15 obserwujących
58 notek
75k odsłon
  222   0

Bóg się rodzi, czyli o czym jest chrześcijaństwo

Pracownia Rembrandta, Pokłon pasterzy, National Gallery w Londynie
Pracownia Rembrandta, Pokłon pasterzy, National Gallery w Londynie

Bóg się rodzi -- to oksymoron. Bóg w biblijnym rozumieniu to „Jestem, Który Jestem” -- Stworzyciel bez początku i bez końca, stojący poza czasem i przestrzenią, które zresztą również stworzył. Bóg z definicji nie może się rodzić.

A jednak. „Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga” (Łk 18,27 BT). Franciszek Karpiński, który tekst pierwszej zwrotki swojej Pieśni o narodzeniu Pańskim złożył z samych oksymoronów, chciał oddać prawdę, która jest istotą chrześcijaństwa -- że Bóg przyszedł na świat jako człowiek.

Dziś, kiedy najpopularniej jest mówić, że Jezus był tylko człowiekiem, acz wyjątkowo prawym, guru, nauczycielem złotych zasad moralnych, trudno wprost uwierzyć, że na samym początku chrześcijaństwa jedną z najpoważniejszych herezji była nauka, iż Jezus wcale nie był człowiekiem. Apostołowie -- pierwsi uczniowie Jezusa, których wybrał osobiście -- wypowiadali się o takim nauczaniu jasno: „Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga” (1 J 4,2); „jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus” (1 Tm 2,5).

Gdy Apostołowie mierzyli się z gnostycką herezją, odmawiającą wszystkiemu, co cielesne, związku z Bogiem, Ewangelie ukazywały Jezusa zarówno jako człowieka, jak i Boga.

Jako człowieka -- ponieważ został poczęty w łonie kobiety i urodził się jak człowiek, żył jak człowiek, jadł, bywał głodny i spragniony, bywał zmęczony, spał. Wreszcie pocił się, krwawił, cierpiał i umarł jak człowiek.

Musiał być człowiekiem, ponieważ miał odkupić tych, którzy są ludźmi -- miał oddać życie jako „sprawiedliwy za niesprawiedliwych”  (1 P 3,18). Przyszedł, aby „dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10,28), ponieważ wśród nas na ziemi „nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego” (Rz 3,10), kto mógłby -- o ile w ogóle by zechciał -- ofiarować się za innych.

Sam Bóg jest Duchem, jak mówi Jezus (J 4,23), lecz człowiek jest istotą mającą prócz ducha i duszy również ciało (1 Tes 5,23), podobnie jak reszta świata, w którym żyje. Człowiek w całym swym wymiarze potrzebuje odkupienia. Bóg stwarzając świat materialny uznał to za dobre (Rdz 1), a odkupienie naszego ciała będzie oznaczało wyzwolenie także dla reszty stworzenia: „Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności [...] w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz [...] i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując przybrania za synów -- odkupienia naszego ciała” (Rz 8,19-23).

Lecz Ewangelie zarazem ukazywały Jezusa jako Boga:

Jeszua

Krótka forma hebrajskiego imienia Jehoszua, które znaczy „Jahwe jest zbawieniem”. Gabriel, posłany przez Boga, aby oznajmić Marii, co ma się stać, od razu polecił, jakie jej Syn ma nosić imię (Łk 1,31).

Bóg z nami

Ewangelia odnosi do Jezusa proroctwo z Izajasza  7,14 o młodej dziewczynie, która urodzi chłopca: „Oto panna pocznie i porodzi syna, i nadadzą mu imię Immanuel, co się wykłada: Bóg z nami” (Mt 1,23 BW).

Wśród innych proroctw Izajasza odnoszących się do Mesjasza znajdziemy i takie, dwa rozdziały dalej (9,5 BT):

„Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju”.

Wśród imion tego chłopca są więc takie, które odnoszą się wprost do Boga.

Na początku było Słowo

Jan w pierwszym rozdziale swojej Ewangelii nazywa Jezusa Słowem, przypisując temu Słowu atrybuty Boga--Stworzyciela: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało [...] A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca” (J 1,1-3.14).

Oto Syn mój umiłowany

Tuż zanim Jezus rozpocznie swoją publiczną działalność, Bóg wydaje o Nim głośno takie świadectwo, zaraz po Jego chrzcie w Jordanie:  „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Łk 3,22).

Ja i Ojciec jedno jesteśmy

Jezus nigdy nie nazywa siebie Bogiem. Dlaczego? Może byłoby to zbyt banalne, a może mogłoby zostać źle zrozumiane (vide np. patrypasjanizm). Bez przerwy odwołuje się do Ojca, którego nazywa również naszym Ojcem. Lecz Jezusa łączy z Ojcem co innego niż nas. „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30) -- mówi Jezus. A gdy Filip prosi Go: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”, Jezus odpowiada wprawdzie zagadkowo, lecz przecież wprost:  „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,8-9).

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo