Jako wyborca Lecha Kaczyńskiego jestem podwójnie wyczulony zarówno na prezydenckie wpadki, jak i dobrą passę. Ostatnio, szczęśliwie, mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem.
Najpierw były udane negocjacje na szczycie UE w Brukseli. Potem godne, umiarkowane zachowanie w obliczu tragedii polskich pielgrzymów w Grenoble i to w sytuacji wyjątkowo trudnej, kiedy ze wszystkich stron wzrastała medialna histeria, a polityków obciążono wyrokiem wydanym "z góry": wykorzystanie cudzych dramatów dla własnych, politycznych potrzeb. Nawet tu, na Salonie, wiele było podobnych głosów. Wstyd mi było za te wrzaskliwe kłótnie na procesji pogrzebowej.
Dzisiaj prezydent może znowu, jak co roku, czuć szczególną misję, jaka spoczywa na jego barkach - przypominanie o bohaterach Powstania Warszawskiego. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że super-nowoczesne Muzeum Powstania Warszawskiego to jakby drugi dom Lecha Kaczyńskiego; to na jego fundamentach zbudował swój wynik wyborczy. Zamiast dopisywać sobie "mgr" do nazwiska, sprawdził się w działaniu. I bzdurą są te medialne teoryjki, że wygral dzięki słuchaczom Radia Maryja. Wygrał dzięki tym, którzy oceniają po uczynkach, a nie mowie.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)