Kiedyś podróżując samochodem przez wschodnią część hrabstwa Fife, zboczyłem z głównej drogi i przypadkowo wjechałem do Culross (wymawianego kuros). Na początku sądziłem, że była to niczym nie wyróżniająca się zapadła dziura. Byłem w dużym błędzie. Znakomicie zachowany i odrestaurowany układ urbanistyczny z XVII w. sprawia, że Culross stanowi architektoniczną perełkę.
To, co zachwyciło mnie w Culross, to feria kolorów i pewna miniatórowość. Ten historyczny gródek to gotowa sceneria dla filmu o Jasiu i Małgosi, jakby ulepiony z różnokolorowych pierników. Brukowane uliczki są wąskie, budynki też pomniejszone. Wydaje się, że wystarczy podskoczyć, by zajrzeć przez okna na pierwszym piętrze kamieniczek. Historyczny rynek to właściwie mały plac na skrzyżowaniu uliczek, a siedemnastowieczny pałac w kolorze musztardowym to właściwie większy dworek. Ale to chyba atut tego miejsca, ta osczędność formy, w sensie pomniejszonej skali. W połączeniu z brakiem tłumów, można się tu naprawdę zrelaksować.

W Culross miało mieszkać, wg, tradycyjnych przekazów, trzech świetych z VI wieku; Serf, Kentingern i Mungo, propagujących chrześcijaństwo w Szkocji. Znacznie pózniej powstało tu opactwo cystersów, ich kościół przetrwał na wzgórzu, górującym nad miasteczkiem. Cystersów wywłaszczono po 1560 r., kiedy to przeprowadzono w Szkocji reformację. Kościół który po nich pozostał, to chyba najbardziej wyniosła bryła w całym historycznym Culross.
Dawne opactwo Cystersów w Culross.
Ze wzgórza na którym stoi kościół, można podziwiać panoramę nie tylko miasteczka, ale i zatoki Forth.
Pałac w Culross zbudował w 1597 r. George Bruce. To nazwisko może przywoływać pewne skojarzenia, i zupełnie słusznie. Protoplastą Georg'a był bowiem legendarny król Szkocji, Robert the Bruce. Jeśli nie wszyscy kojarzą tą postać, warto więc obejrzeć film Braveheart. Ale George Bruce też zapisał się w historii, choć może w mniej spektakularny sposób. Otóż w Culross od czasu średniowiecza eksploatowano złoża węgla i w roku 1600 Bruce kopalniane korytarze pociagnął pod powierzchnią zatoki Forth. Przeciekająca woda była odciągana z korytarzy z pomocą specjalnego taśmociagu (lub raczej łańcuchociągu), napędzanego kołowrotem. Mało tego, urobek z podmorskiego korytarza był wydobywany na powierzchnię przez szyb, który wystawał ponad powierzchnię morza, 600 metrów od wybrzeża. Dzieki temu rozwiązaniu, wegiel trafiał z platformy na szybie na podpływające barki, co oszczedzało czas. Prawdopodobnie było to najwczesniejsze zastosowanie podmorskiego szybu w historii górnictwa. Niestety, w 1625 r. podmorskie wydobycie zakończył silny sztorm, woda wlewając sie do kamiennej nadbudowy szybu zalała kopalnię, co okazało się już nieodwracalne.


Komentarze
Pokaż komentarze