22 obserwujących
137 notek
138k odsłon
1023 odsłony

Incydent z trumną – happy end?

Zdjęcie ilustracyjne. Krajobraz rolniczy, RPA, wrzesień 1916
Zdjęcie ilustracyjne. Krajobraz rolniczy, RPA, wrzesień 1916
Wykop Skomentuj1

Niemal trzy lata temu napisałam o tzw. incydencie z trumną (w anglojęzycznej prasie nazywany coffin case lub coffin assault, a jego (anty)bohaterowie zwani są często coffin duo – trumienna dwójka lub trumienny duet).

Ponieważ zawsze pragnę śledzić sprawy do końca i jeśli o czymś zaczęłam pisać, uważam, że powinnam również informować o dalszym ciągu sprawy, bez bawienia się w „suspensy” śpieszę ogłosić, że skazani  opuścili już więzienie po odbyciu nieco ponad połowy zasądzonej kary.

Na tym można by skończyć wpis, jednakże warto do sprawy wrócić, gdyż jest ona typowym przykładem jak stronniczy jest południowoafrykański system (nie)sprawiedliwości i jak też pozory mogą mylić. Pewne fakty dopiero teraz stały się znane szerszej publiczności. Przyznam, że początkowo dużo surowiej oceniałam postępek skazanych, choć od razu było dla mnie jasne, że wymierzona kara jest zbyt wysoka, nawet już po uwzględnieniu apelacji. Zwłaszcza, że szereg agresywnych zachowań pozostaje w RPA bezkarnych, zwłaszcza, jeśli sprawcami są czarni politycy (pod koniec podam najnowsze przykłady).

Wracając do incydentu to dość dokładny, a zarazem zwięzły opis wydarzeń znaleźć można na kanale Loving Life. Inny film, na tym samym kanale, przedstawia wywiad z prawnikami reprezentującymi oskarżonych.

Oskarżeni, a później skazani to dwaj młodzi Afrykanerzy Willem Oosthuyzen (to podobno prawidłowa pisownia nazwiska, choć częściej spotyka się pisownię Oosthuizen) i Theo Jackson. Często media nazywają ich farmerami, ale nie byli oni właścicielami farm, lecz pracownikami, prawdopodobnie pełnili funkcję zarządców (tak wynika z opisu wydarzeń).

image

Theo Jackson (z lewej) i Willem Oosthuyzen (z prawej) w sądzie (zdjęcie z https://i.dailymail.co.uk/i/pix/2016/11/16/09/3A6F804100000578-3940902-Two_South_African_farmers_appeared_in_court_today_over_a_shockin-m-20_1479289379262.jpg)

O „coffin duo” stało się głośno w listopadzie 2016 roku, kiedy to pojawił się krótki film pokazujący dwóch białych mężczyzn zmuszających czarnoskórego mężczyznę do wejścia do trumny.  Mężczyzna zawodzi i prosi o litość, zaś sprawcy straszą go, iż wpuszczą do trumny węża a także, że trumnę obleją benzyną i podpalą. Trudno powiedzieć czy traktują te działania, jako alternatywne czy łączne, jeśli to drugie to do okrucieństwa wobec ludzi doszłoby okrucieństwo wobec zwierząt. Później jednak okazało się, że nie było ani węża ani benzyny.

Oto jedno z dostępnych na youtube video pokazujących zajście: https://www.youtube.com/watch?v=Ik7qoslpb6c

Film wywołał wielkie (i nawet zrozumiałe) oburzenie. Od razu uznany został za przejaw rasizmu, choć nie było żadnych dowodów na to, że kolor skóry ofiary miał jakikolwiek wpływ na postępowanie sprawców.
W tej sytuacji Willem Oosthuyzen i Theo Jackson (za radą adwokatów, a także by chronić szefa Theo Jacksona) sami zgłosili się na policję i przedstawili kontekst całej sprawy. A było to tak:
7 września 2016 r. Willem  Oosthuyzen przebywał  w polu, doglądając kukurydzy (wrzesień to na południu  Afryki wczesna wiosna, więc pora sadzenia). W pewnym momencie zauważył  człowieka, który wydał mu się podejrzany. Gdy podszedł do i zapytał co robi, ten zaczął uciekać. Willem chciał go dogonić furgonetką, ale ten uciekł w stronę linii kolejowej. Przebiegł przez tory, które dla furgonetki stanowiły barierę.  Willem musiał bowiem jechać naokoło, przez przejście, a intruz w tym czasie zdążyłby uciec. Willem zadzwonił więc do swojego kolegi Theo Jacksona, pracującego na sąsiedniej farmie, by ten zatrzymał intruza. Tak też się stało. Intruzem okazał się Victor Rethabile Mlotshwa. Podejrzenia Willema okazały się zasadne, gdyż w torbie Victora znaleziono miedziany kabel. Był już pocięty na 80-cm kawałki i pozbawiony plastikowej osłony. Kradzież kabli miedzianych jest w RPA zjawiskiem częstym. Szczególnie w tym regionie – okolice Middelburga‚ prowincja Mpumalanga to rejon pełen kopalń węgla, gdzie kable są często używane. Złodzieje je kradną, a później sprzedają w punktach odbioru złomu, których właściciele albo nie wiedzą albo nie chcą wiedzieć o pochodzeniu kawałków czerwonego metalu.
Willem i Theo zdecydowali zawieźć Victora na policję. Gdy mu o tym powiedzieli, ten zaczął grozić, że pozabija ich żony i dzieci, a także spali ich plony, ale dopiero jak dojrzeją, bo wtedy będą się lepiej palić (wrzesień na południu Afryki to wczesna wiosna). Victor uświadomił mężczyznom, iż policja wypuści go najpóźniej na drugi dzień, więc pierwszą część zemsty będzie mógł zrealizować szybko. Niestety, w warunkach RPA groźba ta wyglądała realnie. Istotnie, policja mogłaby wypuścić Mlotshwę nawet od razu, ponieważ trudno byłoby ustalić czyj był miedziany drut, a skoro nie można zidentyfikować pokrzywdzonego, nie ma też kradzieży

Mężczyźni postanowili więc nastraszyć Victora w taki sposób by nie miał więcej ochoty wyrządzać im czy ich rodzinom coś złego. Theo wyciągnął więc trumnę, do której Victor Mlotshwa musiał wejść. Ktoś może więc zapytać skąd „pod ręką” znalazła się trumna. Trumna nie była „pod ręką”, bo Theo musiał po nią jechać, ale istotnie, była na farmie jego szefa, gdyż zapewne taka metoda „perswazji” była już w podobnych okolicznościach stosowana, choć nie jest jasne przez kogo. Być może taka metoda wiązała się z tym, że na miejscowej ludności trumna, więc przedmiot związany ze śmiercią robiła duże wrażenie.
Willem i Theo chcieli zmusić Victora do złożenia przyrzeczenia, iż zostawi ich rodziny w spokoju. Ten jednak nie chciał tego zrobić, wobec czego zaczęli go straszyć wspomnianym już wężem oraz podpaleniem.  Wtedy przyrzekł, iż nie spełni swej groźby i został wypuszczony. Mężczyźni postanowili nagrywać zajście, by pokazać, że Victorowi nie została wyrządzona żadna krzywda w sensie fizycznym.  Dla osób z zewnątrz wyglądało to jednak tak, jakby chwalili się tym, że znęcają się nad drugim człowiekiem. Ich film kojarzony był ze zjawiskiem określanym, jako pathostreaming, czyli dokumentowania własnych, sprzecznych z prawem działań.

Pojawienie się filmu wywołało rzecz jasna skutek przeciwny do zamierzonego przez autorów. Raczej nikt nie zastanawiał się nad szerszym kontekstem, powszechną reakcją było oburzenie. Głos zabrali też przedstawiciele największych partii politycznych. Zarówno rządzący Afrykański Kongres Narodowy (ANC), jak i opozycyjny Sojusz Demokratyczny (DA) oraz opozycyjny, lecz jeszcze bardziej anty-biały Front Bojowników o Wolność Ekonomiczną (EFF) tym razem zgodnie potępiały „trumienny duet” https://www.enca.com/south-africa/anc-da-and-eff-members-unite-behind-coffin-assault-victim.

