87 obserwujących
541 notek
594k odsłony
  279   0

Krzysztof Mroczkowski: Nowy Ład czy stary bezład?

Zyski niemieckich gigantów przekładają się na olbrzymie rezerwy, które nie są (poprzez płace) wykorzystywane do wzmocnienia konsumpcji wewnętrznej. Siłą rzeczy te rezerwy znajdują ujście w niemieckich papierach dłużnych (tzw. bundach). Niektóre aukcje bundów kończyły się ich sprzedażą po ujemnej stopie procentowej: kupujący obligacje życzą sobie oddania im po kilku latach mniejszej sumy niż ta, którą wydali na posiadanie bezpiecznych papierów dłużnych. To pokazuje, iż powinny istnieć pewne granice antyzadłużeniowej histerii, której niestety poddają się również Niemcy. Po ewentualnym wygraniu wyborów w tym miesiącu kanclerz Merkel zapowiada starania o ograniczenie deficytu do zera przy podtrzymaniu polityki depresji płac. To może zwiastować kłopoty nie tylko dla Niemiec, ale także dla Polski, wciąż bardzo zależnej od zachodniego partnera.

Jakkolwiek wspieranie eksportu jest potrzebne, to powinno się ono odbywać przy użyciu nieistniejącego w naszym kraju, a bardzo potrzebnego banku eksportowego, nie zaś poprzez redukcję kosztów płac. W tym momencie z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć, iż skutki decyzji antypracowniczych będą gospodarczo negatywne. Jakiekolwiek ewentualne zdobycze konkurencyjne będą odbywały się kosztem nie tylko popytu wewnętrznego, lecz także długoterminowego pogorszenia potencjału ludzkiego w kraju (emigracja). Historyczna zmiana stosunków społecznych, na czele ze zniesieniem 8-godzinnego dnia pracy, odbywa się zatem nawet bez dobrej wymówki.

Zniesienie praw przysługujących pracownikom od stulecia może przyprawić o ból głowy i atak pesymizmu. Pamiętajmy jednak, że żyjemy w czasach wielkiego kryzysowego przyspieszenia, gdy zmiany, które normalnie potrzebują dekady lub więcej, dokonują się w ciągu kilku lat. To samo najprawdopodobniej będzie czekać dogmat obniżania płacowych kosztów pracy. Po kilku dekadach leseferystycznego naporu ten – i wiele innych – neoliberalny pogląd sforsował bramy i zatyka flagi na kolejnych elementach ładu instytucjonalnego w Europie. Możliwe stały się dickensowska dyscyplina finansowa oraz prywatyzacja wielu usług publicznych, tak samo jak możliwe stały się antypracownicze przepisy w kwestii zatrudnienia.

Jednocześnie jednak napiera wraz z kryzysem kolejna fala, znosząca jedno po drugim dopiero co okrzepłe neoliberalne tabu. Dzieje się tak również w naszym kraju, gdzie jeszcze niedawno wołanie o zmianę nierozsądnej ustawy o finansach publicznych było głosem na pustyni, podobnie jak apele o powołanie państwowej korporacji inwestycyjnej. Kilka tygodni temu pierwsze szczeliny pojawiły się w kolejnym fundamencie ortodoksji, gdy prezes NBP zapowiedział możliwość ewentualnego skupu państwowych obligacji. Teoretycznie zabronione jest finansowanie deficytu przez bank centralny, lecz zakup obligacji pod oficjalnym pretekstem stabilizacji rynku mógłby „przejść”. Chyba największą zdobyczą kryzysu może stać się przekonanie o tym, że państwo nie musi być ani minimalne, ani omnipotentne, lecz może być bardzo użyteczne we wspieraniu rozwoju.

W szeroko komentowanej ostatnio książce „The Entrepreneurial State” Mariana Mazzucato podaje wiele przykładów obrazujących, jak dużo zawdzięczamy inteligentnemu, nieinwazyjnemu wsparciu państwa dla procesów gospodarczych w sektorze prywatnym. Przykładem uzyskiwania korzyści z tej pomocy jest firma Apple. Internet i GPS stały się możliwe dzięki programom obronnym w USA, podobnie jak komendy głosowe, podczas gdy wspierane przez państwo instytucje naukowe stworzyły język HTML i ekrany dotykowe. I chociaż smartfony i komputery nie mają na sobie państwowego godła, a zarabiają na nich prywatni przedsiębiorcy, to korzyści odnosi całe społeczeństwo – co jest wystarczającym powodem dla państwowej aktywności. Wydaje się, iż czas, kiedy zostanie to zrozumiane, jest bliski – tak jak koniec neoliberalizmu.

A zatem jest szansa, aby wyjść z doświadczenia kryzysowego w lepszym stanie. Antypracownicze zmiany mogą być odwrócone, gdyż presja na rządy będzie rosła w miarę, jak nieudana polityka „zwijania państw” będzie zbierała w Europie zasłużone cięgi. Niezgoda społeczeństw na smutny „koniec historii” i szkody wyrządzone przez kryzys musi się w końcu przełożyć na polityczną i gospodarczą zmianę.

Krzysztof Mroczkowski

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale