25 obserwujących
334 notki
408k odsłon
  3710   0

Co roku tak samo...

To już sześć lat. I co roku jest tak samo. Dla bezpieczeństwa nie włączam telewizora. Boję się wejść na twittera. Co roku włączam "Wyjazd z Polski" Lorenca, co kończy się płaczem. Po sześciu latach. A nikogo z tych ludzi, którzy zginęli, nie znałam osobiście. 

Gdyby nie Smoleńsk, nie byłoby mnie tutaj, gdzie jestem. Gdyby nie Smoleńsk, nie zainteresowałabym się polityką aż tak bardzo. Jestem tego pewna. Ktoś mi ostatnio napisał, że Lecha Kaczyńskiego i Mariusza Handzlika by to ucieszyło. 

Po sześciu latach powinniśmy radośnie wspominać wspaniałych ludzi. Wszystko powinno być jasne. Ten dzień nie powinien być kolejną odsłoną sporu. Po takim czasie nie powinien budzić aż takich politycznych emocji.

10 kwietnia jest dla mnie skargą w stosunku do rządzących. Bo to, że po takim czasie nie jesteśmy w stanie wspólnie, jako naród, przeżywać katastrofy ponad podziałami, jak było tuż po katastrofie, to w dużej mierze ich wina. Sześć lat powinno wystarczyć na pogodzenie się i przeżycie żałoby. Niestety nie mieliśmy na to szansy. Emocje są tak samo duże, bardzo skrajne. 

Podział jest ogromny. Nie ma szans na ponadpolityczne uroczystości poświęcone pamięci tych, którzy zginęli. Każde obchody są manifestacją poglądów politycznych. Wynika to ze sposobu, w jaki prowadzono wyjaśnianie katastrofy. Wynika to z pogardy, jaką traktowano ludzi, którymi ta tragedia wstrząsnęła. Wynika to z tego, że nie jesteśmy w stanie wspólnie pochylić się nad tą tragedią, bo każdy wyraz smutku jest stygmatyzacją jakiegoś politycznego odniesienia.

Najbardziej boli to, że żadne wyjaśnienie przyczyn nie zadowoli całości społeczeństwa. Że minęło już tyle czasu, że każde następne wnioski czy próby odpowiedzi na pytanie, co się stało, nie przekonają nieprzekonanych. Państwo nie zadziałało. Państwo sprawiło, że nie da się pochylić nad pamięcią zmarłych bez konotacji politycznych. Że nie da się w programach publicystycznych pochylić nad dorobkiem konkretnych osób, bo zawsze gdzieś tam z tyłu głowy jest świadomość, że "oni nie są od nas", "to ich wina". 

To mnie smuci za każdym razem najbardziej. Nie przeszliśmy, jako naród, żałoby, która pomogłaby nam ruszyć dalej. Smuci mnie, że kategorią, którą wybieram oznaczając ten tekst, jest... polityka.

Nawet jeśli nie zgodzimy się co do przyczyn, to w kwestii szacunku i podejścia do śmierci, płaszczyzna porozumienia powinna być zawsze wspólna. I to winno dać nam, jako narodowi, pretekst to wspólnego przeżywania tej tragedii ponad podziałami.

Lubię to! Skomentuj107 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale