SOBOTA, 24 WRZEŚNIA 2011
Karwia - las
W Karwi zadziwiał mnie ten las; najprawdziwszy (!)
Na pasie umocnień - prawdziwy las z poszyciem, mrowiskami etc. z szumem drzew - bonus; szum morza.
Ten las okazał się wielkim sojusznikiem - choć podobno morze niekiedy i tutaj wkracza.
Tak sobie spaceruję i rozważam sytuację; nagle jestem nad morzem w dodatku w sporym pensjonacie; dzięki,dzięki Szaruś - powtarzałem.
Usłyszałem ryk motoru; ruszyłem na plażę.
Lecz to nie była znajoma Lotnia, chyba,że..
..
"kobiety są czasami szalone, a jeśli się przesiadła..?"- odnotowałem.
Karwia - Rudzki
Właściciel bardzo uprzejmy - pracowity - choć tak naprawdę prezes własnej firmy.
(Zatem nazywałem ;prezesem.)
Kończył właśnie..pranie pościeli .
Zainteresowałem się; było tylko kilka kompletów etc.
Okazało się, że ostatni goście wyjechali rano; byliśmy sami.
..
Pokój był fajny - także na parterze; wychodziłem wprost na trawnik.
..
Po południu - mała lektura i duża niespodzianka.
Prezes wyjechał na kilka dni do swojej firmy - zostałem więc sam.
CZWARTEK, 22 WRZEŚNIA 2011
Karwia - Mors; pożegnanie
Rankiem wychodzę na mój trawnik.
Sąsiedzi nie odjechali (!)
To bardzo dobrze.
..
Godzinę potem dowiaduję się, że to mój ostatni poranek w Morsie (!)
Tylko spokojnie; nic złego.
Pan Jerzy musi wyjechać nazajutrz, lecz nie zostawił mnie tak samemu-sobie.
Załatwił nowe lokum - po drugiej stronie ulicy.
Jakby tego było mało; pomaga mi przenieść manele.
Nie musiałem się więc tak cakłiem pakować.
Wielkie dzięki (!)


Komentarze
Pokaż komentarze