Przyznaję, że poprzedni meczyk Lecha potraktowałem "per noga" i okazało sie to błędem z tego powodu, że Kolejorz ledwo co przelazł na drugą stronę rzeki, a kto by się tego spodziewał? Dziś w rozkładzie jest Sparta Praga, "cywilizowana, europejska" już piłka i stąd też właśnie jestem optymistą.
Pamięć o dokonaniach możnych tego świata piłkarskiego na zakończonym Mundialu pozwala mi sądzić, że łatwiej jest pyknąć Spartę niż Inter Baku. Pytanie tylko: komu łatwiej? Lechowi?! A no więc właśnie.
Brachol mój, który - w odróżnieniu ode mnie - zna się na Lechu i w ogóle na piłce jest krańcowym pesymistą przed tym dwumeczem. Argumentował przede wszystkim tym, że: "Krivec już się popsuł, a popsuła go atmosfera w klubie, Stilić człapie jak czapla, a sam Peszko nie jest czteroskibowcem, by orać za kilku...". To cytat. I jeszcze o tym, że wrzeszczą na siebie, że nie grają na siebie, że - mimo wszystko - brakuje Franca, bo Zieliński ma za małe, jak na ten zespół, jaja (by przypomnieć rekwizyty obecne w dyskusjach jeszcze niedawno, Anno, gdzie jesteś???!).
Brachol ponadto zauważył, że nie ma kim grać w Lechu, na co ja, że przecież jest ten nowy Tshibamba.
Tu mnie wyśmiał, bo może i Tshibamba zaświeci, ale przecież nie możemy liczyć na jednego gościa.
- Z nim problemy były wcześniej - mówię ja.
- Jakie problemy - nie zrozumiał Brachol.
- No gdzieś czytałem, że wychowawcze - mówię ja.
A Brachol: - A z jakim Murzynem nie było problemów?
Na co ja: Z Arboledą.
Na co on: Arboleda to nie Murzyn!
Tak czy owak jestem myśli dobrej, na przekór analitykom i mądrym głowom, wcale zwycięstwa Lecha w Pradze nie uznam za jakiś szczególny cud. Lech Lech Kolejorz!


Komentarze
Pokaż komentarze (8)