Widzę, słyszę, myślę...
Mieszkam w Poznaniu. Jestem Polakiem.
150 obserwujących
674 notki
1532k odsłony
  901   6

Niedzielski, głuchy jesteś?

Naukowcy niemal codziennie serwują nam nową mutację koronawirusa SARS-COV-2, uparcie namawiając do szczepień, jako rzekomo jedynego skutecznego sposobu na uniknięcie ... no właśnie czego? Zakażenia? Nie. Zachorowania? Nie. Hospitalizacji?  Nie. Śmierci? Też nie. Zatem czego? Kolejek do Ikei? Tylko na tyle stać naukę?


Co to w ogóle jest nauka? Definicje encyklopedyczne (w tym ta znaleziona w Wikipedii) określają naukę m.in. jako autonomiczną część kultury służącą wyjaśnieniu funkcjonowania świata, w którym żyje człowiek. Mało precyzyjne, prawda? Lepszą definicję można zawrzeć w stwierdzeniu, ze nauka to ciekawość. Już ludzie w starożytności, a prawdopodobnie nawet wcześniej, być może wkrótce po uzyskaniu świadomości, zaczęli zadawać sobie pytania jak?, dlaczego?, czyli pytania o opis zjawisk i o ich przyczyny. Dokładnie te same pytania zadają sobie także obecnie ludzie uprawiający różne dyscypliny nauki. W tym aspekcie celem nauki jest poznanie prawdy o danym fakcie, zjawisku czy procesie. Prawdy! Mamy zatem następny ambaras,  nad którym od wieków biedzą się i deliberują filozofowie – cóż to jest prawda? I znowu mamy tu do czynienia z wieloma definicjami, ale we współczesnej nauce prawdę można zdefiniować jako zespół informacji uzyskanych określonymi, właściwymi danemu szczeblowi rozwoju nauki i jej dyscyplinie narzędziami, najdokładniej opisujący określony aspekt otaczającej człowieka rzeczywistości. Te właśnie cechy różnią prawdę naukową od dowolnego nienaukowego zbioru wierzeń i przekonań. Ale w nauce nie ma prawdy ostatecznej i niezmiennie, żeby dojść do prawdy naukowej potrzeba wspomnianej wyżej ciekawości (jak i dlaczego?) wynikającej prawdopodobnie z cech ludzkiego (a może i przedludzkiego) umysłu. Pisząc wprost, nauka jest funkcją ludzkiej ciekawości i dążności do poznania prawdy, ale nie posiada i nie tworzy prawd absolutnych – to co jest prawdziwe na pewnym etapie poznania, może być zanegowane na etapie późniejszym.


Teraz będzie trudne pytanie: czy to, co nauka, ustami mediów, polityków i tzw. ekspertów serwuje nam codziennie o covid i preparacie szczepionkowym wyczerpuje podaną wyżej definicję nauki? Czyż nie mamy do czynienia z rzeczą karygodną, jaką jest jednostajne głoszenie prawdy absolutnej o mitycznej szczepionce na covid, której rzekome właściwości nie znajdują potwierdzenia w faktach?  Czy nie mamy do czynienia z "nauką", która nie dopuszcza do fundamentalnych dla nauki pytań "jak" i "dlaczego"? Która tylko nazwą zastąpiła pejoratywnie rozumianą propagandę? Którą śmiało można nazwać "nauką covidową"?


"Nauka covidowa" zaufanie do nauki podważyła sama. Po pierwsze, przyspieszenie procesów badawczych spowodowane pandemią sprawiło, że wiele badań wkrótce po ich opublikowania okazało się błędnych lub w ogóle absurdalnych. Po drugie, w przeciwieństwie do wielu innych dyscyplin, które posługują się modelami do prognozowania przyszłości, metodologia w zakresie Covid-19 jest w powijakach, a wczesne modele opracowane w marcu 2020 r., które były podstawą decyzji wielu rządów, zostały opracowane w sposób niechlujny, na podstawie wyrywkowych danych, czy też uzupełnione arbitralnie przyjętymi wskaźnikami. Na przykład kluczowy wskaźnik śmiertelności, czyli infection fatality rate (IFR), różnił się w zależności od modelu: the Imperial College model przyjął IFR=0,66.  a w tym samym czasie Oxford Covid-19 Evidence Service – pomiędzy 0,1 a 0,35 %. Dlaczego je opublikowano? Dlatego, że decydenci potrzebowali danych potwierdzających ich decyzje. Jakichkolwiek danych.



Wyobraźmy sobie eksperta, który ma przedstawić decydentom "najskuteczniejsze” strategie walki z pandemią. Pierwsza sprawa to ustalenie, który wskaźnik będzie stosowany jako kryterium skuteczności takiej strategii. Czy liczba zgonów na Covid-19 (lub zgonów z Covid-19); czy nadmiarowa liczba zgonów w stosunku do średniej wieloletniej; czy może utracone QALY (quality adjusted life-years, czyli utracone lata życia, skorygowane o jego jakość) na skutek Covid-19. Ale wybór danego wskaźnika jako podstawy do uzasadniania skuteczności różnego typu strategii nie jest kwestią opierającą się wyłącznie na "danych naukowych” – choć często jest tak właśnie interpretowany. Jednak wszystkie dane i argumenty powinny być spójne i sensowne. Tymczasem kryteria przyjęte przez naszych decydentów i ich ekspertów,  są na tyle niejasne, że kojarzą się z patrzeniem się w szklaną kulę. Covid wymusza na na nich obowiązki lekarzy, których rolą nie jest wyłącznie paternalistyczne narzucanie pacjentom tego, co jest dla nich najlepsze – zdaniem lekarzy – ale uwzględnianie także perspektywy samych pacjentów jeśli chodzi o proponowane im terapie. Polskie Ministerstwo Zdrowia, wraz z owianą złą sławą Radą Medyczną, tego obowiązku nie wypełniło.  

Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale