weronka weronka
194
BLOG

Rocznice, święta narodowe a sprawa polska.

weronka weronka Polityka Obserwuj notkę 4

Przeczytałam dzisiejszy tekst Igora Janke, którego konkluzję stanowi wezwanie do pracy nad metodami jak najskuteczniejszej edukacji młodego pokolenia w dziedzinie prawdy historycznej, kształtowania jego tożsamości narodowej.

Autor oparł się na aktualnych wypowiedziach publicystów, które, gdyby rozpatrywać je w szerszym kontekście, nie prezentują waloru unikatowości; są jednymi z wielu składających się na nurt "polemiczny" wobec najnowszych historycznych wydarzeń. Trudno oprzec się konstatacji, że tych wydarzeń staje się coraz więcej; zbiór kontrowersyjnych dat poszerzył się, bo do tradycyjnego już Powstania Warszawskiego dołączył ostatnio całokształt uczestnictwa Polaków w IIWŚ, a nawet świeżo obchodzona rocznica podpisania porozumień sierpniowych z NSZZ"Solidarność".

Być moze ta obserwacja sama w sobie nie niesie zadnej nowej wartości, ale zastanawia mnie i niepokoi to, że poprzez czynienie tematem dyskusji przeróznych historycznych wydarzeń z ich tłem, okolicznosciami itd. umniejsza się ich rangę, odwodzi od ich świętowania. Bo nie ma nastroju do puszczania fajerwerków i odspiewywania pieśni historycznych, kiedy nie wiadomo - bo opinie są podzielone na łamach gazet, w radiu i telewizji, a potem wśród znajomych, przyjaciół - czy wydarzenie było bardziej zdradą albo zbrodnią, czy może powodem do jakiejś tam dumy.

Można postawić zarzut, że krytyka czynienia ze świąt państwowych przedmiotu debaty to "zamykanie ust", ograniczanie wolnosci głoszenia poglądów itd. Jednak dlaczego tych debat jest ostatnio tak wiele, czemu wystapił ich wysyp? Już nie zastanawiamy się, czy stan wojenny to było ocalenie przed radziecką inwazją, czy kryminogenny zamach na obywateli w wykonananiu organizacji przestepczej, za to od kilku lat trwa promocja "zbrodniczej" roli Polaków w IIWŚ (z wyjątkowo intensywnie wpieranym antysemityzmem) dla której jeśli dowodów brak, to tym gorzej dla dowodów. Przyjąwszy obecnie już za pewnik udział służb specjalnych  i dawnych socjalistycznych władz w przemianie ustrojowej z PRL-u w RP nie wiemy, czy świętować, czy nie rocznicę porozumień, choć istnieje masę dowodów prawdziwego bohaterstwa nie tylko tłumu, ale twórców, inspiratorów, prawdziwych bohaterów, których rolę próbowano umniejszać.

Świadkiem i uczestnikiem tego niezdecydowania jest młodzież. Nic dziwnego, że nie znajdując w przekazie atrakcyjnego obrazu własnej nacji, słysząc za to ciągłe krytyki mało, że świąt nie celebruje, to i nie przykłada sie do historycznej wiedzy. W końcu wszysyc Polacy pamietają datę Bitwy pod Grudwaldem. Bo była zwycięska? To też, ale nikt w Polsce nie podwazał i nie podwaza bohaterstwa Polaków, nie ma też rozwazań na temat ilości poległych po stronie polskiej, sensu wypowiedzenia bitwy i błędów podczas niej, nie ma wykazu problemów, jakie pojawiły sie po bitwie i długofalowych jej następstw.

Dobrze byłoby uniknąć strywializowania tematu, jednak w tym miejscu wydaje się odpowiednie wspomnieć o stosunku do swoich rocznic innych nacji. Amerykanie choćby świętują zakończenie IIWŚ, choć mają w pamięci Nagasaki i Hiroszimę, Niemcy nie widzą niczego dziwnego w uczestnictwie w uroczystościach, "obchodzą" nawet wypędzenie domagając się muzeów, a moze w przyszłości gruntów czy majątków, Francuzi swiętują swoją rewolucję, choć trudno znaleźć przynoszące mniej chluby zdarzenie w historii świata. Owszem, rozważają, porównują sposób zarządzania Robespierre'a i Dantona, nazywają ich zbrodnie... a iluż wtedy zginęło Francuzów! Ale nie nakłaniają młodych Francuzów do wstydzenia się za przodków, tylko w dniu rocznicy przywdziewają historyczne stroje, dekorują miasta na biało, niebiesko i czerwono. W USA również stany południowe świętują rocznicę wojny, która dała zwycięstwo Konfederatom.

Historia nigdzie i nigdy nie była i pewnie nie będzie jednoznacznie laurkowa, tworzy ją życie, generują czujący i rozemocjonowani ludzie, na obrzezach albo i w samym centrum mając inżynierów społecznych, którzy nie tylko  byliby niczym bez tłumu, ale sami nie stworzyliby potrzeby, z której lud przejawił wolę, co najwyzej nie znając czy nie będąc pewnym dróg realizacji swoich żądań. Mając też władców i reżimy zakorzenione w społecznosciach na tyle, aby wymóc posłuszeństwo; dopiero potem nastepują historyczne korekty tryumfów kacyków i przywódców junt.

Nigdzie jednak własne wydarzenia historyczne nie stają się tematem "debaty totalnej", a już na pewno w sytuacji, w której naród nie zawinił, gdy brak poszkodowanych innych nacji; nigdzie nie jest lekcewazone bohaterstwo własnych przodków, a rozparci wygodnie w klubowych fotelach "redaktorzy" nie przedstawiają jako atrakcyjnej zabawy wyszukiwania jakich bądź "winnych" po stronie polskiej sprawiając wrazenie, jakby tym sposobem pragnęli zdystansować się od własnej nacji. Natomiast internacjonalizm to rzeczywiscie byłaby miła zabawa, gdyby inni gracze też stosowali te same reguły, ale oni sie ich nie trzymają i wychwalając własne po wielokroć bardziej dyskusyjne rocznice i historyczne swięta pamiętają cały czas, że Polacy są Polakami, a nie obywatelami świata. Co najwyzej patrząc na nasze obchody czy raczej ich brak, obserwując stosunek do własnej historii uwierzą, że bycie Polakiem to żadna atrakcja ani powód do chluby.

weronka
O mnie weronka

Apel Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 Cytaty: "Komuna zaś, odkąd się stała lewicą jest demode" Stary ŚWIĘTA DLA POWODZIAN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka