Trochę się spóźniłem z komentarzem sprawy "listy 500". Zapewne przeto już któryś z komentatorów użył sławnego powiedzenia Marksa, że "historia powtarza się zawsze dwa razy, raz jako tragedia, drugi raz jako farsa". Bo co do tego, że użył, nie mam najmniejszych wątpliwości, gdyż analogie z 4 czerwca 1992 i listą Macierewicza są aż nazbyt oczywiste.
O ile te czerwcowe dni 1992 są, by znów użyć ulubionych fraz publicystów, "źródłem martyrologii będącej mitem założycielskim prawicy antyokrągłostołowej" (założę się, że ktoś to napisał) to "lista Kurtyki" jest spełnionym snem Michnika, najbardziej nieoczekiwanym prezentem, potwierdzającym wszystkie nawet najbardziej absurdalne tezy głoszone przeciwko lustracji. Jej obrona jest bitwą skazaną z góry na porażkę. Bo jak bronić tworu losowo dobranej liczby osób "których nie lubimy", na których "coś tam jest", których jest tak dużo, że prawdziwe kwiatki spokojnie przemkną w cieniu dyskusji o Kwaśniewskim i Cimoszewiczu. Akurat ludzi, o których podejrzewam, wiemy już w tej materii tyle, że więcej się raczej nie dowiemy.
Gowin pisał kiedyś o prawicowym genie samozagłady. Można teraz powiedzieć coś więcej na jego temat. Jego rolą jest nie tylko brak pamięci własnych błędów, ale także tendencja do powtarzania ich w coraz to większej skali.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)