weronka weronka
381
BLOG

Koszmar sobotniej nocy

weronka weronka Polityka Obserwuj notkę 7

Rzecz nie w tym, ze przecież dziś nie sobota, nie w denerwującym laptopie z nieco popsutą klawiaturą czy relacji dni słonecznych do deszczowych w miesiącu bieżącym podobną częstości trafień w totka. Owszem, noc pasuje, mamy ją obecnie, ale to przypadek; chodziło mi o koszmar.

Ostatno czuję się jak bohater literackich wycieczek Kafki z brudnego (skąd mogę wiedzieć, że było brudne? było!) biura do brudnego systemu tuneli i korytarzy, którymi wędrował podmiot całkiem, jak w powieściach drogi. Tak, jestem podmiotem dla siebie, każdy nim jest w swoim postrzeganiu przyrody, bo nie da się inaczej. Ów podmiot - ja - jest ostatnio nękany bardziej, niż standardowo; "ponadtypowo" również byłoby tu niezłym określeniem. Mianowicie myśl czeska - literacka - splata się w mej osobie z kunsztem oratorskim kronikarza Mrożka, który nie zdezaktualizował się pomimo jego pamiętnikarskiej roboty również obyczajowo czy społecznie; można powiedzieć, ze jestem z nimi dwoma: jednym żywym, choć bez zachowania reguł tragedii greckiej, drugim wciąż obecnym w naszej świeżej pamięci epoki. Już pominę te głodowe - bo z wizją nadciągającego głodu - wyprawy na sushi za resztki funduszy i tak niecałkiem równowarte kosztowi dokonanej naprawy pojazdu, za którą sprawca teraz nawet prawodopodobnie zapłaci, lecz za pośrednictwem ubezpieczyciela, więc opieszale. I, bo to się wiąże, te zamówienia zaliczkowe w oczekiwaniu na wypłatę spieniężonych w celu zachowania płynności papierów dłużnych - zaskakująco po tygodniu od zlożenia polecenia. Najlepszych plotek nie zostawię na koniec, nie będę w ogóle plotkować, bo przecież temat, który sobie umyśliłam, jest zupełnie inny.

Zdarzają się, prawda, różne kuriosa - załóżmy, iż liczę na ich przyszłe opisanie w postaci książkowej i obawiam się, że nikt nie zechce wydać gagów już raz opublikowanych i tylko stąd moja wstrzemiężliwość - ale niczym są one wobec wydarzeń, jakie zelektryzowały ostatnio polskie życie publiczne bliskie mi, bo jestem Polką (to wyjaśnienie jest w zasadzie niepotrzebne). Mianowicie nie jestem w stanie przejsc do porządku dziennego nad nowymi doniesieniami o Generale Wojciechu Jaruzelskim i Zbigniewie Hołdysie. Swoją droga jakies takie to jest imię: Zbigniew. Za to: Wojciech...! Od razu godnie brzmi, tak podniośle. Starosłowniańsko, choć on zdaje się skądś przybył, ten Wojciech. Jak nasz, bo nasz przybył do Zbigniewa. I porozmawiali sobie panowie o starych czasach korzystając z przytulnej... własciwie teraz mówi się: przyjaznej atmosfery tygodnika "WPROST". Mówił głównie Generał. Piszę tę nazwę z wielkiej litery nie dlatego, że to wielki człowiek, choć rozumie się samo przez się, ale dlatego, że u nas śmiało można przyjąć, że stanowi nazwę własną:  mówiąc Generał myślisz Jaruzelski, tak, jak poeta - Mickiewicz, kolor - czerwony, a owoc - jabłko. Tak samo jest z Generałem. Jaruzelskim.

Czyli mówił, ale kto miał mówić, jeśli nie on? To jego zaproszono, wywiad nie był z redaktorem, tylko z Generałem. Redaktor, bo taka jego wszak rola, przytakiwał, choć jako niezależny niekiedy pozwalał sobie na lekkie powątpiewanie (przykłady: czyli jak, bo nie zrozumiałem? ah, to tak to było?). I wszystko byłoby dobrze, więc dlaczego się czepiam i skąd ten tytułowy "koszmar" - zapytałby czytelnik (skoro dotarł aż tutaj, najwierniejszy ze spotkanych kiedykolwiek przedtem i potem jednostek kształtujących wespół swoje oblicza dla potomności, warto równiez dodać, ze dzielny w stopniu niespotykanym, zaraz okaze się, dlaczego)?

Tym dwóm zabrakło Bronisława (!), solenizanta w obejmowaniu urzędu, lecz również rok minął, odkąd wizytującego Moskwę z okazji Święta Zwycięstwa Armii Czerwonej wraz z pomocniczymi armiami nad Hitlerowcem w tysiąc dziewięćset czterdziestym piątym. Wizytującego, oczywiście, wespół z Generałem! Nie było z nimi wtedy Zbigniewa, ale kim jest Zbigniew wobec ich dwóch - dwóch Prezydentów: pierwszego i ... ostatniego, chciałoby się napisać. Ale nie zawsze mozna pisac, co się chce, natomiast moze w tym roku uda się pielgrzymka do Ossowa i wtedy pojadą już we trzech. W opozycji do Małego. Pałacu.

Czy tak będzie,  nie wiadomo, a koszmar już sie wydarzył. Naprawić go mógłby teraz może jedynie wywiad Zbigniewa z Bronisławem Komorowskim. Ale tylko cześciowo, nie całkiem.

weronka
O mnie weronka

Apel Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 Cytaty: "Komuna zaś, odkąd się stała lewicą jest demode" Stary ŚWIĘTA DLA POWODZIAN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka