Zwrócił moją uwagę wpis szary z prawej strony. Czy będzie nowa partia? - pyta Bogna Janke. Nowa? Czy to znaczy, że znajdę w niej ku swemu zdumieniu dwóch czy trzech najambitniejszych kolegów z podwórka? Akurat!
Nowa, czyli stara, tak najkrócej można to ująć. "Nowe twarze" polskiej polityki: Płażyński, Marcinkiewicz i Rokita. Jeden coś tam burczy spod kapelusza, drugi wykonuje rytmiczne ruchy przedramienia, a trzeci znika, nim jeszcze zostanie zapamiętany. Już kiedyś była taka "święta trójca", nie? Nawet jeden z wymienionych panów już kiedyś występował w roli Ojca Założyciela, nieprawdaż? Ha, zachciało mu się pewnie młódki...
Mdli od tych "nowości". Podobnie jak od odnawianej cyklicznie koalicji z Samoobroną. Wczepili się chłopy od Andrzeja jak brony w żyzny grunt władzy i przywiązali się jak do własnych hektarów - do seksu na (wysokich) stołkach. Ma z nimi ciągłe sto pociech Wódz-Kawaler Bez Konta ale z Kotem!
Politycy tej kadencji skutecznie przekonują, dając przykład własnym postępowaniem, że polityka to coś pomiędzy uroczystym apelem a festiwalem Woodstock, mundurkiem a miniówką, Mrągowem a Egiptem, damską torebką a tarczą antyrakietową. Dlatego należy się spodziewać wzrostu zainteresowania tak rozrywkową dziedziną życia wśród coraz młodszych, a tym samym coraz bardziej rozrywkowych Polaków. Szkoda tylko, że zasilą oni, tak jak poprzednicy, młodzieżówki... Nie chcą szaleć na własnym parkiecie?


Komentarze
Pokaż komentarze