Z kolei partie i organizacje proafrykanerskie, wprawdzie nie epatowały nienawiścią wobec sprawców, milczały. Willem i Theo płacili regularne składki na rzecz AfriForum – organizacji broniącej praw człowieka, ze szczególnym uwzględnieniem, choć nie wyłącznie praw mniejszości etnicznych, w tym białej mniejszości. Gdy 14.11.2016 r. mężczyźni zostali aresztowani zwrócili się do AfriForum  z prośbą nie tyle o pieniądze czy nawet fachową pomoc, co o poradę. Organizacja ta jednak odmówiła, choć w wielu przypadkach pomagała i pomaga osobom skrzywdzonym przez system. Zapewne obawiali się o swój wizerunek. AfriForum w mainstreamowych mediach RPA i tak ma już wizerunek organizacji broniącej „białego przywileju”. Nie wszystkim podoba się np., że zwracają uwagę na morderstwa farmerów i sugerują podłoże rasowe tych zbrodni. Władzom i części czarnej ludności nie podoba się też obrona języka afrykanerskiego, ale w tych sprawach AfriForum podkreśla, iż nie kieruje się kryteriami rasowymi, lecz broni podstawowych praw człowieka (prawa do życia, prawa do posługiwania się językiem ojczystym). Inaczej jest jednak w przypadku osób, które bądź co bądź złamały prawo. W końcu pakowanie człowieka do trumny i grożenie mu śmiercią nie mieści się w normach współżycia społecznego, zwłaszcza, że sprawie szybko zaczęto nadawać charakter rasistowski, a oskarżenie o rasizm w RPA to jedno z najcięższych oskarżeń. 

