Do późnego niedzielnego wieczora chodziłem z uczuciem lekkiego niedosytu. Oczekiwałem, że jednak z okazji pielgrzymki dziennikarze coś nowego znajdą: a to dziewczynę ojca Tadeusza z czasów seminaryjnych, a to luksusowy samochód zarejestrowany na którąś z licznych fundacji -cokolwiek. Zawsze to człowiekowi lepiej jak życie toczy się starymi, dobrze znanymi utartymi rytmami.
Stąd niedosyt. Na szczęście na niezbyt długo.O ile pierwsza zajawka puszczona przez"wprost" była na tyle agresywna, że rzeczywiście zacząłem się zastanawiać czy nie jest to jakaś manipulacja, to o tyle dzisiejsze poranne teksty już wskazują na autentyk (m. in. deptanie po hamulcach "nie uwłaczając" "jestem przeciw mówieniu o narodach") oraz charakterystyczny zestaw ulubionych tematów.
Oczywiście można całą akcję traktować naiwnie jako desperacką próbę rozbicia przez redaktorów "wprost" konkubinatu Pisu z ludowym elektoratem i stworzenie przedpola do powrotu narzeczeństwa z PO. To jednak interpretacja skrajnie naiwna.
W rzeczywistości ktoś na siebie musi wziąć ciężar tej paskudnej sytuacji. O ile strategiczny sojusz nie zostanie zerwany (a ktoś w to wierzy?) to żabę połknąć będzie musiał Prezydent. Co będzie braciom mocno w niesmak, gdyż ostatnio obóz prezydencki usiłował rozpocząć wreszcie "kampanię sukcesów" od Busha i Brukseli poczynając.
W jakimś sensie właśnie wypowiedź Rydzyka oddala szanse Lecha Kaczyńskiego na prezydenturę. Ktoś z kogo się bezkarnie kpi, naśmiewa nie jest w oczach ogółu dobrym kandydatem na głowę państwa -to oczywiste.
Jedyne co może zrobić Jarosław Kaczyński to mocno ojca Tadeusza przeczołgać, sprawne rządzenie wymaga nie tylko karności wewnątrz własnej partii, ale także trzymania w ryzach przystawek, w tym tej trzeciej.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)