Jednak też dopiszę słówko albo i dwa. Albo lepiej zdania. Dlatego "jednak", bo refleksji na temat wczorajszej "debaty" jest już całkiem sporo i mogłabym ostatecznie uznać, ze wyczerpały temat, gdyby ... wyczerpały. W moim odczuciu jednak tak się nie stało.
Bo nasza ekipa rządząca po szczęśliwych latach, podczas których, jak dowiodła przed sądem, nic się nie zmieniało, przypomniała sobie swoje początki - czasy aktywności, kiedy to stawialiśmy sobie z całym narodem za cel, aby być we wszystkim pierwsi, nowatorscy. Wczorajszego popołudnia umożliwiła nam odswieżenie wspomnień o czasach, kiedy przodowaliśmy w likwidacji publicznej telewizji i rezygnacji z abonamentu, gdy wiele mówiło się o maksimum w postaci półprocentowej podwyżki składki zdrowotnej, tudzież kastracji, eutanazji i pełnym finansowaniu in vitro.
Wczorajsze wydarzenie można przedstawiać na różne sposoby ze sztandarowym Mrożkowskim: jako udział w wysublimowanym, ekskluzywnym przedstawieniu aż dziw, że nieodpłatnie (choć to moze przez ów abonament stale do niezrealizowanej likwidacji...). Ale uczucie uczestniczenia w wyjatkowym, unikalnym wydarzeniu artystycznym kłóciło się ze spontanicznością jego organizacji utrudniającą rozkoszowanie się niuansami. Jednak prawdziwe, wielkie dzieła tego rodzaju muszą być zaplanowane. Spontan ujmuje, nie przydaje, stwarza bowiem wrażenie przypadkowości negatywne przy tym rodzaju sztuki. Świadczy też o stacji, która zgodziła się nagle zmienić swoją ramówkę, bo szef rządu -Prezes rady Ministrów - raz już porównany do nieodżałowanego Fidela Castro w początku kandecji, teraz dał powód do porównania ponownie.
Premier najpierw zabroniwszy uczestnictwa w dowolnych debatach członkom swej partii, a następnie nabrawszy - wszystko to koło południa, a upał panował wczoraj nieziemski - nagłej ochoty podebatować osobiście, nie mitrężył czasu po próżnicy, tylko zadzwonił czy tam polecił zadzwonić do różnych stacji telewizyjnych wychodząc z załozenia, ze któraś pewnie chętnie przyjmie Przywódcę. Zapewniwszy sobie wcześniej towarzystwo wicepremiera - umówionego być moze na inny cel i w innych okolicznościach, ale wazne, że z czasem zarezerwowanym i też przecież zaangażowanego w projekt "kampania wyborcza" - rozpuścił wici, że zasadniczo gdyby bardzo chciał, moze też przyjść podebatować każdy. Jednak stacji zapowiedział, zeby tak za bardzo gości nie wpuszczała, również wiadomość o debacie pojawiła się tak późno, że mało kto mógłby dobiec na miejsce do studia Polsatu w wyznaczonej godzinie - przecież należy pamiętac o korkach!
W ten sposób zamierzał sprawić wrażenie, że nikt nie chce debatować poza nim samym czyli premierem. I oczywiscie vice.Natomiast uzyskał rezultat w postaci prezentacji widocznego braku równowagi emocjonalnej, niewskazanego u człowieka rządzącego czterdziestomilionowym krajem. Ów brak stał się prawdopodobnie widoczny już dla każdego, odkąd zbrakło ministra Klicha, a nowy Siemoniak zapowiedział, ze oczekuje prawdy. Trzeba tu oddać, ze wicepremier obronił się: wykonywał polecenie bezposredniego przełożonego.




Komentarze
Pokaż komentarze (13)