Dwie refleksje rocznicowe.
Gdyby mi dali pistolecik z kilkoma nabojami, albo granat z puszki po groszku konserwowym i kazali zdobywać bunkier najeżony cekaemami, powiedziałbym coś w typie: "chyba was po...". I wzruszył ramionami. I pewnie nie ja jeden.
A oni trzasnęli obcasami, "Tak jest" i hura, i poszli, przepadli, dym tylko dusił i krzyk wysoki we mgle...
Pani w telewizji, z opaską, mówi, że to były 63 dni wolnej Polski. Dla kogo sześćdziesiąt, dla tego sześćdziesiąt, dla mieszkańców Woli może dwa tygodnie zanim ich pomordowali, na Starówce miesiąc, miesiąc pożogi i ruin.
To nie ich wina, zrobili co mogli. Postąpili jak należało.
Za decyzje wojska odpowiadają dowódcy. I to oni musieli z tym żyć. Jak po bitwie nad Sommą (poległo 600 tys. aliantów), bitwie pod Passchendaele (ok. 400 tys. zabitych).



Komentarze
Pokaż komentarze (1)