ossad ossad
106
BLOG

O tym jak to Jan Kac żonę z kuchni po hot dogi posyłał

ossad ossad Kultura Obserwuj notkę 1

Trafiła się robota, to tyrał. Żadne tam piwko, jedno, drugie, trzecie. "Bez pracy nie ma kołaczy, wnuczku" , mawiał dziadek Jana Kaca, Hieronim Kac, przed wojną budowniczy portu Gdynia. I tych kołaczy często u Kaców nie było, nie mówiąc już o takich smakołykach, jak pasztet z kaczki, czy smażone rydze.

Teraz, gdy wracał do swojego wysokiego mieszkania w starej kamienicy, po dziesięciu godzinach spędzonych cztery metry poniżej powierzchni miasta, czuł coraz większy apetyt i coraz większe pragnienie. Jeśli chodzi o to pierwsze, nie wiedział, co tym razem go czeka. Józka w każdym razie była już na nogach, kiedy wychodził o szóstej, więc miał prawo spodziewać się konkretnej porcji mięsa. Prawdę mówiąc, chodziła mu po głowie, dając sygnały znacznie niżej, golonka. Co do drugiej potrzeby - tu nie czekały żadne niespodzianki. Przed wyjściem policzył puszki HeDeeFów w lodówce. Osiem. Wystarczający zapas dla człowieka pracy.

Wchodząc na klatkę schodową, która przyprawiała go o zawroty głowy, ilekroć wracał podpity, pociągnąl mocno nosem. Zapachniało mu soczystym mięskiem i przyspieszył kroku, pokonując po dwa stopnie naraz. Po chwili był już przy drzwiach. Przy swoich drzwiach. Niestety, zapach wysączał się od sąsiadów spod 9-tki, tych gburów, co to nawet "dzień dobry" mówią takim tonem, jakby im Jan Kac przed chwilą do zupy napluł.

- Co tam Józka dzisiaj upichciłaś dla pracującego ludu - zawołał Jan, zdejmując buty w przedpokoju. Cisza.

Oj, niedobrze, pomyślał. Źle ta cisza wróży. Pijana, czy co?

Wszedł do kuchni. I nic. Kilka razy patrzyl na zmianę to na kuchenkę, to na stół, kilkukrotnie podchodził do lodówki. I nic. Nie ma zupy. Nie ma drugiego. Nie ma nic. Zajrzał jeszcze raz do lodówki, a potem do zamrażalnika. O, tyle dobrze, że jest zamrożona kiełbasa. Wrzucił całe pęto do garnka, nastawił gaz i teraz zobaczył nad palnikami kartkę przylepioną taśmą klejącą:

"Jestem na kursie aktywizacji zawodowej w DOPS-ie. W telewizji mówili, że czas, żeby kobiety wyszły z kuchni i wzięły sprawy w swoje ręce. W zamrażalniku masz kiełbaskę, Smoku. Cium, cium."

Wiem, kwajemać, że mam kiełbaskę, bo właśnie ją gotuję - zasapał do siebie Jan. Wyjął z lodówki Hadeefa, otworzył i wypił jednym haustem całą puszkę.

- Aaaaaa - westchnął głeboko.

Usiadł. Czekając na zagotowanie kiełbasy, rzucił okiem na darmową gazetę, której od rana nie miał czasu przeczytać. Otworzył ją i zobaczył ramkę, a w ramce następującą treść:

"Kobieto! Nie czekaj na księcia z bajki ani na dobrą wróżkę. Złota rybka też ci nie pomoże. Życie to nie bajka. Weź sprawy w swoje ręce"

Bajka, aktywizacja, książe, rybka, pipka... O, nie! - ryknął nagle Jan. Znalazła sobie księcia z bajki! A jakaś wytapirowana wróżka pewnie jej przepowiedziała w horoskopie, że się taki pojawi. I się teraz aktywizują?!

I nie zważając już na nic, wyszedł z domu, trzaskając drzwiami. Prosto w kierunku DOPS-u. Już ja sobie sprawdzę ten jej DOPS, dyszał pod nosem. Przed szeroką bramą, ozdobioną od niepamiętnych czasów żelaznymi głowami koni, spotkał się twarzą w twarz ze swoją drugą połową.

- Gdzie się szwędasz? - ryknął.

- Przecież napisałam, że byłam na kursie aktywizacji zawodowej w DOPS-ie - głos Józki wszedł na znane Jankowi, wysokie tony zwiastujące długą i ciężką wymianę zdań.

- Tiaaa? A może jeszcze powiesz, że jakiś książe z bajki, na złotą rybkę cię aktywizował - głos Jana dudnił między ścianami kamienic.

- Ty, Kac, ty zazdrosny jesteś. Ty idz się leczyć, ja pracy szukam, a może i własną firmę założę - zakwiliła Józka.

- Ha ha ha! A co w tej firmie będziesz robić? - zarechotał Janek.

- Budkę z hot dogami na rogu, o tam, otworzę - odkrzyknęła Józka, wskazując palcem w kierunku centrum miasta.

- O cholera, kiełbasa, na ogniu stoi - przypomniał sobie Janek.

Razem wbiegli do sieni, w której czuć już było smród spalenizny. W mieszkaniu musieli zasłaniać oczy przed swędzącym dymem. Pootwierali wszystkie okna, a garnek powędrował do śmieci.

Jan usiadł załamany przy stole. Nie ma obiadu, nie ma kiełbasy, a w brzuchu ssie jakby pompę ktoś zainstalował. Po chwili jednak jego czoło rozjaśniło się - znak że w głowie narodziła się jakaś twórcza myśl.

- Ale te hot dogi to będą musiały ludziom smakować, nie? - odezwał się do Józki.

- No, chyba że tak - odpowiedział Józka.

- Jak mi będą smakować, to i innym będą - stwierdził filozoficznie Janek. - A inaczej się nie przekonam, jak tylko, kiedy spróbuję. Więc mówię ci, Józka, idź teraz, kup te bułki hotdogowe i parówki, przygotuj mi te hot dogi, tak z pięć, a ja ci powiem, czy się do tego byznesu nadajesz. I to będzie dopiero aktywizacja zawodowa!

ossad
O mnie ossad

Dawniej zwolennik PO-PiS-u. Teraz sympatyk PiS-u. Sygnatariusz Wrocławskiego Społecznego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich 2010 r.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura