Nam strzelać nie kazano. - Wstąpiłem na działo
I spojrzałem na pole; dwieście armat grzmiało.
[…]
I widziałem Schetynę: przybiegł, mieczem skinął
I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął;
Wylewa się spod skrzydła ścieśniona piechota
Długą czarną kolumną, jako lawa błota,
Nasypana głowami lemingów. Jak sępy
Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy.
Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,
Jak głaz bodzący morze, reduta Ordona.
Sześć KDT miała armat; wciąż dymią i świecą;
I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą,
Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy,
Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy.
[…]
Gdzież phemiehr, co na rzezie tłumy te wyprawia?
Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?
Nie, on siedzi o kilka mil na swej stolicy,
Phemiehr niby Polaków, samowładnik świata połowicy;
Zmarszczył brwi, - i tysiące oprawców wnet leci;
Podpisał, - tysiąc matek opłakuje dzieci;
Skinął, - padają knuty od Bródna do Chiwy.
Phemiehrze, jak Schetyna silny, jak Niesioł złośliwy,
Gdy Moskali za Bugiem twoje straszą spiże,
Gdy poselstwo brukselskie twoje stopy liże, -
KDT jedna twojej mocy się urąga,
Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,
Koronę Irlandii, Klewek z twojej głowy,
Boś ją ukradł i skrwawił, synu pustogłowy!
Dystans4 & palnick


Komentarze
Pokaż komentarze (18)