Podczas ostatnich kilku dni nie posiadam się ze zdziwienia. Jak to, znów te same, dobrze znane ruchy, scenki rodzajowe w wykonaniu przewidywalnie zgranych aktorów? Przecież już po tylekoć przekonaliśmy się, że skecze z kampanii wyborczej nijak mają się do realnego życia, widzieliśmy - oglądaliśmy kazdego dnia - tego Donka i tamtego Grabarczyka, ostatnio odwoływaliśmy Klicha choć podobno wszystko miało być w porządku organizacyjnie po stronie rządu. A stało się to na skutek raportu Millera - nie Schetyny, bo ten przeciez został zwolniony z MSWiA w związku z niebyłą aferą hazardową...
Żeby to jeszcze byli jacyś nowi! Gdybyż, bo w tym składzie przećwiczyliśmy już i kampanijny wariant samorządowy, i europejski, i nawet prezydencki, bo choć w ostatnim przypadku kampania toczyła się w dramatycznych okolicznościach, to większosc sceny grzmiała jednym głosem, aby te okoliczności przed wyborami pominąć.
Po prezydenckich były znów samorządowe i choć zabrakło werwy - po prostu to napiszę - po wielokroć i na wylot skompromitowanej partii rządzącej, ciężko było znieść tę kampanię, bo wśród niej pierwsze skrzypce zagrało widowiskowe seppuku PiS-u. Ale ten jak jaszczurka odrzuciwszy ogon przetrwał hibernację i odrodził się z wiosną.
Teraz z kolei nastała jesień i partia rządząca wraz z koalicjantem znów próbuje jakoś przebrnąć przez trudny przedwyborczy czas, premier wyczynia bzdury jak zawsze w kampanii, oplata i fotografuje się na tle parku, reszta kłębi się niewyraźnie w tle wiedząc, że Platforma to Tusk w umyśle wyborcy; wszyscy oni marzą, że lud bombardowany uśmiechniętymi wizerunkami zapomni wpadki i zaniedbania, OFE i niebotyczne podwyżki w warzywnym. Że wkurzony, a potem zmęczony nagłym rozkopaniem wszystkich dróg, widzac na codzień wszędzie wkoło materiały budowlane uzna prawdziwośc hasła "budowa", a to zwróci się przy urnie. Szczególnie, jeśli jak zwykle uda się wywołać przedwyborczą dychotomie PiS : reszta sceny.
To jest tak powtarzalne, tak nieuchronnie przewidywalne! Ale przecież było, co bylo. Były cztery lata. Było masę "zdarzeń", które powinny już dawno odsunąć tę ekipę od władzy. Katar z Azizem, polski geolog, dla którego Tusk pożałował okupu, Grad czekajacy na stoczniowego inwestora prawie, jak Limahl w "Neverending story", LOTOS i "koncepcje" sprzedaży energetyki wraz z sieciami przesyłu (!)... nie chcę juz epatować, choć moze właśnie wartoby powymieniać jeszcze.
Nie raz można było usłyszeć: "potrzebne jest nowe otwarcie, blokuje je POPiS". Owszem, ale tak naprawdę zmiany blokuje Platforma, bo to ona jest popularna na tyle, że zgarnia polityków od prawa do lewa, z całej sceny. To PO cementuje system; tylko rozpad PO może cokolwiek zmienić na scenie, natomiast rozpad pozostałych ugrupowań tylko wzmocniłby patologie obecne za rzadów PO. Tymczasem jakoś tak znowu wychodzi, że powstaje wrażenie, jakoby główne kłopoty miał PiS.
Bo nie PSL, który niepostrzeżenie jakby "uderzył" do elektoratu SLD.




Komentarze
Pokaż komentarze (6)