Tylko wyjątkowo złosliwi zdobyliby się na uzasadnianie nominacji na MSZ Radka Sikorskiego prawie cztery lata temu wyłącznie jego znajomością jezyka angielskiego - wskazując tę umiejętność jako rzadką wśród polityków PO. Wyjątkowa złośliwość musiałaby ich cechować dlatego, bo zarzut całkowitego braku znajomosci języków obcych w szeregach Platformy nie odpowiada prawdzie; przecież sam premier wypowiadał się w bliskim Radkowi cudzoziemskim języku witając sekretarz stanu Rice, co widziała i zapamiętała cała Polska. Premier, owszem, za wszystkich "robić" nie moze, tak to potrafił tylko Kazimierz Marcinkiewicz, przez czas jakiś łączący premierowanie z ministrowaniem Skarbem Państwa. Na pewno na łączenie funkcji - tu premiera i MSZ - nie zdecydowałby się Donald Tusk, który nawet MON-em nie zajął się osobiście, choć po ostatniej dymisji pojawiły sie takie spekulacje, ale wydelegował nieznanego nikomu z nazwiska przedstawiciela. Do zarządzania tym resortem.
Ciekawe swoją drogą, że obsadzając urząd Ministra ON nie pomyślał - ani wcześniej, ani ostatnio - o Radku, bo przecież Sikorski jest w całej ekipie najbardziej doświadczony w kwestiach wojskowych, i to nie poprzez Afganistan, ale sprawowanie tej funkcji za ubiegłej władzy z dobrym skutkiem, co przyznawali sami zołnierze. I to "wtedy", nie teraz, po doświadczeniu Klichem I czy też II. Rzecz jasna pisząc o doświadczeniach na polu wojskowym nie mogłabym nie wspomnieć o tym, który doświadczony jest najbardziej, zresztą również byłym marszałku sejmu - kimże on nie był? Jednak obecnie prezyduje całej Ojczyźnie wytyczając tym razem nowe trasy w dyplomacji i nominalnie dodatkowych funkcji sprawować mu nie przystoi.
I może o to chodzi, że Bronisław Komorowski nie raz ani nie dwa razy swoiście "wsławił" siebie i Polskę na arenie międzynarodowej, a Sikorski bierze tylko z niego przykład jak to z głowy Państwa? To całkiem możliwe, że Radek realizuje politykę zagraniczną obecnego Prezydenta, tak, jak to robi choćby Ławrow czy inni znamienici zagraniczni ministrowie od dyplomacji. Ostatecznie przecież przez Komorowskiego został niedyś pokonany; prawdopodobnie z czasem pogodził się z przegraną w wyścigu o fotel prezydencki uznając przewagę starszego doświadczeniem kolegi i obdarzajac go należnym mu uznaniem.
Tym samym okazuje też posłuszeństwo Prezesowi Rady Ministrów, który namaścił Prezydenta na najwyższe państwowe stanowisko - najpewniej całkiem przypadkiem poprzez wyznaczenie właśnie jego do roli Marszałka Sejmu, kiedy już było wiadomo, że będzie kandydował na urząd najwyzszy. A skoro namaścił, to określił kierunki polityki zagranicznej wiedząc przecież, jaką politykę Bronisław będzie realizował.
Nominacja na MSZ w świetle powyższych faktów az bije oczywistością. Tylko dlaczego Radek nie został równocześnie MSZ i MON? Boję się pomyśleć, że ten ceniony - jeden z niewielu to w końcu ministrów rządu Tuska, jacy przetrwali od początku do końcówki kadencji na stanowisku - urzędnik państwowy został obarczony nowym dla niego zadaniem, aby wyborcy nie zarzucili Platformie tak zwanej krótkiej ławki już w październiku 2007. Dlatego, prawdopodobnie w ostatniej chwili, po burzliwych zapewne rozmowach zdecydowano się jednak nie dawać MON-u Radkowi i resort dostał się, może w zamyśle tylko chwilowo, jedynemu wolnemu i jednocześnie rozpoznawalnemu politykowi PO, który nie miał przydziału: lekarzowi psychiatrze Bohdanowi Klichowi. Ten sam powód "gra" pewnie nadal, bo oto akurat pechowo zbliżyła się kampania wyborcza i nie wiadomo, czy opozycja nie wykorzystałaby w walce wyborczej argumentu, że PO pod koniec kadencji znów bierze na urząd ministra, który sprawdzał się za PiS, choć finalnie go wyrzucono.
Za to na pewno nikt nie wyrzuci Radosława z MSZ, bo ze swiecą trzebaby szukać człowieka o podobnym, jak jego podejściu do polityki zagranicznej, warto raz jeszcze przypomnieć, ze idealnie zbieżnym z poglądami obecnego prezydenta. I tylko coraz częsciej łapię się na tym, ze zastanawia mnie, co też porabia obecnie Anna Fotyga...




Komentarze
Pokaż komentarze (33)