21 obserwujących
314 notek
173k odsłony
  369   0

Gdzie leży klucz do naszej przyszłości?

Andrzej Owsiński

Gdzie leży klucz do naszej przyszłości?

Odpowiedź jest prosta i akceptowana przez większość Polaków:

- w naszych własnych rękach!

Tylko że w realiach naszej współczesności może tak niezupełnie. Pesymiści powiedzą, że całkowicie poza nami.

Sądząc po ostatnich kilkudziesięciu latach można to potwierdzić, ale jeżeli sięgniemy do końca I wojny światowej, to możemy z pewnością z dumą stwierdzić, że my sami zdecydowaliśmy o naszych losach. Są wprawdzie i tacy którzy uważają, że to traktat wersalski pozwolił nam odzyskać polskie państwo. Tylko że nasza delegacja w Wersalu reprezentowała już istniejące i niepodległe polskie państwo. Powstało ono niezależnie od woli walczących państw po obu stronach frontu.

Francuzi, którzy przypisywali sobie decydujący udział w odrodzeniu Polski, tak na prawdę nadawali większe znaczenie od poparcia spraw polskich swoim zobowiązaniom wobec Rosji, co potwierdzili nawet w sytuacji ewidentnej rosyjskiej przegranej w wojnie z Niemcami w 1917 roku. Francuzi, po klęsce ofensywy Nivela zwrócili się z błagalną prośbą do Rosjan o odciążenie zachodniego frontu, oferując w zamian oddanie sprawy polskiej w ich ręce. Te zobowiązania francuskie znalazły wyraz w trakcie konferencji, choćby w komisji Campona, w wyraźnym oczekiwaniu na upadek bolszewików, udzielając wsparcia Denikinowi, mimo jego zgubnej idei restytucji carstwa rosyjskiego.

Nikt z Francuzów, nie tylko Clemenceau, ale nawet bardziej przychylny Polakom Poincaré, nie zdobył się na choćby taki eksperyment, na wszelki wypadek, dopóki nie odzyska się Rosji, pozwolić Polsce na możliwość przeciwstawienia się Niemcom przez oddanie jej Śląska, Gdańska i znaczącej części Prus Wschodnich z neutralizacją Królewca. W przypadku odrodzenia Rosji status państwa polskiego uzgodni się z nią. Takie rozwiązanie dawało maksimum gwarancji trzymania Niemców w szachu. Niestety, Francuzi zachowali się jakby byli uzależnieni od Anglików, jawnie wspierających Niemcy przeciwko interesom francuskim. A przecież zwycięstwo w wojnie odniosła armia francuska, ponosząc największe ofiary i to Francja powinna była dyktować warunki pokoju.

Odmawiając faktycznej, mimo deklaracji, skutecznej pomocy Polsce w decydujących sprawach warunków pokoju z Niemcami, Francja pozostaje jedynym krajem, który wspierał Polskę w ciężkich chwilach walki z sąsiadami o nasze granice, a nawet o nasz byt. Pierwszym aktem, zresztą nic Francję nie kosztującym, było polecenie Niemcom wstrzymania akcji odwetowej za przegraną walkę z Wielkopolskim powstaniem. Drugim była realna pomoc w wojnie z bolszewikami, czyniona we własnym interesie, licząc na odzyskanie Rosji jako sojusznika, a głównie przedmiotu gospodarczej eksploatacji.

Odrębnie należy potraktować powstanie “błękitnej armii” Hallera. Francuzi zorganizowali ją na skutek przerażenia, jakie wywołała perspektywa polskiej armii Królestwa Polskiego, zastępującej Niemców na froncie rosyjskim. To posunięcie i uznanie polskiego komitetu narodowego jako przedstawiciela Polski w gronie aliantów, zawdzięczamy wyłącznie genialnej, można powiedzieć, idei Piłsudskiego tworzenia polskiego wojska tam gdzie się to dało, a Austro-Węgry były właśnie jedynym takim krajem.

Stworzone zostały w ten sposób warunki do licytacji w sprawie polskiej, Francuzi, dzięki szybkiej orientacji Poincarégo, skorzystali z okazji i wbrew stanowisku rosyjskiemu i niechęci pozostałych aliantów, stanęli do konkursu o przyciągnięcie nie istniejącego jeszcze państwa polskiego do obozu alianckiego.

Z ich punktu widzenia to się opłaciło, nie zwrócili bowiem uwagi na fakt, że Piłsudski odmówił Besselerowi organizowania milionowej “polskiej armii” w służbie niemieckiej nie czekając na francuską reakcję.

Kawałek Górnego Śląska udało się wyrwać tylko zawdzięczając powstaniom, ale przecież była możliwość skorzystania, zamiast dokonanego w niekorzystnych dla Polski warunkach plebiscytu, z wyników ostatnich wyborów, wygranych przez polskie, śląskie organizacje. Zabrakło, niestety dla tej idei, francuskiego poparcia, ale także i zdecydowanego stanowiska ze strony polskiej.

Plabicyt na Warmii i Mazurach został przeprowadzony w czasie wojny bolszewickiej co było wyraźnie skierowane przeciwko Polsce. W interesie nie tylko polskim, lecz też i Francji leżało przekazanie Polsce terenów “plebiscytowych” i Gdańska, przecież Alzację i Lotaryngię oddano Francji bez plebiscytu.

Jedyne, co nam traktat wersalski ofiarował, to część Pomorza, przy okazji urządzając sobie kpiny z Polski, oferując jej “port” w Pucku. Nawet wówczas, niespełna dwumilionowej Litwie oddano niemiecki Memel, który nigdy do Litwy nie należał, wychodząc z założenia, że “suwerenne” państwo powinno mieć swój port. I zrobili to nasi “przyjaciele” Francuzi, ale Polsce Gdańska, od wieków należącego do Polski i będącego naturalnym portem polskim, to już nie zwrócono.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka