
http://kurierwilenski.lt/2011/09/05/tusk-na-litwie-%E2%80%94-polskie-szkoly-zawieszaja-strajk/
Kiedy natknęłam się na ostatni numer "Kuriera wileńskiego", jak zwykle, jak przy Ukrainie i Białorusi nie umiałam powstrzymać się od wzruszenia. Taki charakter mam: dość intensyywnie przeżywam emocje i nie muszę sie starać, aby je odczuć. Uczucia mogę streszczając opisać tak: biedni Polacy, tyle lat pod okupacja radziecką, o pozrywanych relacjach rodzinnych, wyniszczeni bardziej, iż w Polsce; władze komunistyczne latami podsycały animozje narodowe, aby łatwiej zarządzać w republice itd.
Tymczasem czytam, że przedstawiciel polskich władz, sprawujący funkcję premiera kraju, pojechał tam sobie aby stłumić akurat trwajacy strajk i jednocześnie - przede wszystkim? - pokazać się w polskich mediach podczas kampanii. Skąd wiem, ze udał się na Litwę, by zapunktować nie narażając się na potencjalnie niewygodne pytania dziennikarzy, co mogłoby się stać, gdyby zgodził sie na jakikolwiek wywiad albo zorganizował konferencję prasową, albo gdyby, co gorsza, "ruszył w tłum" i znów natknął się na fuszerkę reżyserii w postaci naturszczyka zapytującego, jak żyć?
Opinię sformułowałam na podstawie informacji o wynikach wizyty. Efektem obecności Tuska na Litwie są niejasne obietnice i ... pacyfikacja protestujących - przerwali strajk, kiedy go zobaczyli. A niech sobie piszą ci, co chcą, że Litwinom jest generalnie dobrze, a Polakom na Litwie idealnie! Skoro Donald Tusk znalazł czas aby nawiedzić Litwę dopiero w trakcie kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi, a nie wiadomo, czy po wyborach będzie nadal premierem niezależnie od ich wyniku, to jest duza szansa, że za swoje obietnice nie będzie musiał ponieść żadnej odpowiedzialności: najpewniej uda się przedłużyć zawieszenie strajku ponad dwa tygodnie, byle do dnia wyborów, a potem ominie go pilotowanie sprawy i egzekwowanie ustaleń. Decydując się na wyprawę - "interwencję" akurat w tym momencie nie pozostawia wątpliwości, ze pojechał aby lansować się w innym kraju, choć przy polskich reporterach z można powiedzieć, ze już oficjalnie premierowskim fotografem Radkiem Pietruszką na czele. A to szczególnie przykre kiedy pomyśleć, kim każdy przedstawiciel włądz Rzeczypospolitej, więc również ten polski premier jest dla Polaków na Litwie: przedstawicielem Starego Kraju, jego emisariuszem! Owszem, moze trudno to zrozumieć, uwierzyć w to. Ale polskie szkoły na Litwie nie strajkowałyby, gdyby polskość była im obojetna.






Komentarze
Pokaż komentarze (11)