Co to będzie, czy świat zostanie w posadach - posadowiony na bądź barkach Atlasa, bądź to obręczach Heraklita, a moze spadnie z krawędzi - swojej własnej - zapętlając się w rulon; tak musiałoby to wyglądać, gdyby fizykę kwantową odnieść do Ziemiomorza niezapomnianej Ursuli. I niech mi jakiś fizyk zaprzeczy! - gdyby, rzecz jasna zapuścił się czytelniczo do notki o niepewnej preweniencji, autoramencie czy tam co tam kot... kto raczej chciałby.
A zasadniczo dlaczego nie kot? Niech i ten kot pozostanie, kot Shrodingera, zawsze stosowny, w każdym miejscu i przy dowolnej okoliczności, szczególnie, ze nikt go nie widział, jak tego baranka z "Małego księcia" niedocenionego filozoficznie w przeciwieństwie do przygód Misia Puchatka, więc również Prosiaczka czy Tygryska. Bo baranek jest zbyt jednoznaczny.
Niestety muszę przerwać w tym miejscu, lecz ciąg dalszy nastąpi niebawem, bo trzeba jakoś wypełnić czas oczekiwania...
No to lecimy dalej, bo sekundy nie chcą zmienić się w obłoki, o idiocie wcale mowy nie było, przynajmniej nie oficjalnie i, przede wszystkim, nigdzie poza poetycką impresją - ale na inny temat i czy to w ogóle była poezja, pośpiewać to sobie można, idiota, też coś... tym sposobem kolejnych minut a z dziesięć uszczkniete z ... zaraz, zaraz, ile to do tej dziesiątej,. zda się, że niedługo, ale, jak to tłumaczył ... kto? zagadka; w każdym razie nie kot, w prosty sposób teorię względności: ... albo nie będę rozpisywać się o obscenicznych przykładach, dosć, że kiedy samemu miałby bohater przesiadywać na rozpalonym piecu czas zleciałby mu znacznie rychlej, niż podczas rozmowy z cechującą się podwyższoną temperaturą ciała, atrakcyjną przedstawicielką płci żeńskiej w wieku odpowiednim. Pan Miller w wieku jest co prawda słusznym na pewno, mężczyzna przystojny bez dwóch zdań, zatem czas niby nie powinien się dłużyć, ale nie wszystkim, są bowiem tacy, któym wdzięki pana Millera są - o zgrozo? - stosunkowo obojetne, nie mówiąc o tym, że brak możności przekonania się odnośnie refleksji, jakie rzeczyiwście wzbudza, gdyż Pan Miller - Minister Spraw Wewnetrznych i Administracji, co podkreślam aby nie sprawić wrażenia braku szacunku dla urzędu jaki piastuje poprzez jego pominięcie - nie jest uchwytny tak w chwili obecnej, jak nie będzie przez jakże wiele kolejnych już nie sekund ni minut, ale wręcz godzin, aż do tej upragnionej dziesiątej oczywiście.
I znów życie sprawia, ze - szczęśliwie - zdarzyło się zajęcie, które choć w minimalnym stopniu odciągnie uwagę od ... ciąg dalszy...




Komentarze
Pokaż komentarze (3)