0 obserwujących
170 notek
165k odsłon
  325   0

Tendencje samobójcze liberalizmu gospodarczego

Ewolucja współczesnego ruchu liberalnego w Polsce, której ostateczne efekty mogliśmy zobaczyć choćby podczas dyskusji Przemysława Wiplera z Małgorzatą Kidawa-Błońską (link: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=UXaTJfIjJeQ) skłania mnie do wyciągnięcia wniosków natury ogólnej. A mianowicie takiej, że liberalizm gospodarczy ma w sobie elementy autodestrukcyjne.

Analizę tę warto jednak zacząć od okresu dużo wcześniejszego. Był przecież czas, że polityczni przywódcy i elity intelektualne uznawały, że kapitalizm jest jedynym słusznym ustrojem gospodarczym, a ówczesny europejski Jacek Żakowski nie robił słodkich wywiadów z alterglobalistami w typie Naomi Klein, tylko z Davidem Ricardo czy innym ekonomistą klasycznym. Jednak cały ten liberalny ład rozpadł się i nastały czasy jawnego socjalizmu, „państwa opiekuńczego” czy innych koncepcji z udziałem państwa w gospodarce. Jak do tego doszło?
Istotą problemu jest autonomiczne podejście do ekonomii, przekonanie jakoby problemy ekonomiczne zależne były tylko od matematycznych wzorów, odpowiednich wykresów i w ogóle, że można je mechanicznie analizować i rozwiązywać. Tymczasem ekonomia jest elementem całego systemu, w którym występują przecież także kultura, polityka i religia.
Kiedy więc mówimy o pewnej naturalnej degeneracji wpisanej w liberalizm można zauważyć, że tak jak w XIX wieku na tych samych uniwersytetach, na których wykładano ekonomię wolnorynkową wykładano także podstawy eugeniki, tak w XX wieku gdański liberał oprócz deregulacji po „realnym socjalizmie” postulował także liberalizację prawa karnego i aborcję na życzenie. Tych pierwszych takie postawienie sprawy doprowadziło do rozwoju socjalizmu, a tych drugich do podwyższenia stawki podatku VAT (kto jeszcze pamięta, że to Donek?) i składki rentowej.
Dzieje się tak, ponieważ wolny rynek i kapitalizm w XIX wieku czerpał soki z przedrewolucyjnego świata stabilnych rodzin i naturalnej wielopokoleniowej (!) przedsiębiorczości [na marginesie wspomnę, że w samej Sarmacji także polska szlachta brała udział w grze rynkowej i to często z powodzeniem, jak choćby Zborowscy, którzy handlowali końmi i byli – mówiąc współcześnie – takim… Fordem]. Tymczasem po PRL-u w Polsce występował głód wolności, który zaraz po przełomie spowodował przecież dynamiczny rozwój gospodarczy. Oba zjawiska zdegenerowały się, ponieważ zaczęto podkopywać fundamenty sukcesu. W pierwszym przypadku religię, a w drugim przekonania, że skończył się czas układów i na rynku wszyscy mamy równe szanse.
Wnioskiem jest konieczność odpowiedzi na fundamentalne pytanie: czy gospodarka jest samoistnym zjawiskiem możliwym do obliczenia i uregulowania czy jednak elementem harmonicznego ładu świata stworzonego przez Boga? Ja nie mam wątpliwości, że odpowiedzią jest druga opcja. Dlatego liberalizm gospodarczy musi występować jako element konserwatyzmu, inaczej z czasem staje się zwyczajnym socjalizmem.
Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale