwietliłem niebo o 2 EV, bo zaufałem histogramowi w lustrzance”.
Cichy migawka – fotografuję koncerty, ulicę i nagle nikt nie wie, że właśnie zrobiłem im zdjęcie. W sali koncertowej brzmię jak duch, a nie jak karabin maszynowy.
Stabilizacja w body – nawet stary szkło manualne z lat 70. nagle mam stabilizację IBIS i mogę strzelać z 1/8 s z ręki. To jest magia nowoczesnej technologii.
Autofokus z detekcją oka/zwierząt/ptaków – serio, mój stary Canon 5D Mark III przy tym to kalkulator z lat 90. Teraz fotografuję biegające drapieżniki albo ptaki i 95% zdjęć jest ostre tam, gdzie trzeba.
Video – jak już muszę coś nagrać (a coraz częściej muszę), to mam 10-bit, 4K 60p bez cropa i AF, który nie goni za ścianą. W lustrzance miałem 1080p z praktycznie manualnym fokusem – jakbym żył w 2012 roku.
Jasne, kiedyś narzekałem na czas pracy na baterii (teraz już jest OK, 500–800 zdjęć to norma), ale noszę jedną zapasową za 100 zł i żyję. Za to zyskałem aparat, który jest po prostu przyjemniejszy w codziennym użytkowaniu.
Krótko mówiąc: bezlusterkowiec to nie jest „lepszy aparat”, to jest „mądrzejszy aparat”. A ja wolę pracować mądrzej, nie ciężej. ????
A Ty jeszcze taszczysz lustrzankę czy już przeszedłeś na jasną stronę mocy? Daj znać w komentarzu!
Pozdrawiam
Jurek


Komentarze
Pokaż komentarze (5)