Mundial, mundial i po mundialu. Napisałem już o nim kilka notek, pod którymi działo się też sporo. Emocje sięgały nierzadko sufitu, ale tak to już jest, że futbol jak rzecz ważniejsza od życia i śmierci musi budzić kontrowersje.
Każdy ma zatem swoje zdanie i każdy opiera je na faktach, odczuciach, punkcie widzenia etc. Każdy ma też swoich faworytów i anty-faworytów. Ja jako tradycyjny „nienormalny” obywatel rzadko zgadzam się z opinią ogółu. Nie po złośliwości lecz zupełnie szczerze. Tak już mam, że szukam dziur w całym, a co niektórych wkurza najbardziej, często je znajduję. Starałem się więc obnażać co poniektóre mity (mity moim zdaniem oczywiście). A to odnośnie rzekomych niespodzianek i jej niespotykanej skali, a to odnośnie piękna futbolu reprezentowanego przez tych i owych.
Ale jako że w analizach futbolowych fakty mieszają się z odczuciami to negatywne komentarze pod moim (i moich wpisów) adresem puszczam w niepamięć. Mam też nadzieję, i proszę o to, że moje riposty (czasem cięte) też zostaną wybaczone. Panie i Panowie, to tylko sport.
Na koniec pokuszę się jeszcze o podsumowanie występu każdego zespołu. Krótkie, maksimum parozdaniowe. Może znów komuś nastąpię na odcisk, ale co tam. Liczę, że tym razem emocje nie zapłonął aż tak bardzo.
Francja – Porażka, której jednak można było się spodziewać. Przed mundialem prezentowali klasę beznadziejną ledwo do turnieju się doczołgując (ciekawe czy tego żałują?), a grali z solidnymi średniakami oraz gospodarzami. Generalnie zdziwienie, ale w granicach rozsądku.
RPA – Pierwszy gospodarz, który nie wyszedł z grupy. Ale to zespół tak słaby, że szanse na to – biorąc pod uwagę rywali – były najwyżej średnie. Gdyby turniej organizowała Albania, Jamajka albo Irak (kilka miejsc różnicy w rankingu FIFA), to też pewnie z grupy by nie wszyły. Żadna niespodzianka.
Meksyk – Gdyby w grupie przeskoczyli Urugwaj, to zaszli by pewnie tam gdzie on. Ale nie przeskoczyli, więc tylko wyrobili swoją normę.
Urugwaj – Tajemnica sukcesu tkwi w pierwszym miejscu w grupie. W swojej ćwiartce play-offów mieli po prostu najwięcej umiejętności, determinacji i szczęścia. Duże zaskoczenie, ale jak rzekłem, mające źródło w wyniku grupowym. No i ten Forlan…
Nigeria – Powinni byli wyjść z grupy, ale wcale nie musieli. Korea wcale nie jest tak słaba jak o niej mówią. To ta sama półka, choć nigeryjskie nazwiska Europejczykom mówią znacznie więcej niż azjatów. Lekkie rozczarowanie.
Grecja – Słabiutki zespół to i wynik słabiutki. Zero zapadających w pamięć sytuacji. Porażka, czyli norma.
Korea Pd. – Dzięki układowi drabinki przy odrobinie szczęścia mogli zajść tam gdzie Urugwaj. Zabrakło przychylnych sędziów? Generalnie skończyli tam, gdzie powinni.
Argentyna – Trudna drabinka mimo zwycięstwa w grupie. Ale to nie ona odebrała Argentynie medal, lecz boski Diego. Z tego co mi wiadomo to Argentyńczycy chcą żeby nadal prowadził ich kadrę. Gratuluję bystrości umysłu. Generalnie niespodzianka, ale też z byle kim nie przegrali, a ktoś przecież odpaść musiał.
Algieria – Jedno zdanie: wynik całkowicie odpowiada i umiejętnościom, i aspiracjom.
Słowenia – Jak wyżej. Tylko naiwniacy przed ostatnim meczem podniecali się, że mogą wyjść z grupy kosztem Anglii. To było oczywiście możliwe (vide casus Włoch) ale graniczyłoby z cudem. Cudu nie było.
Anglia – Podobnie jak Niemcy teoretycznie na progu przetrwania w grupie. Ale nic to – z grupy wyszli, bo tak miało być. Natomiast masakra jaką Anglikom zgotowali w 1/8 to już zaskoczenie. Nie samo odpadnięcie Anglików – bo to było dość oczywiste – ale wynik i styl. Przykro tylko, że Niemcom pomógł arbiter. Nie musiał.
USA – Ta sama ćwiartka co Urugwaj, Korea i Ghana. Teoretycznie najlepiej przygotowani do sukcesu z tej czwórki, ale różnice klas nie były wielkie. Zabrakło po trochę wszystkiego. Lekkie zaskoczenie in minus, ale nie sądzę, żeby to miało Jankesów zniechęcić na przyszłość. Pytanie tylko czy taka szansa (łatwa drabinka) kiedyś jeszcze im się trafi?
Serbia – Zwycięstwo z Niemcami, tyleż szczęśliwe co przypadkowe, dało nadzieję na coś więcej niż wynik ostateczny. A ostateczny wynik nie jest żadnym zaskoczeniem, bo z kelnerami nie odpadli. W silniejszej grupie i mniejszym szczęściu mogliby nie zdobyć nawet punktu.
Australia – Można się było spodziewać dzielnej walki i tak się stało. Grupa była dość słaba, ale i tak za mocna dla Australii. Choć gdyby z niej wyszli, to patrząc na drabinkę… Obok Amerykanów najbardziej szkoda mi właśnie Australii, ale niestety wynik zgodny z możliwościami.
Ghana – Obok RPA i Algierii (choć ci to jakby inna Afryka) najsłabszy – teoretycznie – zespół afrykański. Dzięki dużemu szczęściu (dwa karne dały wyjście z grupy) i najłatwiejszą drabinkę. Nie dali w niej rady, bo opuściło ich szczęście? Maksymalizacja efektu przy niewielkich zasobach.
Niemcy – Podobnie jak Anglia mieli mieć problemy z wyjściem z grupy. Hola, hola. Co prawda zagrali dwa fantastyczne mecze, ale ten jeden, który absolutnie wygrać musieli (z Ghaną) wygrali „po Niemiecku”. Najtrudniejsza z faworytów drabinka. Podobno nie da się zagrać dwóch genialnych spotkań z rzędu – zagrali. Ale trzech? To jednak było niemożliwe. Podsumowując: przed mundialem 3 miejsce przyjęliby jako optymalny wynik, ale w trakcie mistrzostw apetyty urosły. Generalnie nroma wyrobiona.
Kamerun – Klęska. Nie dlatego, że nie wyszli z grupy, bo ta była dość wyrównana i mogło zdarzyć się wszystko, lecz dlatego, że nie zdobyli w niej punktu. Brak awansu nie zaskakuje, ale zaskakuje zerowa zdobycz.
Dania – Przegrany kluczowy mecz i to rzutuje na całościową ocenę. Nazwiska mają mocne, ale pamiętające poprzednią dekadę. Trudno było liczyć na ich awans. Duński dynamit się przeterminował.
Japonia – Percepcja podobna jak Korei Pd., czyli generalne niedocenianie. Ale 1/8 to maksimum możliwości, dzięki czemu zyskał Paragwaj. Tak wyszło, że któryś z tych średniaków mógł powalczyć o medal, ale okazał się nim być Paragwaj.
Holandia – Mocny zespół i głód sukcesu. Najmniej „zamorska” Holandia od wielu lat. Czy to jest źródłem przełamania niemocy? Uważałem, że to jedyna drużyna zdolna do zatrzymania Brazylii (ze względu na chęć pomszczenia porażek) i się nie zawiodłem. Jedyny z tych wiecznych pretendentów, którzy bezskutecznie od zawsze walczą o tytuł. No to powalczą dalej. Wynik niby nieco na wyrost, choć zgodny z możliwościami i oczekiwaniami.
Włochy – Klęska totalna. To jedyna prawdziwa sensacja mundialu. Włosi już tak mają, że z grupy chcą wyjść minimalnym nakładem sił. Sposób ten ma jednak taką wadę, że jak ostatni mecz nie wyjdzie, to jest katastrofa. I była.
Nowa Zelandia – Na papierze najsłabszy zespół mistrzostw. Niezdolny do zwyciężania, ale bardzo ambitny i waleczny. Wynik (brak awansu) odpowiada możliwościom, ale remis z Włochami to chyba największa pojedyncza sensacja turnieju.
Słowacja – Główny beneficjent klęski Włochów. To że był to jednak ledwie incydent udowodnili Słowacy w 1/8. Tam niespodzianki już nie było.
Paragwaj – Solidny zespół i niewiele więcej. Podobnie jak Słowacy beneficjenci porażki Włochów, ale nie znowu tacy wielcy. Osiągnęli to na co ich stać, choć z Hiszpanią mogło być różnie. Mimo, że głównie się bronili to i tak przegrali na własne życzenie. Ostateczny tryumf Hiszpanii może osłodzi ich porażkę w 1/4.
Korea Płn. – Niby największa niewiadoma, ale tak na serio to nikt się nie spodziewał żeby choć punkt zdobyli. Trafili do takiej grupy, że klęska była pewna. Ale nawet z grupy słabszej by nie wyszli.
WKS – Klasa podobna do Portugalii, więc na dwoje babka wróżyła. Ale w sumie nie była to niespodzianka, bo przecież ktoś z tej grupy musiał nie awansować.
Portugalia – Jak wyżej plus to, że również mecz z Hiszpanią mógł skończyć się odwrotnie. Ale się nie skończył. Żadna to niespodzianka. Ktoś odpaść musiał, a Hiszpania była o jedną bramkę (niemal jak za każdym razem) lepsza. Ostateczny tryumf Hiszpanii.. patrz Paragwaj.
Brazylia – Dziwią mnie podniety rzekomo piękną grą Brazylii. Brazylia pięknie grała ostatnio w ’86 ale tam akurat poległa. Odwieczny faworyt, któremu tym razem zabrakło mega-klasowego napastnika. W przypadku Brazylii brak medalu zawsze jest sensacją, ale tym razem wcale nie taką wielką. Bez gwiazd w rodzaju Romario czy Ronaldo ciężko przebić się na szczyt. Ale gdyby przeszli Holandię, toby się przebili.
Honduras – Bez komentarza. Jedyne co osiągnęli, to wyrzucenie z turnieju Szwajcarii. I takie „osiągnięcie” odpowiada klasie tego zespołu.
Szwajcaria – Solidna ekipa, która zmarnowała dużą szansę na przeskoczenie Chile. Ale jako że ktoś z tej pary odpaść musiał, to nie ma co mówić o niespodziance.
Chile – Gdyby byli w ćwiartce z USA i innymi… Ale nie byli. Skończyli tam gdzie ich miejsce. Szkoda chłopaków, bo fajnie walczyli.
Hiszpania – Po ME 2008 wreszcie brani na poważnie jako kandydaci do zwycięstwa. I tak też się stało. Wynik mieści się więc w oczekiwaniach. Tylko kto by się spodziewał, że akurat Hiszpania wyśrubuje rekord efektywności liczonego zdobytymi na mecz bramkami? Właśnie to jest niespodzianką, a nie ich zwycięstwo.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)