Stanął dziś na irlandzkiej ziemi Jerzy Buzek; szef PE zaprezentował w dublińskim biurze Parlamentu Europejskiego śródziemnomorską opaleniznę, garść komunałów dotyczących Lizbony oraz całkiem niezły język angielski.
Siekło deszczem od rana, ale – jako się powiedziało – przemogłem się, ogoliłem nawet i ruszyłem na południową stronę Dublina zobaczyć, co też Buzek powie znękanym kryzysem Irlandusom. Biuro Parlamentu jak biuro, paprotki w kącie, plakaty na ścianach, cieć na bramce bez sprawdzania mojej torby i id wskazał mi salę na parterze. Krzeseł z 50, stół z kawą i podejrzanymi miejscowymi wypiekami z pobliskiego sklepu, trzy flagi w rogu, plakaty, żółte gwiazdy na niebieskim tle, te rzeczy.
Zebrało się coś z 20 przedstawicieli „polisz komjunity”, a wszystko ładnie wyprasowane, uśmiechnięte, wyczyszczone, białe bluzeczki, kulturka. Oczywiście było też ze dwóch krajowych fotografów, znudzone memeje w dżinsach, mordy zarośnięte, zblazowanie…, wiecie, jacy to zawodowcy. Wpadła też jakaś czereda dziewczynek i okazało się, że to zapowiadani „studenci” jakiegoś tam koledżu, którzy mieli zadawać pytania, ale jakoś chyba nie zadali żadnego.
Buzek opowiadał we wstępie, że nie prowadzi kampanii za „tak”, ale jest po to, by rozwiewać. Rozwiewał, że spoko, Irlandia będzie neutralna, żadnych obcych wojsk i że nie ma mowy o jakichkolwiek sugestiach wobec funkcjonującego zakazu aborcji. Był harcerz (skaut), który pytał o emisję CO2 i tu Buzek się rozkręcił – było widać, że tłuką w Brukseli limity emisji. Wskazał na Brazylię i powiedział, że 80% CO2 pochłaniają tamtejsze puszcze, a Brazylia prowadzi deforestation i co teraz…?! No co?!
I że Unia jest w porządku, bo Polacy tak się starali, żeby wsiąść „do pociągu z napisem UE”, że teraz są bardzo zadowoleni, a niezadowolony jest co najwyżej co dziesiąty. Tak powiedział – 10-12 % jest niezadowolonych.
Jedna pani Polka zadawała trzyminutowe pytanie tylko po to, żeby pochwalić się stopniem opanowania języka, studentki wyżerały ciasteczka, w końcu prowadzący powiedział, że ostatnie pytanie i wskazał na jakąś pannę ignorując moją rękę w górze. Szybko zapisałem na kartce: „Have You got a plan B after „NO?”, ale prowadzący przeczytał sobie po cichu i pokręcił głową i smutno mi się zrobiło.
Wobec czego korzystając z tego, że b. premier się fotografował zapytałem czy mają ten plan B, a on odpowiedział, że nie i że jeśli Irlandusy powiedzą „nie” to Lizbona pójdzie do kosza i będzie Nicea.
Zapytałem też, czy kompetencje mu się nie pomieszały, bo jednak optuje "za" TL, a on odparł, że "w zasadzie optuje za", ale propagandy nachalnej nie robi i oczywiście głos wolnego irlandzkiego ludu... i te de.
cbdu
PS. Naprawdę, (całość konferencji prowadzona była w j. angielskim, bez żadnego tłumacza) Buzek miał kontakt. I nie żal go było słuchać, nie silił się na zasłyszane cwaniakowanie akcentem, jak to mamy u Sikorskiego; mówił dość twardo, ale zupełnie porządnie i zjadliwie nawijał. Aż się zdziwiłem.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)