Donald "milionowa porażka" Tusk jest skuteczny tylko w jednym: w "szczerych" przemówieniach, w które wyborcy wierzą, jeśli towarzyszą im nonsensowne akcje marketingowe. Bo Donald Tusk wzbudza - świadomie - uczucia opiekuńcze, odwołuje się do zaufania, zwierza tłumom różne tam wzruszające sekrety, to znów zaprzega do pracy dla PO niekwestionowane autorytety ostatnio sięgnąwszy nawet po wspomnienie o Janie Pawle II jako wręcz patronie PO. Tylko krok do uzurpacji roli "pomazańca": jesli nie samego Pana Boga, to choć Jana Pawła. Za chwilę objawi się moze dla odmiany jako skruszony grzesznik, przecież przy jednej z wczesniejszych okazji sam wyznał, ze palił marihuanę.
Ale ja przypuszczam, że jego najwierniejsi fani jednak nie zrozumieli; nie wybaczyli mu, że nie został prezydentem RP. Rzecz jasna trzeba przyznać, że mimo wszystko nawet prezydent ma więcej pracy od szefa rady ministrów w interpretacji Donalda. Bo jednak prezydentowanie to przemówienia, możliwość kompromitacji, konieczność stałej gotowości; nie uda się wyskoczyć w każdej chwili na mecz z kolegami. Wprawdzie "przeciętnym" wyborcom PO - ich przeważającej większosci - prezyentowana przez Donalda niechęć do sprawowania funkcji prezydenta nie przeszkadza. Donald uosabia swoją postawą przeciętny sposób bycia bezrobotnego przedstawiciela klienteli socjalnej. Tak samo lubi obejrzeć meczyk przed telewizorem, jego typowy odpowiednik będąc młodszym chętnie pokopie w piłę, jak towarzystwo osiedlowe, będąc chwilowo zatrudnionym nie przepuści zadnej okazji, aby nic nie robić, zaś składając wizytę w urzędzie pracy czy ośrodku pomocy społecznej wywinie taką gadkę, ze poplaczą się ze wzruszenia pani Jadzia z panią Wiesią i nie odmówią mu niczego, mimo, ze podczas wizji lokalnej okaże się, że z zasiłków utrzymuje całą swoją rodzinę na całkiem przyzwoitym poziomie umiejąc to jedno: sprawianie dobrego wrażenia.
Ale jego najwierniejszy elektorat - jego personalnie - to wbrew pozorom nie typ Kiepskiego, a obecni studenci, ewentualnie część młodych absolwentów, którzy ... uwierzyli. Bo on wciąz jest taki młodzieńczy czy dokładniej młodzieżowy, łatwo znajdzie wspólny język z nastolatkiem pod dwudziestkę. Na studiach dziennych, szczególnie obiektywnie łatwiejszych kierunkach nie ma wiele pracy i brak prawdziwej odpowiedzialności, choć czasem trochę się zarabia, głównie na własne wydatki. Obowiązek utrzymania spada na rodziców. Donald, choć niezbyt majetny, najpewniej najweselszy był wówczas, w czasach studenckich. I pośród studentów również teraz znajduje prawdziwych przyjaciół, którzy mu ufają, bo jest ... mentalnie taki jak oni. Ale nie bierze pod uwage, że oni nie chcą aby był tylko ich kolegą: chcieliby tego, czego on im dać nie moze, nie potrafi: nie tylko zrozumienia, ale również mądrości, troski o kraj, pracy dla jego przyszłosci. I oni tę jego niemoc odkryją. Kiedyś.
Niestety on nie jest podobnie naiwny ani "prawdziwie szczery". Ale zrobi wszystko, aby pozostać "na obecnej funkcji", ponieważ uwierzył w swoją wielkość, jak wcześniej w nią wątpił. O tym, ze stał się swoim własnym czcicielem świadczy fakt, że odwołał się do ... Jana Pawła II wobec swoich wyborców. Na konwencji, na którą zaprosił przecież również niewierzących, posłów dotąd z lewicy. Ale nie to, ze ich zaprosił jest tu najwazniejsze, ani to, ze dotąd fani Donalda błądzili żartujac z Ojca Dyrektora Rydzyka (zresztą może nie błądzili, tylko czekali na objawienie Donalda) .
Donald, zostań naszym prezydentem!




Komentarze
Pokaż komentarze (24)