* * *
Wszyscy ci, którzy wspierają różne cele charytatywne lub gdy organizują charytatywną pomoc winni zadać sobie następujące pytanie: czy to co robię naprawdę pomaga ubogim czy też raczej utrzymuje ich w stanie biedy?
W część mojej praktyki jako księdza włączona była praca w jadłodajni, w Anacostia - biednej dzielnicy Waszyngtonu. W każdy piątek, wraz z kolegą z grupy, spędzałem popołudnie pomagając przy zastawianiu stołu, podawaniu potraw i sprzątaniu po darmowym posiłku, który oferowano w miejscowym kościele protestanckim.
W pierwszym dniu naszej pracy spotkaliśmy katolicką zakonnicę. To ona prowadziła tę akcję, podczas której żywiło się 200-500 osób. Wyjaśniła nam, że ilość osób może się wahać, a najmniej jest ich w dniu, zaraz po otrzymaniu czeków z opieki społecznej. Zakonnica ta powiedziała również, że jadłodajnia kieruje się zasadą: każdy kto chce może przyjść. Nikt nie jest sprawdzany.
Zaiste. Całe rodziny przyjeżdżają na posiłki. Byłem świadkiem jak jedna osoba przyjechała taksówką. Następna para powiedziała mi, że muszą zjeść szybko ponieważ planują iść po obiedzie na zakupy.
217
BLOG
Czy pomaganie ubogim jest czymś złym? Oczywiście, że nie. Pod warunkiem jednak, że pomoc realizowana jest z dobrowolnych datków a nie poprzez redystrybucję pieniędzy podatników. Ale czy również w obszarze pomocy prywatnej nie czają się pewne pułapki? Ks. Robert Sirico, w swoim artykule z lat 90-tych ub. wieku "Dylemat samarytanina", zwraca właśnie na te pułapki uwagę. Dziś przypominamy ten tekst w naszym serwisie.Jest on jednym z kilkuset artykułów stanowiących archiwumStrony Prokapitalistycznej, która istnieje w sieci od 2001 roku. Dostępne tam teksty można będzie sukcesywnie odnajdywać również w naszym serwisie.


Komentarze
Pokaż komentarze