Jest tak: gazeta "Polityka" reklamuje się, gdzie popadnie, że to jej Obama udzielił jedynego wywiadu na temat wizyty w Polsce - jej jako jedynemu przedstawicielowi prasy.
I nie jest juz ważne, że wywiad był potem, już po przyjeżdzie Obamy do Waszyngtonu. A powinno pozostać ważnym, bo wywiad Obama może wygłosić dowolny i kiedykolwiek, choćby udzielił kiedys telefonicznego GW przecież, ale podczas wizyty w Polsce spotkał się wyłącznie z przedstawicielem s24.
Walczy "Polityka", może wygra wsród słuchaczy stacji radiowych, których epatuje obwieszczeniem o wywiadzie sporo za to płacąc. Tymczasem Obama ... tylko odpowiedział listownie na przesłane mu przez dziennikarzy "Polityki" pytania!
Nikt z "Polityki" nie rozmawiał z Obamą osobiście ani telefonicznie, komunikacja odbyła sie w formie pisemnej i miała miejsce pomiędzy Warszawą a Waszyngtonem. Niemniej "Polityka" używa określeń w rodzaju "Obama mówi", natomiast sformułowań takich jak, "Obama napisał" unika jak ognia.
- anonsuje pozorny dialog periodyk, który zdecydował się jak najlepiej "sprzedać" list otrzymany z Waszyngtonu z kancelarii prezydenta USA.
I teraz zachęcam do dyskusji: czy małostkowością wykazałam się ja wytykając "Polityce" drobne ubarwienia i "przypadkowe" pominięcie zdobywcy prawdziwego, żywego wywiadu czyli portalu internetowego, czy też małostkowością wykazała się "Polityka"?
Poza dyskusją puszczę pytanie retoryczne: "Jak zareaguje Obama, jeśli zostanie poinformowany o przeinaczeniu sensu korespondencji mailowej gazety "Polityka" z kancelarią w Waszyngtonie? Dobrze choć, ze Passent z Żakowskim nie opublikowali przy okazji cyklu felietonów o np. brudziach wypitych przez nich wespół z amerykańskim prezydentem.
Choć marszałek sejmu urzędujący obecnie nieco podobnego kolorytu już wprowadził do przestrzeni publicznej.




Komentarze
Pokaż komentarze (5)