11 obserwujących
220 notek
97k odsłon
357 odsłon

Nie V rozbiór, a zabór Polski

Wykop Skomentuj1

Andrzej Owsiński 

 

Nie V rozbiór, a zabór Polski 

 

Pan Krzysztofjaw opublikował tekst pod znamiennym tytułem „V rozbiór Polski rozpoczął się w 1976 roku”. 

Mam do tego zastrzeżenia polegające na trzymaniu się definicji „rozbiorów”, w czasie których musi nastąpić podział przedmiotu „rozbieranego” tak jak to miało miejsce i XVIII i w XX wieku w stosunku do Polski. 

Przy okazji można zwrócić uwagę na fakt że skutki tego ostatniego rozbioru istnieją do dziś i dlatego między innymi nie można mówić o V bo to dezaktualizuje IV, a on jest ciągle aktualny. 

Ze strony niemieckiej jako zaborcy otrzymaliśmy wprawdzie zwrot ziem zabranych w 1939 roku, także częściowy zwrot zabranych w poprzednich wiekach. Nie był to jednak akt dokonany dobrą wolą niemiecką, ale wymuszony przez zwycięskie mocarstwa. 

Nie otrzymaliśmy dotąd rekompensaty za utracone z winy zaborcy dobra materialne nie mówiąc już o niematerialnych i ofiarach ludzkich. 

Natomiast po zaborcy rosyjskim / występującym pod firmą sowiecką, ale zachowującą ciągłość odpowiedzialności/  nie otrzymaliśmy zwrotu ziem zagrabionych poza częścią białostocczyzny, a także jakiegokolwiek zadośćuczynienia za wyrządzone straty i krzywdy. 

Są to ważne powody dla których nie możemy uznać że IV rozbiór Polski dokonany aktem z 28 września 1939 roku został zlikwidowany lub zastąpiony innym aktem. 

 

Chciałbym ustosunkować się do okresu rządów Gierka trwających przeszło dekadę. 

Traktuje się powszechnie że był to okres swoistej prosperity w PRL w którym po bardzo mizernych rządach Gomułki błysnęło słońce wpływu zachodnich wzorców i wyższego poziomu życia. 

Nie ulega wątpliwości że „Polska urosła w siłę a ludziom żyło się dostatniej”, tylko że baza startowa była tak niska że niewiele trzeba było dla poprawy sytuacji. 

Symbolem tego wzrostu „dobrobytu” była zwiększona liczba budowanych mieszkań / w szczytowym okresie nawet 287 tys. rocznie/, tylko że o przeciętnej powierzchni około 40m2 i dość prymitywnym standardzie wyposażenia, a także aż około 300 tys. rocznie samochodów, wprawdzie w 90 % „maluchów”, można jednak uznać że na tle gomułkowskiej biedy to i tak był znaczny postęp. 

 

O okresie „gierkowszczyzny” mogę powiedzieć wiele z autopsji, tak się bowiem złożyło że powołany na fali unowocześnienia gospodarki nowy minister żeglugi Szopa zaproponował mi objęcie stanowiska dyrektora ds. nauki i postępu technicznego w zjednoczeniu gospodarki rybnej. 

Nie bardzo mi to odpowiadało, gdyż od czasu rozpędzenia przez komunę bezpartyjnego, fachowego kierownictwa Ministerstwa Żeglugi przebywałem „na wygnaniu” pracując naukowo, a mając już doktorat i habilitację, mogłem spokojnie dorabiać jeszcze dość licznymi zleceniami. 

Próbowałem się jakoś wykręcić podając między innymi jako argument pozbawienie mnie paszportu co praktycznie uniemożliwiało wypełnianie jednego z podstawowych zadań, poszukiwania na świecie nowych terenów łowisk dla polskiego rybołówstwa. 

Otrzymałem na to odpowiedź że on osobiście zajmie się tym i gwarantuje że paszport na pewno dostanę, a przecież chodzi o sprawę dobra Polski niezależnie od ustroju . 

Po takim dictum nie wypadało odmawiać, podjąłem się zatem na ograniczony czas tej pracy mimo osobistych niedogodności. 

 

Mechanizm funkcjonowania gierkowskiego systemu gospodarki rzucał się wyraźnie w oczy, poznałem go przy okazji spełniania dwóch zadań: - rozbudowy floty i poszukiwania łowisk. 

Głównym jego wykonawcą było MHZ, które na zachodzie kupowało na kredyt dolarowy, żeby dostarczyć Sowietom za ruble „transferowe”. Za Gierka udział naszego eksportu do Sowietów wzrósł do 40% całości obrotów, były w tym też i produkty czysto polskie jak choćby rolno spożywcze, albo węgiel, ale były też ze znacznym wkładem „dewizowym”, lub wprost w całości importowane z zachodu. 

Niektóre nawet, obłożone embargiem w stosunku do Sowietów, przeładowywane były na morzu.     

Co się tyczy owego „wkładu dewizowego” to mogłem się przekonać osobiście kiedy zwrócono się do mnie jako już wieloletniego przewodniczącego komisji technicznego odbioru statków, żeby moja komisja zechciała dokonać oceny na zasadach stosowanych w stosunku do statków budowanych dla Polski, również statku zbudowanego dla Sowietów. 

Był to najnowocześniejszy trawler przetwórnia typu B418 zbudowany wg potrzeb i wytycznych zgłoszonych przez polskie rybołówstwo, w opracowaniu których zresztą brałem udział, różnił się jednak od polskiej wersji naszpikowaniem importowanego z zachodu wyposażenia, a więc nawigacja oba systemy Loran i Decca, echosondy pionowa i pozioma Simrad, radary Marconi, śruba nastawna z systemem Lipsa, fileciarki Bader itd. Ciekawe że nie protestowali na silniki polskiego Sulzera, ale chyba tylko ze względu na szwajcarską firmę, natomiast szafy zamrażalnicze żądali żeby były Sabroe lub Halla, udało się jednak wyperswadować że polskie Szadkowskiego nie są gorsze. Na polskich statkach używaliśmy polskich fileciarek Dutkiewicza, wydajniejszych od baderowskich, a także nie ustępujących Marconiemu polskich radarów i innych urządzeń polskiej produkcji. 

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura