ossad ossad
43
BLOG

O tym jak Ziobro Kacom wypoczynek zakłócił

ossad ossad Kultura Obserwuj notkę 2

Jankowi Kacowi trafiła się niezła fucha w lipcu i zarobił na rękę tyle, że mógł się w końcu wybrać z żoną Józką na wakacje do rodziny w Koszalinie. Wuj Stefan mieszka na ul. Łąkowej w dzielnicy Dzierżęcino, skąd już tylko niecały kilometr do Jez. Lubiatowo.

Niedziela to dzień, kiedy można z wujostwem wybrać się wspólnie do Lubiatowa i od rana siedzieć na pomoście, pływać i popijać piwo Topielskie Jasne. I taki właśnie plan realizowali Kacowie z wujostwem. Wuj Stefan znał miejsce, obok dawnego poligonu, gdzie wprawdzie stała jeszcze tabliczka: teren wojskowy, wstęp wzbroniony, ale - jak zawsze twierdził - tylko dlatego, że po prostu zapomniano jej usunąć. Kilkaset metrów dalej był piaszczysty brzeg i długi pomost, u którego końca wody było na dwa metry, akurat, żeby skakać na "bańkę".

Siedzieli sobie ze Stefanem na pomoście, popijali Topielskie, a baby leżały w ciemnych okularach na kocach i wystawiały nasmarowane twarze do słońca. Nagle dało się słyszeć buczenie silnika. Panowie przysłuchiwali się, trzymając puszki w dłoniach. Buczenie zbliżało się. Po chwili dało się słyszeć, że to buczenie "idzie z góry", jak to ujął Stefan. I naraz zobaczyli. Śmigłowiec wleciał nad taflę jeziora, najwyżej pięćdziesiąt metrów nad wodą! Znajdował się nie dalej, niż półtora kilometra od pomostu!

- Ocierdolę - jęknął Stefan, emerytowany lotnik. - To radziecka rządówka, MI8.

Pchnął Janka mocno w tył, tak że ten wleciał przewrotką w tył, plecami, w wodę, wciąż jednak trzymając puszkę w pionie, a po chwili sam wskoczył do wody.

- Pod pomost - ryknął do Janka, który właśnie wynurzył się z wody.

Baby już podniosły głowy, rozglądając się po niebie.

- Chować się po krzakach - ryczał jak najgłośniej mógł Stefan.

Baby zwinęły szybko koce, gazety i kremy do opalania i pobiegły w krzaki. Widocznie żona Stefana, Zocha, wiedziała co robić w "sytuacji awaryjnej", jak zwykł mawiać wuj Stefan.

Po chwili śmigłowiec przeleciał nad pomostem, potem nad krzakami i wylądował jakieś pięćdziesiąt metrów dalej.

- Nie wychylaj się - syknął Stefan do Janka. I sam się wychylił.

- O ciekadolę - jęknął. - To Ziobro!

- Ten Ziobro? - szepnął Janek i sam wychylił głowę. - Ożeszty, ten!

Pilot i minister zmierzali sprężystym krokiem w kierunku krzaków.

- To Ziobro - zapiszczała Józka Kac.

- Cicho - zasyczała Zocha.

Panowie zatrzymali się najwyżej dwa metry od krzaka, za ktorym ukryły się baby. Jak się okazało, za potrzebą.

- No, to stąd już tylko kawałek do prokuratury - powiedział pilot.

- Dzięki - odparł minister.

I tyle usłyszały Zocha i Józka. Panowie poszli, podjechała czarna Lancia, wsiadł do niej minister i odjechał, wzbił się w górę śmigłowiec.

Po minucie cała czwórka stała przy pomoście i gorączkowo się przekrzykiwała.

- I co wyście słyszały? - krzyczał Stefan, a wtórował mu Janek.

- A co wam do tego, co słyszałyśmy? - odparowała Józka. - Ale za to, co widziałyśmy - rozmarzyła się Zocha. I obie panie spojrzaly wymownie na siebie, kiwając głowami. A panowie poczerwienieli, bo poczuli się jak politycy zamieszani w seksaferę.

 

Edit: WIADOMOŚĆ Z OSTATNIEJ CHWILI: wśród kilkusetosobowej grupy zgromadzonej pod koszalińską prokuraturą jest także Jan Kac z Józką oraz wuj Stefan z Zochą.

ossad
O mnie ossad

Dawniej zwolennik PO-PiS-u. Teraz sympatyk PiS-u. Sygnatariusz Wrocławskiego Społecznego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich 2010 r.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura