Był Buzek namawiać Irlandusów do głosowania "za" TL, zapowiedział się też do Dublina Wałęsa w tej samej sprawie. I dobrze, bo wśród moich znajomych Patryków przeważa opinia na "nie", no - ale: mieszkam poza Centrum i z definicji zadaję się z niewykształconym elementem.
Co do Wałęsy, to opowiadał mi wczoraj taki polski koleżka (który urodził się w Jeleniej albo Zielonej Górze i został wywieziony przez starych do Teksasu w wieku 5 lat, a od jakiegoś czasu buja się z Jamesonem po Dublinie), że na jego tamtejszym jakimś teksaskim koledżu gościł Wałęsa.
- Chłopie, byłem na tym jego przemówieniu. On gadał po polsku, bo niby jak miał gadać i w całej auli tylko ja rozumiałem, co w ogóle mówi. Powiedział, że Europa jest jak samolot, który leci do Paryża z Gdańska, a żeby lecieć, to trzeba najpierw zatankować, rozpędzić się, potem przejść przez chmury i dopiero potem się leci. A jak ktoś myśli, że tak się leci i leci i nic, to się myli, bo niestety trzeba jeszcze wylądować w tym Paryżu i wcale nie jest to takie łatwe, a kto wie - może i trudniejsze. No nie jest tak?! - zapytał na koniec. Ale na szczęście miał kumatą tłumaczkę, ona dodała o wahaniach kursów, o interwencji państwa, o kryzysie, więc nikt nie zapytał: - No i co z tego?!
Ale to dygresja (jak Wałęsa przyjleci, to się przefatyguję).
A na ulicach plakatowanie. Centrum opanowane przez dizajnerów na TAK, peryferia przez tych, co na NIE.
powyżej: Liffey Rzeka czyli ścisłe centrum, a poniżej już tylko peryferyjna Clonsilla:
...i tu jeszcze:
...a poniżej z bonusem, bo w tle ruski sklep "Polonez", gdzie kupiłem dzisiaj rano modną ostatnio na salonach kaszankę:


Komentarze
Pokaż komentarze (3)