2 obserwujących
320 notek
49k odsłon
  18   0

Wiersze pisane życiem

Moja Myśl Przewodnia Kocham Polskę i bliźniego swego Prawdę mówiąc – tego mi życzliwego. Nieprzyjaciół z latarką nie wyszukuję. – Któż, jednak wśród nich, dobrze się czuję? Pośród polskiej braci, często się składa, Że jeden drugiemu świnię podkłada. A jeśli takiemu, ktoś wytknie złe zachowanie. Ten zaraz mu zarzuca nienawiści rozsiewanie. Zaraz z siebie robi wielce pokrzywdzonego. A gdy wyznawcy dorzucą szumu medialnego, Trudno wtedy rozeznać – kto kogo bije?


      Moja Myśl Przewodnia

Kocham Polskę i bliźniego swego

Prawdę mówiąc – tego mi życzliwego.

Nieprzyjaciół z latarką nie wyszukuję.

– Któż, jednak wśród nich, dobrze się czuję?

Pośród polskiej braci, często się składa,

Że jeden drugiemu świnię podkłada.

A jeśli takiemu, ktoś wytknie złe zachowanie.

Ten zaraz mu zarzuca nienawiści rozsiewanie.

 Zaraz z siebie robi wielce pokrzywdzonego.

A gdy wyznawcy dorzucą szumu medialnego,

Trudno wtedy rozeznać – kto kogo bije?

Czy ten co płacze, czy ten co głośno wyje?

Takie praktyki cwaniacy często stosują.

I tym sposobem, wyznawców pozyskują.

Bo wielu obywateli, z Narodu Polskiego

Staje po stronie – Naród – oszukującego.

No i mamy to, co mamy

Miast salonu – rywalizujące kramy.

                 Do Świata

Bądź nam przyjazny niepojęty świecie

Mroź zimnem – zimą

Grzej ciepłem w lecie

Wiosnę zsyłaj kwiecistą

A tylko jesień dżdżystą.

Każdy niech zna swoje miejsce w Tobie

I potrafi, pokornie położyć uszy po sobie.

Pewnie stąpać, też niech się nauczy

 – Na tyle, by bliźniemu nie dokuczył

A ten – chocieś niepojęty

Kto Cię nie uszanuje, niech będzie wyklęty.

I mimo, że nie wszystko, na swym miejscu leży

Wiele, wiele czci od nas Ci się należy.

Toteż zawołam, z całej siły

Jesteś mniej straszny, a bardziej miły.

Wedle pisma, ponoć Bóg Cię stworzył

Szkoda, że dobra więcej nie dołożył.

Coraz częściej wpadamy w dołki przez zło wykopane

I ulegamy pokusom przezeń podsuwanym.

I choć miało być zduszone przez Chrystusa Pana

Nadal jego siła destrukcji jest odczuwana.

Nadal zła owoce podtruwają ludzi

Dotąd, jego zapału nie udaje się ostudzić.

Pajęczyną nas osnuwa, tka pajęcze sieci

I cieszy się jak dużo ludzi w nie wleci.

Toteż coraz częściej spoglądamy w niebo

Myśląc, że w końcu wyjrzy z niego

Boskie oblicze, które

W końcu da złemu burę

A ono ogon podkuli

I w kąt piekła się wtuli.

                                                                - 1 -

 Antonimy

Góry – Doliny.

Śmierć i Narodziny.

Radość – Smutek.

Kurka i Kogutek.

Dobre i Złe.

Tak! i Nie!

Lato i Zima.

………………………..

– Niemal wszystko!

Ma swego Antonima

 No i – Sami zauważycie,

Jak mało singli w bycie.

Każdy też wie,

Że coś się ma, albo nie.

Zna też każde stworzenie

Rozkosz jak i cierpienie.

Każde, pewnie coś zabolało

I każde ukojenia doznało.

Wiemy, co światło i cień

I co wynika zeń.

Kiedy byśmy odpoczywali

Gdybyśmy nocy nie znali?

Lecz najtwardsze dowody

To woda służąca do ochłody

I żywota podtrzymywania

– Jak też do oczyszczania,

Wraz z ogniem, bez którego

Nie byłoby jadła gotowanego.

Służą do życia podtrzymania

Ale i do jego rujnowania.

Oboje, choć są przeciwnościami

Są dla nas udogodnieniami

Jak i wrogimi żywiołami.

On służy także do ogrzania,

Jak i do pożogi powstawania.

Łatwo zauważyć się daje,

Żeeeee!

Ogień i Woda – zajadłe przeciwności

To twarde dowody niejednorodności

Świata przez nas użytkowanego

I przez nas wypaczanego.

 – Pewnie Boskie Prezydium

Jak świat stwarzało,

W każdym łożu przeciwności układało.

Prześladowcę, z wielbicielem

Wroga z przyjacielem

Jak i cierpienie i zadowoleniem.

   Bajka na polepszenie nastroju

W gaju zielonym

Przy cudnym stawie

Siadł żuk maleńki na wiotkiej trawie.

Siedzi i myśli - Boże stworzenie:

                                                                - 2 -

Skąd ja się wziąłem?

Gdzie moje korzenie?

Chodzę i chodzę, czasem podfrunę.

A bywa nieraz, że przez dzień cały

Toczę bez końca, śmierdzące kule.

Weźmy, chociażby - pasikonika.

Ten nic nie robi.

Ciągle tylko bryka.

Bez przerwy skacze.

To znów przysiadłszy

W słońcu się wygrzewa.

Dlaczego mnie się tak nie powodzi?

Dlaczego wszystko mi z trudem przychodzi?

A - może tylko jak się patrzy z boku

To się wydaje, że innym

Wszystko świetnie idzie

I tak się pięknie toczy

Jak po równym zboczu.

Zawsze im z górki

Tylko nam pod górkę.

 Jak wszystko to przemyślał

- Żuczek mały.

Zaraz mu lica pokraśniały.

Kto wie?

Gdyby tak bardziej

Przyświeciło słonko - ?

Pewnie by stał się Czerwoną biedronką!

Oczywiście w kropki czarne.

No! Już teraz życie

Nie wadawało by się

Takie całkiem marne.

Szkoda że:

Wielu pogardza "małymi żuczkami"

Uznawając siebie "grubymi rybami".

            Bezdroża

Bezdroża kuszą, choć wiemy

Że na nich łatwo pobłądzić możemy

A mimo to, człowiek na przełaj chadza

Myśląc, że skrótem czas oszuka

Ale w zaroślach bezdroży

Zło bez przeszkód się mnoży

W cieniach drzew się wyleguje

I wędrowców, znienacka atakuje

Ale, wędrowcy, choć wiedzą

Że w zakamarkach bezdroży złe duchy siedzą

To i tak na nie wkraczają

I z przeciwnościami się borykają

Chyba w człowieku coś siedzi

Co z przeciwnościami lubi się biedzić

Temu też pnie się niektóry

Nawet na najwyższe góry

A przecież tam, niemal zza każdej skały

Często wyskakuje potworek zła niemały

I wspinacza ściąga w dół

                                                               - 3 -

Tylko temu, by przeszkodzić mu

By pokazać widzimisię swoje

Stawiając na szlaku, coraz głębsze wyboje

Jednak, bez walki z przeciwnościami

Wszystko, na to wskazuje

Że człowiekowi czegoś brakuje.

        Bezsenność

Ciężka do zdefiniowania

Dokuczliwa niczym zgaga

Wspomnieniami pogmatwana

Łazi po bezmyślności

Jak mrówka wśród zarośli

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale