Kolejny odcinek sagi pt. "Generał Błasik beszta Protasiuka" wyemitował tym razem "WPROST". Gazeta ma, zdaje się, ambicję przekazania "ostatniego słowa", podsumowania tematu, który elektryzował czołówke polskich publicystów a nawet niektórych oficerów BOR oraz kilku prawników łącznie z kwiatem krajowej prokuratury.
"Nowe ustalenia ws. rozmowy" - za portalem onet.pl - powstały na skutek zaczerpnięcia informacji ze standardowego monitoringu przy pomocy kamer przemysłowych fragmentu Okęcia, na którym miało dojść do dialogu gen. Błasika z pilotem Tu154M, Protasiukiem. Informator, który przekazał wieści, pragnie pozostać anonimowy i można to zrozumieć, za to trudno zaakceptować brak wcześniejszego sprawdzenia nagrań: przed licznymi wypowiedziami i doniesieniami prasowymi, jakoby - podobno - miała miejsce straszna awantura w wykonaniu gen Błasika. Istniała szansa, ze obecni wtedy na lotnisku oficerowie BOR ugną się przed wspomnieniami i poprą ich szefa - gen. Janickiego, który upublicznił zajście, choć sam jego świadkiem nie był; twierdził, ze wie o nim ze słyszenia. Wprawdzie posrednio, ale na pewno...
W jednostce nie doczekał potwierdzenia, dopiero anonim z obsługi lotniska zwierzył się dziennikarzom "WPROST"-u - czyżby nie prokuratorom, którzy nawet go o to nie spytali uznając ustalanie prawdy o zdarzeniu na podstawie nagrań z minitoringu za zbyt banalne? - ze spotkanie i jakaś tam wymiana zdań rzeczywiście miała wtedy miejsce. Nie wiadomo, czy osobami, które się spotkały, byli Błasik i Protasiuk, ale jest to - wedlug anonimowego informatora - bardzo prawdopodobne. Nie można określić, czy przebiegała "emocjonalnie" ani odczytać słów, jakie wypowiedziano i nic dziwnego, skoro nawet identyfikacja osób biorących udział w rozmowie nie jest możliwa. Wprawdzie o braku możliwości identyfikacji tak osób, jak słów przesądził, zdaje się, anonimowy informator.
A moze ów "Życzliwy" wcale nie pracuje na lotnisku, tylko w służbach badających tragedię? "WPROST" profesji swojego interlokutora nie precyzuje. Przekazuje za to znaną skądinąd konkluzję, jaką umieściłam w tytule. Konkluzja w całej tej sprawie pojawiła się dotychczas w kontekście nacisków na pilota podczas lotu, co do których żadnego dowodu - potwierdzenia nie znaleziono. Teraz mamy nie dowiedzieć się o kolejnym ewentualnym nacisku - jeszcze przed wylotem. Swoją drogą, jakoś wyszło z użycia określenie "rzekome", a takie przeciez okazały się lansowane pod pierwszych dni po tragedii usilowania wywarcia wplywu na pilotów w celu wylądowania za wszelką cenę.
Późniejsze ustalenia, z których wynikło, ze piloci NIE LĄDOWALI tylko nieznacznie zmodulowaly narrację zwolenników wdzięcznej koncepcji sprawstwa jesli nie Prezydenta Kaczyńskiego, to choć gen. Błasika. Nie mając czym poprzeć imaginacji, zwrócili się ku "bezpiecznemu" dla nich stwierdzeniu, że w ogóle nie wiadomo, jak było. Wiele osób, również na tym portalu, zajmowało się zeznaniem szefa BOR. Szczególnie wyczerpująco omawia je tekst rosemanna. Tymczasem zupełny brak podstaw do stwierdzenia, ze sprzeczka Generała Błasika z Protasiukiem miała miejsce znów skłonił do konkluzji, że "prawdy nie dowiemy się nigdy".
A to dlaczego? Już wiemy, a wcześniej domyślaliśmy się, że prawda była taka, iż generał Janicki konfabulował. Wiemy o tym od jakiegoś czasu. Pora aby dowiedziała się również redakcja "WPROST". A moze i nasi śledczy, jeśli to nie spośród ich szeregów rekrutuje się anonimowy informator.
http://rosemann.salon24.pl/302246,general-janicki-ostatnia-nadzieja




Komentarze
Pokaż komentarze (14)