21 obserwujących
316 notek
174k odsłony
  356   0

Unia brzeska - sukces czy klęska?

Andrzej Owsiński

Unia Brzeska, sukces czy klęska?

TVP “Historia” nadała w sobotę 10 lipca program, a właściwie dyskusję uczonych mężów na temat zawartej w 1596 roku w Brześciu (wówczas “Litewskim”) unii kościoła prawosławnego z rzymsko-katolickim w Polsce. Temat niesłychanie ciekawy i, co najważniejsze, posiadający znaczenie dla Polski i Ukrainy do dzisiaj.

Tak jakoś dziwnie się składa, że sprawy mające decydujące znaczenie dla biegu naszych losów są przez opis historyczny panujący w Polsce traktowane marginalnie, lub zdawkowo. Do takich zdarzeń zaliczyłbym zarówno “hołd pruski”, jak i ruski pod Pskowem, względnie niedostatecznie, lub opacznie interpretowane zdarzenia takie jak odsiecz wiedeńska, wyprawa napoleońska na Moskwę i nasz w niej udział, a także wiele innych.

W stosunkowo krótkim, dyspozycyjnym czasie programu panowie poświęcili go zarówno aspektom religijnym, jak i politycznym, z uwzględnieniem szczegółów, jak to często u wąskich specjalistów bywa. Zabrakło czasu na sprawę dla polskiego odbiorcy najistotniejszą, a mianowicie omówienie skutków zawartej unii, przede wszystkim dla Polski.

Znaczenie religijne unii powinno być omawiane odrębnie, z udziałem uznanych religioznawców. Ewangeliczne przesłanie o “jednej owczarni i jednym pasterzu” zostało uznane przez następców Piotra wyznaczonego imiennie przez Chrystusa jako wyłączne dziedzictwo rzymskiego biskupa. Brak szczegółowego określenia w odniesieniu do przejęcia roli pasterza bożej owczarni, spowodował, że zastosowano metodę najbardziej demokratyczną przez bezpośredni wybór wśród wiernych rzymskich. Forma wyboru (dziś przez konklawe kardynalskie) stoi w jaskrawej sprzeczności z hierarchiczną strukturą instytucjonalnego kościoła rzymsko katolickiego. Bliżej chrystusowej decyzji byłoby wyznaczanie przez namiestnika swojego następcy, gdyż to jemu została powierzona władza. Można zatem uznać, że powierzone posłannictwo namiestnicze może być sprawowane w innej formie niż papiestwo. A zatem odmienne formy organizacji kościoła chrystusowego nie muszą stanowić schizmy czy nawet herezji, wszystko zależy od spełniania bożych przykazań i nauki Chrystusa.

Religia wyznawana oficjalnie opiera się na dogmatach (podobnie zresztą jak i nauka świecka), w tym zakresie wszyscy chrześcijanie nie powinni się różnić, a jednak między katolikami i prawosławnymi zaistniała taka różnica inaczej definicjująca pojęcie Boga, zasada “filioque” w kościele katolickim, ale też nie kwestionowana przez ewangelików, mówi o jedynym Bogu w trzech równorzędnych postaciach, u prawosławnych następuje zhierarchizowanie postaci Trójcy Świętej na skutek pochodzenia Ducha Świętego “z Ojca przez Syna” w odróżnieniu od “z Ojca i Syna”.

Pozostałe różnice, takie jak nie uznawanie dogmatów ogłoszonych po 1054 roku, czy celibat księży, a nawet forma przyjęcia komunii nie stanowiły takiej przeszkody w zjednoczeniu kościołów.

Z omówionych względów, a także innych, ściśle religijnych, unia kościelna nie powinna być przedmiotem działań świeckich, przynajmniej w takim stopniu jak miało to miejsce w unii brzeskiej.

Rzeczpospolita Obojga Narodów, będąc jedynym państwem, w którym król nie był “królem sumień swoich poddanych”, nie potrzebowała unii religijnej. W XVI wieku pełną swobodą cieszyli się katolicy, różnoracy ewangelicy, prawosławni, w tym też i staroobrzędowcy, arianie, a także wyznawcy niechrześcijańskich religii.

Co więc wpłynęło na zawarcie unii?

Niewątpliwie kilka czynników, nacisk Watykanu po nieudanych próbach, jak choćby z unią florentyńską, licząc na silną pozycję Polski na wschodzie, obrona przed moskiewskimi wpływami po ogłoszeniu się przez metropolitę moskiewskiego “patriarchą wszej Rusi”; na co zresztą otrzymał odpowiedź z Kijowa, że może najwyżej zostać patrairchą “swej Rusi”. Dążenie do zrównania w prawach biskupów prawosławnych z biskupami katolickimi, ale też i uniknięcia odpływu z prawosławia na katolicyzm. Z polskiej strony mógł wchodzić w rachubę jedynie problem zahamowania wpływów moskiewskich.

W praktyce wyszło jak najgorzej, przede wszystkim nie cały prawosławny kościół w Polsce przystąpił do unii, co było darem dla Moskwy, ustawiającej się w roli obrońcy jedynej “prawdziwej, prawosławnej wiary” przeciwko zakusom rzymskim, który zostanie zastąpiony przez “drugi Rzym – Moskwę”, a trzeciego już nie będzie. W ten sposób Moskwa nadała sobie przywilej władania chrześcijaństwem.

Wykorzystane było to zarówno w powstaniu Chmielnickiego, jak i przy każdej nadarzającej się sposobności, w ruchach hajdamackich, rozbiorach Polski itp.

Kościół unijny nie okazał się propolski, poza obszarem zaboru rosyjskiego, gdzie został brutalnie, a nawet męczeńsko, zniszczony. W zaborze austriackim został wykorzystany przeciwko niepokornym Polakom, a szczególnie jaskrawo wystąpił przeciwko Polsce w czasie II wojny światowej.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura