21 obserwujących
296 notek
162k odsłony
  168   0

"Ład" - żeby Polska...

Andrzej Owsiński

“Ład” - żeby Polska była polską!

Ścigamy kapitalizm zachodni, dobrze, że nie ścigamy się z nim, tak jak za Gomułki: “kapitalizm stoi nad przepaścią, ale my go prześcigniemy”. Jest jednak w tym źdźbło prawdy w postaci grożącej przepaści dla państw “nadopiekuńczych”. Próby ich dogonienia grożą katastrofalnymi konsekwencjami, gdyż przy obecnym poziomie efektywności polskiej gospodarki nie jesteśmy w stanie uzyskać dochodów zdolnych do pokrycia kosztów opieki na miarę Europy zachodniej.

Muszę przyznać, że mam duże zastrzeżenia do rozdawnictwa dóbr, gdyż zbyt często wpada ono w niepowołane ręce. Ogromny nacisk imigracyjny w krajach rozwiniętych nie wynika z poszukiwania pracy, ale głównie z “darmochy” i w Polsce nie brakuje wyłudzaczy nienależnej pomocy państwa.

Dla porządku prawnego i moralnego znacznie lepiej byłoby stworzyć warunki do podjęcia pożytecznej pracy, gwarantującej możliwość utrzymania rodziny. Sądzę że przy tym koszcie, a nawet niższym niż rozdawnictwo dochodu narodowego, można współcześnie zapewnić takie warunki, a pomoc ograniczyć do skrajnych przypadków, kiedy rzeczywiście nie może się pracować zarobkowo, lub w sytuacji posiadania licznego potomstwa przy umiarkowanych zarobkach.

Dążenie do udzielania pomocy najuboższym jest z pewnością godne szacunku, ale zawsze lepiej jest dawać wędkę niż rybę. Rozumiem że tą “wędką” ma być pomoc małym i średnim przedsiębiorcom, kiedy jednak o nich mówimy, to musimy mieć na względzie, że nie mogą one ani się rozwijać, ani nawet egzystować bez odbiorców ich produktów.

Miłośnicy tej tendencji powołują się często na fakt że w Japonii około 50 % narodowego produktu wytwarzają “mali i średni”. Nie wspominają jednak, że większość ich produkcji odbierają wielkie koncerny i bez nich nie mogli by egzystować, nie mówiąc już o różnicach w definiowaniu tego pojęcia (w Japonii do średnich zalicza się przedsiębiorstwo zatrudniające 500 pracowników). W Polsce też drobni wytwórcy są głównie dostawcami dużych , tylko, że ze względu na brak polskich wielkich przedsiębiorstw są nimi zagraniczne, głównie niemieckie.

Nie miejmy złudzeń, bez wskazania perspektyw zbytu nie można propagować rozwoju wszelkiej produkcji. Tak się składa, że na skutek likwidacji polskich wytwórców nasze rolnictwo, transport, budownictwo i wiele innych dziedzin posługuje się importowanymi maszynami. A przecież w wielu dziedzinach mieliśmy osiągnięcia nieźle zapowiadające możliwości rozwojowe i skuteczną konkurencję.

Z mojej przeszło półwiekowej praktyki pracy w gospodarce wytwórczej, ale też i placówkach naukowo badawczych, mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że wiele wyrobów polskich nie ustępowało zachodnim przy znacznie niższych cenach. Zastrzeżenia były głównie do jakości użytych materiałów, a też i niechlujstwa w wykonaniu pracujących na akord ilościowy wytwórców.

Dotyczyło to przede wszystkim najważniejszego surowca dla przemysłu maszynowego – stali. Produkowaliśmy jej prawie 20 mln ton rocznie, ale jak informował mnie główny inżynier Biprohutu, prawie trzy czwarte z tego miało zaburzenia strukturalne, obniżające jej wartość.

Obawiam się, że bez uruchomienia produkcji wielu potrzebnych gospodarce polskiej wyrobów nie będziemy w stanie osiągnąć odpowiedniego przyrostu produkcji i miejsc pożytecznej i godziwie wynagradzanej pracy, ażeby spełnić ambicje wzrostu jakości naszego życia. Szczególnie istotne jest popieranie rozwoju i radykalnej poprawy warunków egzystencji polskich rodzin.

Z dużą satysfakcją odnotowuję rezygnację z państwowych planów budowy “tanich” mieszkań na wynajem. To nie mogło się powieść, a trzeba w pierwszej kolejności promować budownictwo własne różnymi metodami dla polskich rodzin. Mamy najgorszą sytuację mieszkaniową w całej UE, zaległości sięgają PRL i wymagane jest budowanie około 300 tys. mieszkań rocznie, żeby w możliwie szybkim czasie nadrobić zaległości.

Nie mamy przyrostu naturalnego, a skąd go mamy mieć skoro blisko 40% młodych ludzi w wieku do 35 lat zmuszonych jest do mieszkania z rodzicami w ciasnych klitkach budowanych jeszcze za Gierka. Na tym tle niepokoi mnie preferencja domów o powierzchni 70 m2. Jest to, jak mawiał mój nieżyjący już od wielu lat przyjaciel – Konrad Kierkowski o budownictwie mieszkaniowym PRL – “nędza w założeniu”. Nie trzeba domów dla rodzin budować przez państwo, należy ułatwić, a przede wszystkim nie utrudniać, czym głównie zajmują się instytucje nadzoru budowlanego, budownictwa własnego zainteresowanych i to w rozmiarach im odpowiadających, a nie zadekretowanych.

Niewątpliwie potrzebne jest wytworzenie atmosfery zapału w kierunku budowy własnego domu, tak jak było to przed wojną i jak jest jeszcze dziś na polskiej wsi i w małych miejscowościach. Bardzo temu sprzyjają telewizyjne scenki ukazujące szczęśliwe życie rodzinne w swoich domkach z ogródkiem, a także doświadczenia z pandemii, którą w takich warunkach zupełnie inaczej się przeżywa.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka