22 obserwujących
324 notki
175k odsłon
  362   0

Unia brzeska - sukces czy klęska?

Można zatem stwierdzić, że unia brzeska nie spełniła związanych z nią nadziei na połączenie kościoła rzymsko katolickiego z prawosławnym i otwarcie perspektyw na włączenie do wspólnego kościoła pozostałych kościołów chrześcijańskich. Politycznie zaś przyczyniła się do sukcesu rosyjskiego we władaniu wschodnią Europą. Miarą tego sukcesu jest współczesna sytuacja cerkwi prawosławnej nie tylko w Rosji, ale też w innych krajach, z Ukrainą i Białorusią na czele.

Znamienne jest to na Ukrainie, gdzie relacja obediencji moskiewskiej w stosunku do innych jest jak 3 : 1, niewiele zmieniło ją ogłoszenie patriarchatu kijowskiego. Nastąpiło ono o drobne 400 lat za późno, gdyż jedyną właściwą reakcją Kijowa na ogłoszenie patriarchatu moskiewskiego byłoby powołanie takiegoż w Kijowie, mając nad Moskwą przewagę w historycznym dorobku i zależności. Wówczas to Rzeczpospolita przejęła by rolę obrony prawosławnej cerkwi kijowskiej, stwarzając warunki dla odpowiedniego rozszerzenia praw Unii Lubelskiej. Ewentualne zawarcie unii kościelnej należało by do uprawnień kijowskiego patriarchatu w całości nie pozostawiając Moskwie możliwości wbijania klina w cerkiew kijowską.

Sprawa uniezależnienia prawosławia w Polsce od moskiewskiego władania ma do dziś znaczenie polityczne, gdyż od zamierzchłych dziejów państwo moskiewskie traktowało cerkiew instytucjonalną jako organ państwowy, a od Piotra I, kiedy przestano powoływać patriarchów moskiewskich, car stał się głową rosyjskiej cerkwi.

Bolszewicy, mimo prześladowań religijnych, dbali jednak o to, żeby przywrócony po rewolucji lutowej patriarchat w Moskwie był posłuszny władzy państwowej. Ten stan pozostał niezmieniony do dziś, co zresztą ujawniło się po wizycie patriarchy Cyryla w Polsce w 2012 roku.

Cerkiew prawosławna w Polsce uzyskała status autokefalii i przestała być podległą Moskwie przed wojną w warunkach dramatycznych, a jak to wyglądało w praktyce mogłem osobiście zaobserwować na Wołyniu. Obowiązkowe lekcje religii w szkole były prowadzone dla wszystkich wyznań na żądanie rodziców. W mojej szkole były to lekcje rzymsko-katolickie, prawosławne i ewangelickie. Kiedyś zachorowała siostra katechetka i mieliśmy “wolne”, koledzy zaprosili mnie na lekcję prawosławną, prowadzoną przez popa, który zainaugurował modlitwą Pańską: ” Otcze nasz kotoryj jest w nebesi”…. czyli w języku starocerkiewnym. Sama lekcja była prowadzona w języku rosyjskim, nie bardzo zrozumiałym dla rusińskich chłopaków (tak siebie nazywali dzisiaj zakwalifikowani jako Ukraińcy).

Najważniejsze było jednak poświęcenie lekcji wyjaśnianiu, kto jest największym wrogiem jedynej prawdziwej wiary prawosławnej, był nim wysłannik szatana rezydujący w Rzymie! I działo się to w polskiej szkole. Jedyne co ratowało sytuację to był fakt niezbyt docierającego języka rosyjskiego do uczniów i cały czas panujący w klasie hałas.

Współcześni Ukraińcy nie przyznają się do tego, ale klasztor memorialny i cerkiew na polu bitwy beresteckiej w Plaszowej ufundował car Mikołaj II, a jak pamiętam to “manachy” były rosyjskie. Jedynym nierosyjskim elementem, prezentowanym w klasztorze była malinowa chorągiew Chmielnickiego, dar króla Jana Kazimierza. Kiedy po wojnie, dopiero w 2004 roku, odwiedziłem Beresteczko, to już tej chorągwi nie było.

Wszystko to świadczyło o tym jak dalece prawosławie było wykorzystywane dla rusyfikacji podbitych ziem. Unia temu nie zapobiegła ze względu na ograniczony jej zasięg, a współcześnie, mimo nadania sobie roli “ukraińskiego kościoła narodowego”, nie wykazuje się sukcesami na obszarze poza dawną Galicją. Nawet na Wołyniu, mimo przychylności władz praktycznie nie zaistniała. W Beresteczku oddano im, wbrew dekretowi Krawczuka, kościół rzymsko-katolicki, mimo, że nie ma tam ani parafii ani wyznawców greko-katolickich.

W czasie mojej bytności spotkałem się z paradoksem, że wielu prawosławnych mieszkańców Beresteczka woli chodzić na nabożeństwa do cmentarnej kaplicy rzymsko-katolickiej, odbudowanej i spełniającej rolę odebranego kościoła, niż do “moskiewskiej” cerkwi, lub uczestniczyć w liturgii greckiej odbywanej sporadycznie przez przyjezdnych z “Hałyczyny” popów na schodach kościoła.

Współcześnie, mimo pozornie poprawnych stosunków między kościołem łacińskim i greckim, spotkałem się jednak ze zdaniem jednego z następców metropolity Slipyja, że na Ukrainie “łacinnicy” są zbędni skoro istnieje ukraiński kościół grecki. Tylko że jego zasięg nie zmienił się od zaborów i obejmuje w dalszym ciągu jedynie dawny zabór austriacki.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura