Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn
368
BLOG

O pewnych konsekwencjach kosztowej teorii podatków

Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn Gospodarka Obserwuj notkę 11

W teorii podatków istnieją - ogólnie - dwie szkoły. Pierwsza mówi, że priorytetem w decydowaniu o obciążeniach podatkowych powinny być korzyści, jakie obywatele czerpią z dóbr i usług publicznych. Zgodnie z taką filozofią, najbardziej sprawiedliwe jest założenie, że każdy obywatel korzysta z tych dóbr w podobnym stopniu. W związku z tym, najbardziej sprawiedliwym podatkiem byłoby pogłówne. (oczywiście, nawet ono nie gwarantuje równiej partycypacji w korzyściach z usług publicznych - taką gwarancję daje tylko prywatyzacja większości usług publicznych). W każdym razie, jak się okazuje, oparcie podatków na korzyściach z partycypacji jest w gruncie rzeczy niewykonalne w sensie idealnym, a najbliższym tej idei jest podatek pogłówny.

Przedstawiciele drugiej szkoły twierdzą, że podatki są nieuchronne i należy bardziej zwracać uwagę na koszty, jakie obywatele ponoszą z tytułu płacenia podatków, niż na z nich korzyści. Dlatego ci, którzy wyznają ten sposób myślenia, najczęściej opowiadają się za podatkiem liniowym oraz - w skrajnej wersji - progresywnym. Proszę zwrócić uwagę, że zarówno jeden jak i drugi podatek różnicuje obciążenia ze względu na dochody obywateli. Nawet przy liniowej skali podatkowej, ci, którzy zarabiają najwięcej, również w największym stopniu zrzucają się na dobra i usługi publiczne. W rzeczywistości zaś korzystają z nich w mniejszym stopniu, niż najbiedniejsi. W tym sensie podatek liniowy jest tylko nieco mniej niesprawiedliwy od podatków opartych na skalach progresywnych.

Istnieją jednocześnie nieco bardziej groźne konsekwencje zastępowania korzyści z nabywanych dóbr kosztami, jakie muszą ponosić nabywcy. Otóż ostatnio pojawił się pomysł "progresywnych grzywn". Dopuszczający się wykroczeń, na przykład przekraczający dozwoloną prędkość, płaciliby karę będącą odsetkiem swoich rocznych dochodów. Rozwiązania takie stosuje się już w Skandynawii.

Dlaczego takie myślenie prowadzi do konsekwencji zgoła rewolucyjnych? Bo jeśli podatki są wyłącznie obciążeniem, to nie tylko tracimy poczucie wspólnego dobra i uznajemy je wyłącznie jako uciążliwą opłatę za nie wiadomo co, ale możemy przecież pójść w tym myśleniu dalej.

Po tym, jak wprowadzimy progresywne grzywny, dlaczego by nie być konsekwentym i nie wprowadzić progresywnych cen? Jajko w sklepie nie kosztowałoby 20 groszy, ale - na przykład - równowartość 0,002 miesięcznych dochodów. Dla biedaka byłby to jeden grosz, a dla bogatego - 3 złote. Cenę zakupów ustalałoby się na podstawie informacji w czipowymi dowodzie osobistym, w którym byłaby informacja o naszych dochodach. Dla bogatego te 3 złote ma przecież podobną wartość, co 20 groszy dla biedaka.

Sprawiedliwie? Dla jednych pewnie tak, dla innych nie... Jest to nieco absurdalny, ale - moim zdaniem - racjonalny wniosek, do którego prowadzi założenie, że ważniejsze od korzyści z dóbr, które nabywamy, jest minimalizowanie kosztów związanych z zakupem.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Gospodarka