O tym, że Monika Olejnik to wredna, zdemoralizowana jędza, a nie żadna dziennikarka wiedzą chyba wszyscy, którzy obserwują od jakiegoś czasu scenę polityczno-medialną w Polsce. O tym, że atakuje rodziny polityków oraz że atakuje polityków za pomocą członków ich rodzin też powszechnie wiadomo od dawna. Atakiem, który najbardziej utkwił mi w pamięci było to, co zrobiła malutkiej Córeczce wyjątkowo podłej postaci jaką jest Roman Giertych. Podeszła nieświadome podstępu dziecko pytając "gdzie pracuje twój tatuś", a ponieważ Córeczka widywała tatusia na ekranie telewizora, więc odpowiedziała "w telewizji". I na tej podstawie ta wredna jędza uknuła całą narrację, że w czasach hajlującego Piotra Farfała jego kumpel i przełożony jest tyle czasu na antenie, że nawet jego dziecko twierdzi, że pracuje on w telewizji. Uważam Giertycha za jedno z najpaskudniejszych indywiduów na polskiej i światowej scenie politycznej, a cały jego klan za zbiorowisko odrażających postaci podlizujących się kolejnym dyktatorom od Hitlera przez Jaruzelskiego aż po Tuska (Kaczyński ich zawiódł: nie "odżydzał" Polski jak Hitler "odżydził" Niemcy, nie wprowadził Stanu Wojennego jak Jaruzelski w 1981 - słowem nie spełniał "norm", więc Giertych przeszedł do Tuska). Ale żeby używać małego, bezbronnego, naiwnego dziecka przeciw ojcu? I przypomnę, że wtedy nie było powszechnego oburzenia z powodu świństwa Moniki O. tylko biadolenie o upolitycznionej telewizji Piotra F. którą w rzeczywistości miał rządzić Roman G. Bo wtedy jeszcze Giertych był po "ciemnej stronie mocy". Gdyby dziś którykolwiek z dziennikarzy pozwolił sobie na taki numer, to zostałby finansowo zrujnowany jak Jan Rokita za krytykę prokuratora Kaczmarka (nieświadomy Rokita miał go za "pisowca" którego można bezkarnie kopać, a on się okazał platformerskim "kretem" mającym przywilej nietykalności).
Dziś politycy PO grzmią z oburzeniem, że "rodzina to świętość" i nie należy jej używać do ataków politycznych. Gdzie byli, kiedy wymyślano i powtarzano kolejne bajeczki o ojcach rzekomo przestrzegających przed swoimi synami: najpierw miał być to Rajmund Kaczyński, a później Kornel Morawiecki? Gdzie byli, gdy zmajstrowano ordynarny fejk w postaci filmu z rzekomą wypowiedzią Mateusza Morawieckiego który w rzeczywistości cytował Donalda Tuska i wyraźnie to zaznaczył, a do poparcia kłamliwej tezy tego filmu użyto archiwalnej wypowiedzi nieżyjącego Kornela Morawieckiego? Gdzie byli? Co robili? TWORZYLI TO OBRZYDLIWE G*WNO!!! Skoro tak, to ja nie mam już więcej pytań - ani do nich, ani do ich zwolenników.
O tym, że środowisko dziennikarskie PO potrafi zagrać nutą antysemityzmu przekonaliśmy się gdy Tomasz Lis zaatakował żonę Andrzeja Dudy za jej pochodzenie. I nie był to pierwszy ani ostatni atak Lisa na rodzinę Dudy - przypomnę choćby jak zaatakował jego córkę na podstawie wpisów na fejkowym koncie. Ale tutaj sprawa prawdopodobnie miała drugie dno - trudno podejrzewać, że Lis nie wiedział, że to wszystko jest fejk i jeden wielki bulszit. Prawdopodobne sam się podłożył lub został wystawiony tylko dlatego, aby nikt nie zapytał o córkę Bronisława Komorowskiego która była powiązana z redakcją strony "Mam prawo wiedzieć" na której ktoś "przypadkiem" podmienił dwa wpisy w ankiecie wypełnionej przez Andrzeja Dudę, zrobił to tak niefachowo, że te dwie odpowiedzi stały w jaskrawej sprzeczności ze wszystkimi pozostałymi odpowiedziami i "dziwnym przypadkiem" Bronisław K. w trakcie pierwszej debaty prezydenckiej wydrukami tych dwóch sfałszowanych odpowiedzi zaatakował Andrzeja Dudę.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)