Ludzie chcą mieć zwierzęta domowe z różnych powodów. Niektórzy próbują w ten sposób wypełnić pustkę swojego życia, inni wierzą, że dzięki pupilom będą czuć się bezpieczniej, a jeszcze inni pragną mieć kogoś, kogo będą mogli darzyć miłością. Czasem niestety dzieje się tak, iż decyzja o posiadaniu zwierzaka, zostaje podjęta zbyt szybko, a co za tym idzie – nie jest ona do końca przemyślana. Każdy powinien być świadomy tego, że pies lub kot to nie zabawki. Będą nam towarzyszyć przez najbliższe kilkanaście lat naszego życia, bez względu na różne, nawet nieprzewidziane, sytuacje. Jednak dla niektórych błahe wymówki, takie jak: wakacje, ciąża, alergie lub zwyczajna psotliwość czworonogów- są powodem do pozbycia się ukochanego futrzaka. Nic nie usprawiedliwia nieodpowiedzialności i niewrażliwości ludzi skazujących zwierzęta na ulicę. Część z nich umiera z głodu i pragnienia, inne dziczeją i rozmnażają się, zwiększając zarazem liczbę wychudzonych i cierpiących zwierząt. Niewiele z nich trafia do dobrych ludzi, którzy zapewnią im godziwą opiekę. Mimo nieznacznej ilości naszych czworonożnych przyjaciół, których udało się uratować, schroniska są przepełnione, brakuje im pieniędzy i czasu, a los ocalonych ulega zaledwie niewielkiej poprawie. Nie potrafimy sprawić, żeby nieczuli i nieodpowiedzialni ludzie zaczęli myśleć o konsekwencjach swoich czynów, ale możemy uświadamiać tych, którzy nie są pozbawieni serca.
308
BLOG
NZS UW wesprze działania Ośrodka Koteria
Czy Twoja suczka lub kotka miała młode? Czy wywiesiłeś ogłoszenia i oddałeś je? Większość posiadaczy zwierząt odpowiedziała „tak”. A teraz przyznaj: czy wiesz, co dzieje się z tymi małymi teraz? Możesz mieć pewność, że ich nowi właściciele są tak samo dobrzy jak Ty? Powiesz z ręką na sercu, że nie mogły wylądować na ulicy? Tym razem większość respondentów niestety nie była pewna swojej odpowiedzi.
Możesz być odpowiedzialny tylko za to, co dzieje się w Twoim domu, dlatego jeśli nie zamierzasz zatrzymać nowego pokolenia futrzaków – nie pozwól, by rozmnażały się. Wykastruj swojego pupila. To lepsze niż skazywanie młodych istnień na cierpienia, którym nie będziesz w stanie zapobiec. Pomóż zmniejszyć populację bezdomnych zwierząt.
Może znajdujesz się w nieco innej sytuacji i dopiero zamierzasz adoptować zwierzaka? Marzy Ci się szczeniaczek lub mały kotek? Oczywiście najszlachetniejszym czynem jest pomoc najbardziej potrzebującym, więc zachęcamy do tego, by przygarniać zwierzęta z ulicy i ze schronisk, ale prawda jest taka, że każde zwierzę zasługuje na dom. Również to „od sąsiada”, albo z hodowli. Nawet te mogą trafić w złe ręce. Jeśli nie zależy Ci na rodowodzie zwierzaka – zacznij poszukiwania od schronisk i fundacji. Znajdziesz tam również młode, szczególnie w okresie letnim, gdy masowo rodzą się zwierzęta bezdomne, a mioty domowych są wyrzucane przez troskliwych (o swój budżet) właścicieli.
Jednak wielu z tych, którzy trzymają małe, dopóki nie znajdą dla nich kogoś, kto się nimi zaopiekuje, również nie skupia się na znalezieniu odpowiedzialnych właścicieli – nie są okrutni, więc nie wyrzucają ich, ale w rzeczywistości chcą się ich jak najszybciej pozbyć i nie interesuje ich już, co się z nimi stanie w późniejszym czasie. Wydaje im się, że dopełnili obywatelskiego obowiązku i że mogą spać spokojnie, nie mając sobie nic do zarzucenia. Rzadkością są tacy, którzy zapytają Cię, czy masz doświadczenie ze zwierzętami lub ile czasu im poświęcasz. Zapewnienie takim maluchom dobrego domu to również dobry uczynek.
W końcu mamy też zwierzęta z hodowli. Hodowle są prowadzone z jednej strony przez pasjonatów, którym nie zależy na tym, by ich hobby pomogło im przy okazji nieco zarobić, natomiast z drugiej strony znajdują się ci, którzy liczą na pewien przypływ gotówki. Pierwsza grupa dokładnie sprawdza, do kogo wędrują ich pociechy, ponieważ pragną ich dobra, z kolei drudzy dokonują transakcji przedmiotu. Pierwsi zachwycają się pięknem zwierząt, podczas gdy drudzy je masowo produkują. I w tym wypadku zrobisz dobry uczynek, gdy adoptujesz czworonoga.
Pamiętaj jednak, że płacisz nie za wygląd, a za rodowód, czyli udokumentowane pochodzenie, za to, że ktoś pracował nad tym, by te zwierzęta dziedziczyły konkretne cechy. To, że futrzak jest w typie rasy, nie świadczy o jego rasowości. Jeśli ktoś chce sprzedać Ci zwierzę „rasowe, choć bez rodowodu”, prawdopodobnie jest on wielorasowy. Oczywiste jest to, że w takiej sytuacji właściciel łamie prawo. W świetle obecnych przepisów tylko i wyłącznie zwierzęta rodowodowe mogą być sprzedawane. Taka osoba z pewnością nastawiona jest wyłącznie na zysk. Bez wątpienia los młodych poprawia się, gdy trafiają do nowych domów.
Nieważne skąd masz pupila. Ważne, że dajesz mu dom, a co za tym idzie- poczucie, że jest potrzebne i kochane. Liczy się to, że możesz zrobić jeszcze więcej – bądź rozważny i nie skazuj zwierząt na bezdusznych ludzi, którzy swoim nieodpowiednim zachowaniem, pozwolą, by te niewinne istoty cierpiały.
Rozmawiamy z Anną Wypych z warszawskiej Koterii
Witam serdecznie. Czy może Pani w kilku słowach opowiedzieć, czym zajmuje się Koteria?
Koteria powstała w lutym 2009 roku jako Ośrodek dla Kotów Miejskich. Sterylizujemy i kastrujemy koty wolno żyjące za darmo dla ich opiekunów. Mają u nas zapewnioną opiekę pooperacyjną przez 2 do 7 dni (kocury krócej, kotki dłużej), są odpchlone i odrobaczone. Potem wracają w miejsce bytowania. Jeśli trafi do nas kot oswojony, nieradzący sobie na ulicy (zgubiony, wyrzucony), staramy się znaleźć mu dom w czasie pobytu w ośrodku. Ponadto w ramach odpłatnej działalności pożytku publicznego sterylizujemy i kastrujemy psy i koty mające właścicieli, których nie stać na cenę w komercyjnych lecznicach, a widzą potrzebę sterylizacji swoich zwierząt.
Czy fakt, że po wyleczeniu, zaszczepieniu i wykastrowaniu kotów, gdy nie znajdzie się nowy właściciel, wypuszczacie je z powrotem na ulicę, spotyka się z krytyką?
Właściwie tylko w przypadku kotów oswojonych, którym nie udało się znaleźć domu. Wtedy jest bardzo ciężko wypuścić takiego kota, ale z drugiej strony zamiast krytykować można się postarać odmienić jego los. Sama krytyka nie wystarcza. My przez te kilka dni robimy wszystko, by znaleźć kotu dom, ale też nie możemy się zamienić w ośrodek adopcyjny. Tę rolę spełniają często domy tymczasowe, inne fundacje. Zaś takiego ośrodka jak nasz nie ma w całej Polsce. Natomiast jeśli chodzi o koty nieoswojone to na szczęście coraz więcej opiekunów rozumie, że dla nich jest to lepsze wyjście niż schronisko czy zamknięcie z ludźmi w domu. Może w domu jest bezpieczniej i opieka na co dzień, ale te koty marnieją z powodu stresu i często zapadają na liczne choroby i i tak szybko umierają.
Czy takie zwierzęta mają duże szanse na przetrwanie na ulicy?
Na ulicy koty nieoswojone dają sobie jakoś radę. Potrafią się znaleźć w tej miejskiej, nieprzyjaznej im dżungli. Często znajduje się na ich drodze dobry człowiek, który je dokarmia, stara się stworzyć ciepłe miejsce na zimę. Oczywiście nie żyją tam tyle lat ile koty w domach, ale żyją po swojemu jak zwierzęta wolne. Coraz więcej ludzi dostrzega problem kotów miejskich i stara się im pomóc dokarmiając, lecząc, a przede wszystkim sterylizując.
Co Pani sądzi o schroniskach dla zwierząt?
W naszej rzeczywistości są konieczne, ale to bardzo złe miejsce dla zwierząt, zwłaszcza kotów, które ze swej natury nie znoszą zamknięcia, zagęszczenia, niewoli. A polskie schroniska to najczęściej horror, coraz częściej słychać afery o coraz to następnym schronisku, o mordowaniu tam zwierząt. Nie promuje się w nich adopcji zwierząt, lecz ich trzymanie, bo za tym idą pieniądze. A przecież schroniska powinny być krótkim przystankiem pomiędzy bezdomnością i nowym domem, a nie latami spędzonymi w klatce.
Jak wiele adopcji udaje wam się zrealizować, a ile zwierząt musi wrócić na ulicę?
Udaje nam się adoptować sporo kotów. Tu trochę działa na ludzi sytuacja – mało czasu i później powrót na ulicę. Szybciej się decydują na adopcję, bo od tego zależy, czy kot wróci na ulicę czy nie. W tym roku wyadoptowaliśmy 150 zwierząt, a proszę pamiętać, że nie mamy praktycznie kociąt, które ludzie chętnie biorą do domu. Na szczęście w większości trafiają do nas koty nieoswojone, nie życzące sobie wręcz kontaktu z człowiekiem.
Jak wiele kociąt trafiło do was tego lata?
Kocięta nie trafiają do ośrodka – to nie miejsce dla nich – same mogą zarazić czymś koty tu przebywające – po narkozie znacznie spada odporność pogłębiona jeszcze siedzeniem w klatce. Tak samo dla samych kociąt przebywanie wśród kotów, o których stanie zdrowia mało wiemy, jest niebezpieczne. One są przecież jeszcze nieszczepione. Jeśli w czasie odławiania kotów do sterylizacji znajdziemy maluchy, to w miarę możliwości staramy się umieścić je w domach tymczasowych, skąd idą do adopcji. Myślę, że takich kociąt od początku roku było 30. Na szczęście kocięta dużo łatwiej znajdują dom.
Czy często realizujecie kolejne adopcje z tymi samymi osobami? Kim najczęściej są ludzie, którzy adoptują od was futrzaka?
Może nieczęsto, ale to się zdarza. Po pierwsze sami zachęcamy do posiadania dwóch kotów – jeśli chodzi o koszty utrzymania to nie są dużo wyższe, natomiast w dzisiejszych czasach, kiedy nie ma nas w domu kilkanaście często godzin, koty lepiej znoszą samotność, gdy mają towarzystwo. Nie zawsze przyszli opiekunowie są gotowi wziąć dwa zwierzaki od razu, ale bardzo często po krótszym lub dłuższym czasie się dokacają. Kim są adoptujący – to pełen przekrój społeczeństwa – wiekowy, zawodowy, płciowy. Najwięcej chyba osób jest w grupie wiekowej 30-45 lat. Nieletnim osobom nie wydajemy kotów. To zobowiązanie do końca życia – kociego – i trzeba wiedzieć, co się robi, by móc zapewnić kotu opiekę – on jest w pełni od nas zależny. To wielka odpowiedzialność.
Wasi wolontariusze sami mają w domach po kilka-kilkanaście pociech. Czy pomaganie uzależnia?
W pewnym sensie tak. Można zmieniać podopiecznych, ale trudno się wyzbyć nawyku pomagania i empatii. To prawda, że nasze domy są zakocone, ale często część stada jest tymczasowa, czyli przygotowywana do adopcji i wyadoptowywana. Oczywiście to nie zmienia faktu, że w domu kotów jest więcej niż u przeciętnego kotoluba. Trzeba też się pilnować, by nie przesadzić i nie zmienić domu w schronisko. Za te zwierzęta, które wzięliśmy do domu, jesteśmy odpowiedzialni i musimy tak działać, by nie zrobić im krzywdy.
Czego Koteria najbardziej potrzebuje?
Nie będę oryginalna, oczywiście pieniędzy. Nasz budżet roczny to ok. 300 tys. Ale też ludzi do pomocy – tak w samym ośrodku do pomocy przy kotach, sprzątaniu, opiece, jak i do udziału w licznych imprezach, w których uczestniczymy i w wielu działaniach marketingowych. Jednym słowem- jest co robić. Teraz na przykład, bardzo potrzebujemy pudeł styropianowych, bo zbliża się zima i trzeba robić budki dla kotów, a pudła to największy koszt takiej budki.
Co trzeba zrobić, żeby zostać domem tymczasowym?
Trzeba coś już wiedzieć o kotach, mieć czas, by się nimi zająć, mieć zabezpieczone okna, by kot nam nie wypadł i nie zginął. Koty z domów tymczasowych łatwiej jest nam adoptować, bo dzięki opiece człowieka więcej o nim wiemy – o stanie zdrowia, upodobaniach i charakterze. Byłoby cudownie, gdyby wszystkie koty mogły przed adopcją trafić na tydzień, dwa do domu tymczasowego, ale jest to niestety niemożliwe. Tych domów jest za mało, a kotów w potrzebie za dużo.
Czy studenci są dobrym materiałem na właścicieli?
Cóż to zależy. Student to w większości przypadków młody człowiek na początku swojej drogi życiowej i zawodowej. Często mieszkający poza domem w wynajętych mieszkaniach (a właściciele nie zawsze zgadzają się na zwierzęta, lub współlokatorzy są im przeciwni). Nie wiadomo, gdzie los ich za chwilę rzuci, a rzucić ich może nawet tysiące kilometrów stąd. Myślę, że o zwierzęciu lepiej pomyśleć, gdy nam się sytuacja jakoś unormuje, by nie stało się tak, że nie możemy zrealizować swoich marzeń, bo mamy zwierzaka lub co gorsze, by nie traktować czworonożnego towarzysza jako przeszkodę i się go pozbyć w drodze na szczyty.
Możesz pomóc w jeszcze inny sposób. Sekcja charytatywna NZS UW zbiera pieniądze i sprzęty [Link do strony] dla Ośrodka Koteria.
Kiedy??? Od 14 października do 14 listopada.
Gorąco namawiamy do wsparcia naszej akcji !
[autorzy: Karolina Bobula, Monika Fluks
sekcja charytatywna NZS UW ]


Komentarze
Pokaż komentarze