No to powiedzcie, co by się stało, gdyby od razu przyznać, że może rządowy TU154M jednak miał tę awarię? W marcu tego roku za psujace się ostatnio na potęgę Tupolewy - z ofiarami lub bez - wzięła sie Rosawiacja zakazujac eksploatacji wszystkich samolotów tego typu. Termin dopuszczenia egzemplarzy, które spełnią wymogi ustalono na 1 lipca 2011. Wczoraj dwadzieścia z nich skierowano do kasacji, ale reszcie pozwolono ponownie latać i nie trzeba było długo czekać, bo już dziś jeden z Tu154M miał awarię silnika.
Decyzji Rosawiacji nie nagłośniono, nie słychać też, aby ta instytucja państwowa - jej pełna nazwa to Federalna Agencja Transportu Lotniczego - miała cokolwiek naprzeciw innej instytucji - Międzypaństwowemu Komitetowi Lotniczemu wraz z jego ekspertyzami, w tym tą, jaką otrzymała Polska po niewątpliwie największej z tragedii, jakie z udziałem TU ostatnio miały miejsce.
Trochę mi się to nie zgadza, bo jakiś Tu rozbił się niedawno - moze była to wersja LUX, tak zwana bezpieczna - egzemplarz podobny do posiadanego jeszcze przez polskie władze. I wtedy od razu stwierdzono tradycyjny błąd pilota, mimo działań podjętych przez Rosawiację.
Rosja to wielki kraj, z rozmachem przy którym kilka samolotów w tę czy w tamtą wielkiej różnicy nie robi. Odpowiednio do swojej nieograniczoności czy tam niecheci do narzucanych z zewnątrz ograniczeń ma niepoddające się schematom instytucje państwowe. Ludzi też ma wielu, wielu pilotów, swietnych fachowców, nie to, co my razem z 36 pułkiem, a w nim z dosłownie kilkoma pilotami; trzeba trafu, że dodatkowo uszczuplonym po tragicznym upadku CASY wiozącej lotników.
Rosawiacja samoloty wycofała, pewnie wycofa resztę, ale generalnego czy tam kardynalnego wniosku z raportu MAKu to nie podważy: pilot na skutek nacisków być moze prezydenta (symulacja psychologów), a na pewno nietrzeźwego generała Błasika popełnił tragiczny błąd. To nie była awaria urządzenia już od dnia samej tragedii.
Ale skoro powstała Biała Księga, Rosawiacja jako instytucja odrębna pośrednio sugeruje, że być może nasz Tu był niesprawny. Niestety teraz nie można już tego stwierdzić, bo samolot jest na to zbyt uszkodzony, nie mówiąc, że zniszczał leżąc długo na powietrzu, również wiele części znaleźli i zabrali turyści, pielgrzymi i działkowicze. Przede wszystkim jednak Rosawiacja nie zajmuje się badaniem wypadków, więc maszyn wyrażnie uszkodzonych. tylko dopuszczaniem do użytku samolotów potencjalnie sprawnych.
A nasz Tupolew po locie do Smoleńska do kolejnych podróży nie będzie aspirował na pewno. Jednak skoro pojawił się dowód pośredni - sugestia dla upartych - o możliwości awarii, to przecież naciski upadają, więc rozgoryczeni pomówieniami najwyższych władz Państwa Polskiego mogą już ustąpić, pójść do domu.
Być moze odetchnie wdowa po gen. Błasiku, która w wielu wywiadach tłumaczyła, jakim kosztem dla niej i rodziny jest znoszenie szargania dobrego imienia generała. Ostatnio Marta Kaczyńska powiedziała któremuś z tabloidów, ze wycofa się z wiażącej się z działalnoscią publiczną pracy w kancelarii prawniczej, zajmie doktoratem, bo czuje potrzebę ... nie pamiętam użytego sformułowania, nierzucania się w oczy? Osoby zainteresowane najbardziej rzeczywiście mają prawo do zmęczenia i im działania Rosawiacji mogą przynieść ulgę. Bo lepsza awaria starego grata niż niewyobrażalnie bezpodstawne, nieetyczne, dyskwalifikujące! wmawianie winy ... ofiarom! Ale to trzeba było tak powiedzieć na początku, od razu, wtedy może ludzie tłumnie zaakceptowaliby taką narrację i nie byłoby Białej Księgi.




Komentarze
Pokaż komentarze (22)