0 obserwujących
110 notek
95k odsłon
  369   0

Czy wielkość ma znaczenie...?

Dług publiczny Japonii stanowi obecnie ponad 200% rocznego PKB tego kraju. Grecja znalazła się w stanie zapaści finansowej w momencie, gdy jej dług sięgnął niecałych 160% PKB. Japonia, wydawałoby się przecież, że w znacznie gorszej sytuacji – daleka jest od takiego stanu. Co więcej, oprocentowanie japońskich obligacji należy do najniższych na świecie. Dlaczego? Przecież zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i mikroekonomią, wydawałoby się, że dług to dług i tak samo powinien obciążać gospodarkę.

Różnica pomiędzy długiem Grecji a Japonii dotyczy następujących kwestii:

(1)  Od kogo dany rząd pożyczył pieniądze?

Rząd Japonii pożycza pieniądze od Japończyków, rząd Grecji – od każdego chętnego, głównie od bogatych krajów „starej” Unii Europejskiej.

(2)  W jakiej walucie pożyczane są pieniądze?

Japońskie pożyczki denominowane są w walucie narodowej – japońskich jenach. Grecja po przyjęciu euro, zapożycza się we wspólnej walucie. A warto cały czas mieć świadomość, że euro jest dla państw unii walutowej, a szczególnie dla państw słabszych gospodarczo, jakby walutą obcą, gdyż nie mają one żadnego wpływu na jej kurs, ani prawa jej druku.

(3)  Na co wydano pożyczone pieniądze?

Japonia, zgodnie z nową polityką gospodarczą (Abenomics) przeznacza uzyskane środki na wzmocnienie zdolności zasilania kraju, czyli w uproszczeniu na rozwój przemysłu. Grecja z długu finansowała wypłaty pensji, emerytur, a te przeznaczano za zakup towarów importowanych. Co pogrążyło i tak już słaby przemysł krajowy.

(4)  Jak kształtuje się bilans na rachunku obrotów bieżących?

Rachunek obrotów bieżących – to krótko mówiąc bilans płatności kraju, czyli różnica zagranicznych transferów pieniężnych. O ile Japonia jest krajem stale wypracowującym nadwyżkę, to Grecja – deficyt, pieniądze cały czas wypływają z rynku greckiego.

(5)  Jaka jest międzynarodowa pozycja inwestycyjna danego kraju?

Japonia jest krajem posiadającym aktywa zagraniczne netto, czyli więcej pieniędzy pożycza innym krajom, niż od nich. A Grecja wręcz przeciwnie – ma pasywa zagraniczne netto (dług), czyli jest pożyczkobiorcą.

Robiąc to zestawienie, bynajmniej nie chcę pokazać, że sytuacja gospodarcza Japonii jest kwitnąca – bo nie jest. Japonia ma problemy gospodarcze niezależnie od swojej bazy ekonomicznej.

Z porównania Grecji z Japonią, warto wyciągnąć jeden, kluczowy wniosek, iż to co najgroźniejsze w długu – to nie jest jego wielkość! A niestety, do tej pory (przed Abenomics) populistyczne media straszyły Japończyków właśnie wielkością tego długu, dlatego przez lata kraj nie był w stanie rozwiązać problemu deflacji.

Prawdziwą tragedią dla społeczeństwa greckiego stała się sytuacja, jaka nastąpiła po przyjęciu przez ten kraj wspólnej waluty – euro. Powstał swoisty raj dla importerów: otworzył się worek z kredytami, a brak wahań kursów walutowych gwarantował pewność transakcji – koszty importu nie wzrastały. Z drugiej strony, krajowe przedsiębiorstwa nie były w stanie wygrać konkurencji cenowej z wysokowydajnym przemysłem krajów rozwiniętych i bankrutowały. Grecja niestety nie wykorzystała udzielonych pożyczek na zwiększenie własnej zdolności zasilania (wzrost produktywności). Tylko za pożyczone z zagranicy pieniądze… kupowała zagraniczne towary. Warto w tym momencie, zamiast obarczać winą podobno leniwe, greckie społeczeństwo, zastanowić się, czy same mechanizmy funkcjonowania Unii Europejskiej, a w szczególności wspólnej waluty, nie generują takich efektów gospodarczych. Tym bardziej, że po Grecji finansowo upadła Hiszpania, Portugalia, Irlandia… itd. Wszystkie te kraje wypracowywały deficyt obrotów na swoim rachunku bieżącym i rozszerzały poziom swojego zadłużenia zagranicznego. Dlatego kryzys finansowy był w ich przypadku po prostu nieunikniony.

Warto jednocześnie zauważyć, że zarówno Hiszpania jak i Irlandia przed kryzysem finansowym, wypracowywały nadwyżkę budżetową! Co więcej, zanim Islandia wpadła w kryzys, przez cztery lata z rzędu, budżet rządu notował nadwyżki. Co za ironia: budżety w tych krajach były zdrowe! A mimo to się załamały. W przypadku Islandii, kraj pogrążyły prywatne instytucje finansowe, pożyczając i spekulując w walutach obcych. Wystarczyło, że Lehman Brothers ogłosił bankructwo, a korona Islandii drastycznie spadła na wartości. Spadek był tak znaczący, że praktycznie uniemożliwiał spłatę zadłużenia zagranicznego. Po znacjonalizowaniu przez rząd prywatnych instytucji finansowych, dług ten „przejęło” państwo i przygniecione wielkością deficytu, wpadło w stan ostrego kryzysu finansowego.

Historie tych państw mają jeden wspólny mianownik: o niebezpieczeństwie nie świadczy sama wielkość deficytu budżetowego, ale przede wszystkim to, w jakiej walucie ten deficyt się liczy. Znacznie ma kwota długu w obcych walutach zaciągnięta nie tylko przez rząd, ale również przez sektor prywatny. Oczywiście od bilansu płatności całego kraju zależy, czy w przyszłości ten dług będzie mógł być spłacony. A deficyt na rachunku bieżącym, niestety nie wróży krajowi zasobnej przyszłości…

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale