Dnia 17 stycznia po raz kolejny w polskim Kościele obchodzony był Dzień Judaizmu. Inicjatywa niezwykle cenna o czym przekonał mnie osobisty kontakt z osobami współorganizującym ten Dzień w jednym z diecezjalnych miast w Polsce. Nie obywa się jednak bez kłopotów i warto na to spojrzeć z innej strony niż zwykle ma to miejsce w opiniotwórczych mediach i inteligenckich środowiskach.
Zwyczajowo krytykowana jest niechęć biskupów, proboszczów i wikariuszy polskich diecezji i parafii do włączania się w organizowane obchody1. Jednak lokalne doświadczenie uczy, że ta niechęć czy nawet nie niechęć a pewien dystans nie jest całkowicie nieuzasadniony. Wydaje się, że wynika to między innymi z tego, że na poziomie praktyki trudno nieraz określić charakter organizowanych wydarzeń a także motywację i postawę organizatorów.
To co może wydawać się najważniejsze w perspektywy Kościoła to porozumienie na poziomie religijnym – wspólna modlitwa, czytanie Pisma Świętego. Oczywiście praktyka religijna nigdy nie powinna odrywać się od życia, dlatego też zrozumiałe jest, że przy okazji poruszane są problemy relacji katolicko-żydowskich w przeszłości, pogromów, wkładu Żydów polskich w spuściznę kulturową polskiego narodu. Często jednak Dzień Judaizmu staje się okazją do wygłaszania litanii oskarżeń wobec Kościoła o popieranie antysemityzmu zarówno w przeszłości, jak i dzisiaj. Wtedy jednak okazuje się, że poziom religijny zostaje zredukowany, do poziomu politycznego, na pole ideologicznych rozgrywek, na kulturową konfrontację, jaka ma miejsce we współczesnym cywilizacyjnym dyskursie wokół Kościoła katolickiego. Nie zamierzam oczywiście podejmować szczegółowo tych spraw, ale to wymieszanie spraw religijnych i narodowych, a także wątków dotyczących różnego rodzaju roszczeń (niekoniecznie natury materialnej, ale też duchowej) sprawia, że Dzień Judaizmu wydaje się ryzykowny z punktu widzenia przeciętnego proboszcza, a nawet parafianina. Szczególnie, że spotykając się z aktywistami i organizatorami obchodów Dnia Judaizmu niejednokrotnie ma świadomość, że wymiar duchowy nie jest istotnym składnikiem przekazu, jaki mają owi aktywiści do zaoferowania. Bywa, że to co duchowe bywa mieszane z tym co kulturowe, a to przecież jest nagminną i przeważnie bezrefleksyjną praktyką intelektualną. Mówiąc wprost, owszem być może ludzie ci istnieją w metrykach parafialnych, ale nie sposób spotkać ich na niedzielnej Eucharystii. Są anonimowi w łonie kościoła i jednocześnie pragną reprezentować wydarzenie, jakby na to nie patrzeć kościelne, religijne i to reprezentować z kościelnej strony.
Praktyka pokazuje, że niestety środowiska, które mogłyby przyczynić się do reintegracji, a może do pierwszej prawdziwej integracji kultury Żydów polskich z kultura polską obarczone są pewnego rodzaju skazą elitaryzmu a nawet duchem krucjaty - manichejsko rozumianego filosemityzmu przeciwstawionego rzekomo powszechnemu antysemityzmowi „reszty”. Sam doświadczyłem uczestnicząc mniej lub bardziej w życiu Uniwersytetu Warszawskiego. Postawa ta pozostaje niezrozumiała jeśli odkrywanie judaizmu przeżywane jest w duchu pobożności. Celebracje liturgiczne i modlitewne nie są bowiem tylko kulturowymi teatrzykami, laboratoriami multikulturalizmu, ale momentami przeżywania Tajemnicy Objawienia Bożego bez, co ważne, zatracania świadomości, że istnieje nieusuwalna różnica teologiczna pomiędzy chrześcijanami i żydami. Dialog międzyreligijny ma na celu przede wszystkim obniżenie poziomu agresji (w szerokim rozumieniu) i wzbogacenie refleksji u przedstawicieli różnych religii, a nie tworzenie nowych podziałów w sferach, które nie mają już bezpośrednio religijnego charakteru. Niejednokrotnie mała liczność grona uczestników spotkań organizowanych podczas Dni Judaizmu ma swoje źródło w ograniczeniach, jakie niosą w sobie sami animatorzy, którym brakuje postawy pokory wobec Kościoła (a ta jednak jest konieczna jeśli bierze się udział w kościelnym wydarzeniu), chęci prawdziwej integracji środowisk, ale też i ducha modlitwy. Bogdan Białek pisze, że „mimo długiej historii [Dzień Judaizmu], nie pozyskał ducha spontaniczności, nie jest powszechny”2. Odpowiedzią na to być może jest właśnie ów brak prawdziwej duchowej perspektywy tego wydarzenia. Domaganie się powszechności pokazuje, że autor nie posługuje się logiką Ducha Świętego obecnego w Kościele, ale logiką ujednolicającego dekretu. Dekretu, który ustali powszechną spontaniczność.
Drugą stroną medalu jest presja zewnętrzna wytwarzana przez środowiska żydowskie poza polską – powielające obraz naszego kraju jako kraju antysemitów. W takim klimacie i przy obecnym obrażaniu się strony żydowskiej na papieża Benedykta, warunki współpracy są niezwykle utrudnione. I nie chodzi tu o antysemityzm, ale o wyraz katolickiej tożsamości, że dialog międzyreligijny nie może być prowadzony za wszelką cenę. Słusznie zauważył ten problem w odniesieniu do Polski Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich mówiąc, że w naszym kraju „istnieją zjawiska negatywne, jednak znacznie więcej jest działań pozytywnych. Niestety zbyt często pozostają one niezauważone przez światową społeczność żydowską”3. Dalej w swojej wypowiedzi Schudrich dodaje: „My, Żydzi, wskutek historycznej konieczności i doświadczenia, jesteśmy bardzo dobrzy w rozpoznawaniu i zwalczaniu antysemityzmu. Niestety gorzej idzie nam rozpoznawanie przyjaciół i sojuszników...”4
Ta sytuacja sprawia, że istotne jest pytanie kto jest prawdziwym przyjacielem i sojusznikiem dialogu chrześcijańsko-żydowskiego? Czy na pewno ci, którzy najgorliwiej i najgłośniej narzekają na stan polskiego duchowieństwa i laikatu? Może jednak chodzi o tych, którzy domagają się prawdziwej religijnej głębi tych spotkań, którzy widzą, że Dnia Judaizmu nie można narzucić ponieważ potrzebne jest zaufanie, a nie tylko dobra promocja. Być może wtedy okaże się, że dystans wielu hierarchów Kościoła jest dystansem wyczekiwania na właściwych ludzi – powołanych; na tych którzy podejmą sprawę wychodząc z serca Kościoła i z sercem dla Kościoła, a nie tylko dla judaizmu. Wiem, że jest wielu takich, ale czas by ich głos więcej znaczył.
Przy pisaniu tekstu korzystałem także z prywatnych rozmów z przyjaciółmi związanych z organizacją Dni Judaizmu.
1 Bogdan Białek, „Prawie” dialog, Tygodnik Powszechny, 13.01.2008.
2 Tamże.
3 Rabin Michael Schudrich, Dlaczego oni to robią, w: Pamięć, która łączy. Polscy chrześcijanie w dialogu z Żydami i judaizmem, praca zbiorowa pod redakcją Zbigniewa Nosowskiego, Laboratorium Więzi, Warszawa 2008, s. 6.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)