Również broniąca interesów  mniejszości etnicznych partia o afrykanerskiej nazwie Vryheidsfront Plus (VF+) lub angielskiej nazwie Freedom Front Plus (FF+) – Front Wolności Plus z początku nie zabierała głosu, choć później, już po wyroku jej przewodniczący Pieter Groenewald potępił niewspółmierny do przewinienia wyrok, jednocześnie wskazując na podwójne standardy w zależności od rasy. Przywołał on przypadek zabicia białej uczennicy przez czarnego taksówkarza. Taksówkarz celowo przyspieszył by staranować jadącą na skuterze dziewczynę. Początkowo miał być sądzony za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Dopiero zaangażowanie pełnomocników rodziny ofiary, między innymi pomoc VF+ doprowadziło do postawienia zarzutu umyślnego zabójstwa, ale i tak sprawca dostał jedynie 8 lat. Tymczasem Willem i Theo, którzy nikogo nie zabili otrzymali odpowiednio 11 i 14 lat bezwarunkowego pozbawienia wolności.
Adwokaci aresztowanych również nie przykładali się do sprawy. Nie udało im się doprowadzić do zwolnienia swych klientów za kaucją. Dopiero 14.07.2017 r. doszło do zmiany pełnomocnictwa. Nowi pełnomocnicy (związani z organizacją Patriots for Minorities) doprowadzili do tego, że oskarżeni wyszli na wolność za kaucją i mogli odpowiadać z wolnej stopy.
Proces rozpoczął się 31. 07. 2017 r.  Rozprawę można zobaczyć na youtube: https://www.youtube.com/watch?v=-tjZ0AkjgmU . Sędzią była Segopotje Mphahlele. Nie miała ona wielkiego doświadczenia jako sędzia, wcześniej była adwokatem. Była to jej pierwsza sprawa karna. Miała za to „dobre” pochodzenie – jej dziadek był znanym pisarzem. Pełnomocnicy twierdzą, że z początku sędzia starała się być obiektywna. Później jednak coraz bardziej widać było stronniczość. Być może otrzymywała jakieś polecenia z góry, lub też ulegała własnym emocjom. W każdym razie proces odbiegał od przyjętych standardów.
Początkowo sprawcy mieli odpowiadać za zastraszanie ofiary, ale wkrótce pojawiły się nowe zarzuty. „Objawił się” niejaki Delton Sithole, który zeznawał, iż w tym samym dniu, kiedy miał miejsce incydent z trumną, został przez oskarżonych pobity.  Również Mlotshwa twierdził, że został pobity. Ani jeden ani drugi nie przedstawili żadnych dowodów,  ale nie stanowiło to przeszkody w uznaniu oskarżonych za winnych również tego zarzutu. Mlotshwa zeznawał również, iż oskarżeni kierowali pod jego adresem rasistowskie obelgi, ale ostatecznie ten zarzut nie znalazł się w akcie oskarżenia. Znalazł się natomiast bardzo poważny zarzut – usiłowanie zabójstwa. W tym przypadku (jak w wielu innych) zeznania ofiary i wyjaśnienia oskarżonych diametralnie się różniły. Oskarżeni zeznawali, iż wypuścili Victora Mlotshtwę i nigdy nie mieli zamiaru go zabić, ten natomiast twierdził, że to on sam uwolnił się odwalając wieko trumny.  Ostatecznie każdy z oskarżonych otrzymał 7 zarzutów, z których 6 było wspólnych, a po jednym  „osobnym”, te „osobne” to: zarzut zniszczenia dowodu rzeczowego (spalenia trumny) - postawiony jedynie Theo Jacksonowi oraz zarzut nielegalnego posiadania  broni palnej – postawiony jedynie Willemowi Oosthuyzenowi. Był to jedyny zarzut, od którego oskarżonego uniewinniono.  Dokładniej o zarzutach pisałam , więc teraz bardziej skupię się na sytuacjach pokazujących stronniczość w przebiegu samego procesu.
Sędzia bardzo wybiórczo traktowała zeznania świadków. Za niewiarygodne uznała wyjaśnienia oskarżonych o tym, że Victor ukradł drut miedziany (on sam temu zaprzeczał, twierdząc, że jedynie przechodził przez farmę), sugerując, że gdyby tak było sfilmowaliby ten drut. Nie przyszło jej do głowy, że oskarżeni nie byli policjantami, mogli więc nie pomyśleć o pokazaniu dowodach rzeczowych. Poza tym odstąpili od zamiaru pójścia na policję, dali złodziejowi nauczkę i uznali sprawę za zamkniętą. Sfilmowali jedynie swoje działania wobec Victora by pokazać, iż nie doznał on fizycznych ran. Tu jednak film nie przekonał sędzi, która uwierzyła pokrzywdzonemu, iż został pobity. Uwierzyła, choć nawet matka pokrzywdzonego nie potwierdziła, by miałby on mieć jakieś rany.  Sędzia przyznała jednak, że w wyjaśnieniach pokrzywdzonych były pewne niespójności, ale nie uznała by obalały one oskarżenie.
Pokrzywdzony składał swe wyjaśnienia w języku zuluskim i korzystał z tłumacza. Tłumacz zmieniał znaczenie niektórych fragmentów tak by lepiej pasowały do oskarżenia. Willem i Theo znali ten język. Widząc błędy w tłumaczeniu, Willem zwrócił na to uwagę. Został jednak uciszony przez sędzię, która również musiała sobie z tych błędów zdawać sprawę.
Innym przejawem złego stosunku do oskarżonych była panująca na sali sądowej atmosfera. Rozprawa była jawna, a nawet filmowana (można zobaczyć na youtube), ale rodziny oskarżonych wpuszczana na salę dopiero, gdy znalazło się miejsce dla przedstawicieli partii politycznych (głównie ANC i EFF). 21.08.2017 obaj oskarżeni zostali uznani za winnych wszystkich zarzutów poza jednym. W RPA system jest taki, że najpierw sąd orzeka o winie, a następnie (w tym przypadku za parę miesięcy) orzeka o wymiarze kary. Czas ten oskarżeni spędzili jeszcze na wolności.
W tym czasie Mlotshwa chętnie udzielał wywiadów i twierdził, że oczekuje na wyrok nie niższy niż 15 lat. Jego życzenie w zasadzie się spełniło, bo 26.10.2017 r. zapadł wyrok 16 lat dla Willema Oosthuyzena i 19 lat dla Theo Jacksona, z tym, że z każdego z tych wyroków 5 lat zostało zawieszonych na 8 lat.  Oskarżeni mieli więc spędzić odpowiednio 11 oraz 14 lat w więzieniu.

Zawieszenie w RPA może dotyczyć części wyroku, jak widzimy na tym przykładzie, ale maksymalny okres próby to 5 lat. Sędzia musiała więc jeszcze raz ogłosić wyrok, poprawiając swój błąd. Ponieważ po ogłoszeniu wyroku oskarżeni od razu trafili do aresztu, na „poprawkę ogłoszenia” doprowadzeni zostali w więziennych strojach i skuci, z łańcuchami na nogach.

Skazani w więzieniu zostali rozdzieleni. Każdy z nich przebywał w 24-osobowej celi. Istniała obawa, że ponieważ na długo przed decyzją sądu wyrok wydały na nich media, które zrobiły z nich okrutnych rasistów, czarni współwięźniowie (ci są w RPA w większości) będą się do nich odnosić źle. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Willem i Theo pozostawali w dobrych relacjach ze współwięźniami, zapewne dzięki swej znajomości języka zulu, ale też i swym cechom charakteru.
Gorzej sprawa przedstawiała się w przypadku traktowania przez personel więzienny. Adwokaci zgłaszali wprawdzie wszystkie nieprawidłowości władzom więziennym, ale ich skargi pozostawały bez odpowiedzi, choć w jednym przypadku była reakcja. Był to przypadek drastyczny, bo dotyczył molestowania seksualnego przez jedną z funkcjonariuszek (w stopniu kapitana). Pani kapitan (niestety nie podano jej nazwiska do publicznej wiadomości) bez żadnej istotnej przyczyny zarządziła rewizję osobistą Willema Oosthuyzena. Musiał on rozebrać się do naga, funkcjonariusze-mężczyźni go przeszukiwali, a pani kapitan przyglądała się temu i instruowała, które miejsca mają dotykać. Gdy wpłynęła skarga, również nie było na nią odpowiedzi, ale funkcjonariuszkę przeniesiono do innego więzienia.

Ze złożeniem apelacji też sędzia robiła problemy, ale w niemal ostatniej chwili udało się. W listopadzie  2019 r. sprawę rozpoznał sąd apelacyjny. Ze wszystkich zarzutów uznał jedynie porwanie i groźby karalne, a w przypadku Jacksona –  zniszczenie dowodu. Ponieważ wyrok Jacksona miał biec równolegle do wyroku za porwanie i groźby – „efektywny” wyrok dla skazanych wynosił 5 lat.  Prawo RPA pozwala na ubieganie się o zwolnienie warunkowe po odbyciu połowy kary, co oznaczało, że mogli wyjść na wolność już w lutym 2020 r.
Istotnie, na początku marca, po pozytywnym rozpatrzeniu ich prośby o zwolnienie warunkowe na wolność wyszedł Theo Jackson, a (z bliżej mi nieznanych powodów „technicznych”) Willem Oosthuyzen miał wyjść wkrótce… Tak się jednak nie stało. Na przeszkodzi stanął minister Ronald Lamola (ten sam, który odmówił zwolnienia warunkowego Januszowi Walusiowi, całkowicie lekceważąc panujące w RPA prawo). Willem nie opuścił więc więzienia, a Theo musiał do niego wrócić. Formalnie sprawa zwolnienia miała być jeszcze raz przejrzana, nic więc nie było przesądzone, ale przeglądanie przeciągano. Pisałam o tym w Salonie: https://www.salon24.pl/u/olenkawagner/1024537,rpa-kara-czy-zemsta-o-incydencie-z-trumna-i-mozliwych-implikacjach-w-sprawie-walusia .
Później przyszła pandemia Covid-19 i władze postanowiły zmniejszyć przegęszczenie w więzieniach skracając wyroki niektórym więźniom https://www.aa.com.tr/en/africa/covid-19-south-africa-grants-parole-to-19-000-inmates/1833867. Więzienie mieli opuścić skazani kwalifikujący się do warunkowe zwolnienia lub ci, którym do tego okresu brakuje do 5 lat. Z dobrodziejstw tego przepisu nie mogą jednak skorzystać  skazani za zabójstwo (w więzieniu pozostaje więc Janusz Waluś), usiłowanie zabójstwa,  przestępstwa natury seksualnej, znęcanie się nad dziećmi oraz to co nazywa się gender-based violence, czyli przemoc wobec kobiet. Ta ostatnia jest w RPA dużym problemem, niezależnie od koloru skóry czy statusu społecznego sprawców i ofiar.  Ponieważ ani Willem ani Theo nie popełnili żadnego z wyżej wspomnianych przestępstw, władze, włączając w to ministra Lamolę, zapewne bardzo niechętnie (sprawa była przeciągana do granic możliwości), ale musiały ich wypuścić
 

Czy więc happy end?

Oczywiście piszę z punktu widzenia Theo i Willema, bo dla Victora to porażka. Na pewno dobrze, że „trumienna dwójka” wróciła do swych rodzin. Obydwaj skazani mają małe dzieci. Córka Jacsona pytała matkę czemu Tatuś jest w więzieniu. Myślała, że może kogoś zabił czy coś ukradł, bo w jej dziecinnym przekonaniu tylko za to idzie się do więzienia. Pamiętać należy, że skazani nie zakończyli odbywania kary. Są jedynie na zwolnieniu warunkowym, czyli pod lada pretekstem mogą do więzienia wrócić. Nie znalazłam informacji jakie ograniczenia nałożono w ich przypadku, ale niekiedy warunkowe zwolnienie oznacza, że skazany może przebywać jedynie w domu, pracy i (w razie choroby) w szpitalu. Jest to więc areszt domowy, ale i tak sytuacja lepsze niż więzienie.

Trudno jednak mówić o „happy endzie”, jeśli podwójne standardy dalej stanowią normę. Ostatnio np. doszło do zamieszek wywołanych przez EFF w związku z, trzeba przyznać niefortunną reklamą jakiegoś środka do włosów firmy Clicks. Reklama pokazywała produkty dla włosów kręconych i matowych, suchych i uszkodzonych, a także  włosów normalnych oraz delikatnych i  przylegających.  Niby nic złego, tyle tylko, że jako ilustrację dwóch pierwszych typów pokazano wełniste włosy kobiet czarnoskórych, a produkt dla włosów normalnych oraz delikatnych zilustrowano zdjęciami włosów białych kobiet. Reakcją była dewastacja sklepów firmy. Członkowie EFF wtargnęli również do szpitala, gdzie firma ta miała sklep, którego nie dało się zamknąć, gdyż prowadził do apteki. Demonstranci grozili spaleniem szpitala. Tym razem kierownictwo zorientowało się, że lokalny lider posunął się za daleko i potępiło takie metody. Lokalny lider twierdzi jednak, że wypełniał rozkazy szefa partii Juliusa Malemy.  W każdym razie policja nie reagowała na występki członków EFF
 
Policja zareagowała natomiast, gdy pewna 52 letnia kobieta groziła bronią członkom EFF, którzy wtargnęli do supermarketu. Wcześniej, gdy członkowie EFF zachowywali się wobec kobiety agresywnie, odnosząc się do jej koloru skóry (biała), policja nie zwracała na to uwagi. Kobietę natomiast zabrano na komisariat (wtedy już zabrano też agresywnych demonstrantów). Jak na razie skargę złożyła zarówno kobieta, jak i członkowie EFF. Jak sprawa się skończy  - nie wiadomo. https://www.news24.com/news24/southafrica/news/eff-opens-criminal-case-against-woman-who-pointed-gun-at-members-during-port-elizabeth-mall-scuffle-20200908 .

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka