Czuję się tak, jakbym "debiutowała" na tym portalu i w ogóle, w sieci. Uczucie to tym bardziej niezrozumiałe, że nawet słowo pisane, jakiemu pozwalam powstawać wydaje mi się w moim wykonaniu świeże - nie, że świeżością oryginalną, ale zwyczajnie nowe. Nie pamietam, aby kiedyś zdarzyło mi się użyć z sukcesem formy, która jeszcze nie zdołała sie okreslić. Ale wie, ze o niej mowa, ja też to wiem, czytelnik wie tym lepiej.
Przypuszczam, ze podobnie swoją aktywność w sferze polityki widzą nasi obecnie rządzący, choć gdzie mi tam do władzy, swoją drogą obecnej przy sterze czwarty już rok. Ale gdzie nie popatrzeć, czy do ... nie wiadomo do końca, czy Pałacu, czy Belwederu, rzecz w tym, aby spojrzeć tam, gdzie przebywa obecnie prezydent Komorowski wsławiony dopiero ostatnio koncepcją pomnika to w Smoleńsku, to znów z fragmentów wraku moze nawet w Warszawie, można spostrzec atmosferę nowości, klimat fermentu, ale takiego zdrowego, twórczego! Wprawdzie zapewne natychmiast znalazłby się ktoś, kto zacząłby wydziwiać, ze przecież tyle już było koncepcji i pomysłów autorstwa pałacowego, a jakby prezydent o nich zapomniał. Kiedyś był pomysł z krzyzem smoleńskim, przebywającym obecnie nie wiadomo, czy jeszcze w kaplicy pałacowej, czy już w kościele św. Anny a może zupełnie gdzieś indziej, ale przecież nie jako fragment dowolnie rozumianego pomnika.
Nagle okazuje się, że istnieją przedsiębiorstwa spragnione prywatyzacji i nawet obiecuje ją minister Grad na spółkę z ministrem Pawlakiem. Donald Tusk elektryzuje ponownie opinię publiczna hasłem "Laptop dla każdego dziecka" pamietanym doskonale jako wystepujące obok frazy "Orlik" dla każdej gminy". Nieżyczliwi wspominali wówczas wprawdzie o przypuszczalnym głównym zastosowaniu laptopów w wirtualnych rozgrywkach w piłkę nożną - a moze to właśnie oni byli tymi życzliwymi, nie mnie to oceniać.
Równiez nie pracownikom public relations zatrudnionym z poczatkiem kadencji przez gabinet Donalda Tuska. Ci, jak ich zowią potocznie, "bibliotekarze" - od pomieszczeń po zlikwidowanej w celu stworzenia im przestrzeni życiowej i pracowniczej bibliotece, jakie zajęli - stali się nagle jakby niebyli, nieistniejący; Raczej należy przyjąć, ze nigdy ich nie było, nie może być inaczej, skoro na ich miejsce wezwano specjalistów od kampanii Obamy i Sarkozy'ego, choć tamci też są przeciez ludźmi, myślą i czują. Zatem nie zatrudniono z poczatkiem kadencji w celu autoreklamy nikogo i taka jest wersja obowiązująca.
Podobnie nie przeprowadziła śledztwa w sprawie tragedii smoleńskiej polska prokuratura - teraz dopiero minister Miller zamierza przedstawić własny raport, jakby pierwszy raz, bo od nowa. Od początku.
"Nowe idzie" w polskiej polityce na pewno od czasów "Na wsi wesele", na którą to nowelę lubię się powoływać, bo jest niedostatecznie docenianą pozycją Marii Dabrowskiej, w której pisarka opowiedziała dzieje nie tylko jej współczesne, ale i przyszłe zgodnie ze skonstruowanym przez nią sformułowaniem: "aby tej przyszłości nie przegapić".
Nam przegapienie, co należy tłumaczyć chyba przychylnością fortuny, szczególnie teraz nie grozi, bo ciągle jesteśmy stawiani przez ekipę obecnie sprawującą władzę wobec uroku nowości i przeczuwam, że im bliżej będzie konfrontacji wyborczej, tym świeższe stanie się wszystko w jej wydaniu od sposobu ekspresji polityków poczynając, a na świetlaności przyszłości nas Polaków kończąc. I nie mam tu na myśli obróbki fotografii prezesa rady ministrów w foto shopie.




Komentarze
Pokaż komentarze (11)