Paweł Milcarek Paweł Milcarek
133
BLOG

Problem osobistego doświadczenia

Paweł Milcarek Paweł Milcarek Polityka Obserwuj notkę 18

W swoim tekście z “Naszego Dziennika” ks. prof. Słomka rzuca w twarz Tomaszowi Terlikowskiemu swoją opowieść o tym, jak go wezwali na rozmowę esbecy w roku 1970 i jak byli wobec niego opryskliwi. Ksiądz pyta dramatycznie: “Czy Pan, Panie Terlikowski, to rozumie?” W domyśle: niczego nie rozumiecie, “chłystki” (copyright by ks. prof. dr hab. Bartnik), jak myśmy cierpieli.
Pytanie jest nie do mnie - ale zostało rzucone jak rękawica przed wszystkich, których się teraz szkaluje w RM i ND. Odpowiadam: nie wszystko da się usprawiedliwić tym, że ktoś z nami czegoś nie przeżywał i że “nic nie rozumie”. Okoliczności to tylko jeden z elementów oceny moralnej czynu - tak przynajmniej stoi w “Sumie Teologii” św. Tomasza, i w Katechizmie też. Bo poza okolicznościami, które też trzeba brać pod uwagę, są zasady. Gdy łamane są zasady, okoliczności mogą jedynie łagodzić ocenę, ale jej nie zastępują. Na pewno w tym się zgadzamy. Trzeba jedynie wyciągnąć z tego wnioski, a równocześnie przyjąć do wiadomości, że bycie arcybiskupem warszawskim nie jest podstawowym prawem człowieka związanym z godnością osoby przysługującą każdemu od poczęcia. Nie jest - więc niedopuszczenie kogoś do wykonywania tej funkcji nie jest nieludzką karą, deptaniem godności itp. Nikt bp. Wielgusa nie przymuszał, aby - wbrew wszystkiemu - brnął w tę kompromitację, gromadził nad sobą podejrzenia, a potem żal zawiedzionego zaufania. Nikt go nie przymuszał, nawet krzykiem. Teraz dajcie mu wreszcie spokój, obrońcy, którzy ciągle wystawiacie go na pośmiewisko swoimi żądaniami honorów dla niego. Apeluję: dajcie już spokój, jego sprawa nie musi i nie powinna nikomu służyć za sztandar.

Wspomnienie ks. Słomki przypomniało mi moje własne przejścia, oczywiście późniejsze niż te księdza profesora. Mnie też wezwano na SB (do Pałacu Mostowskich), ja też przyszedłem do nich na ich żądanie (a mogłem przecież odmówić temu niesformalizowanemu żądaniu i zmusić ich do zabrania mnie z domu czy z ulicy suką), mnie również na miejscu grożono aresztem, a potem także sugerowano, że “kłopoty” będzie miała moja rodzina… Pamiętam, że w czasie rozmowy z esbekiem miałem chwilami to - zwodnicze, błędne, niebezpieczne - poczucie wyższości nad głupcem-ubekiem, tworzące przekonanie, że całkowicie panuję nad tą sytuacją. Wysłuchiwałem jego tyrad i dziwiłem się w głębi, jak ktoś może wciskać mi tak prymitywne propozycje współpracy - ale dziś sądzę, że nawet te głupoty były jakoś wpisane w grę psychologiczną. Ubek raz starał się mnie namówić na “współpracę Polaków” przeciw “obcym” (wcześniej domagał się nazwisk kolegów zaangażowanych w obchody Marca’68 - wiedząc, że jestem endekiem…). Innym razem tłumaczył mi, że “także Piłsudski współpracował” z policją. Siedziałem przed nim i cały czas koncentrowałem się na tym, gdzie biegnie ta “cienka czerwona linia”, poza którą por. Traczyk (tak się przedstawił) chce mnie przeciągnąć. Na końcu - jednak ciągle dzieciak, któremu wydawało się, że to miejsce na takie polityczne oświadczenia - wygłosiłem mu przemówienie, że co do zasady mam wielki szacunek dla instytucji państwa polskiego, w tym do policji (jak wiadomo, Dmowski chciał być po odzyskaniu niepodległości “oberpolicmajstrem warszawskim”!) - ale współpraca jest niemożliwa dlatego, że SB jest na służbie komunizmu. Poza tym, nawet gdyby nie była, mam w życiu inne powołanie niż współpraca z policją. Jego dalsze propozycje, żebym “dla dobra wszystkich uprzedzał gdyby było coś niepokojącego”, zbyłem milczeniem. Wyprowadzając mnie z gmachu, esbek zażądał zachowania w tajemnicy tego spotkania, co ja również przemilczałem - a następnie natychmiast poszedłem na UW, do siebie na Historię, i opowiedziałem o tym spotkaniu wszystkim znajomym studentom, zwłaszcza tym, o których zaangażowaniu w NZS wiedziałem. Opowiedziałem o niej także swoim kolegom ze środowisk endeckich i katolickich. Potem już nigdy nie byłem wzywany. Jeszcze tylko kiedyś zobaczyłem “por. Traczyka” wśród studentów pod tablicą informacyjną na UW - wtedy roześmiałem się i rzekłem głośno: “ooo, to pan porucznik tutaj!”. Zmył się od razu i już nigdy go nie widziałem.

Widać z tego, że był czas, gdy SB traktowała mnie jako figuranta, a ktoś mnie wytypował jako być może “skłonnego do współpracy z powodów patriotycznych” (być może sądzono, że jako endek będę podatny na sugestie o ” międzynarodowym spisku”, przed którym będą bronili Polskę “prawdziwi Polacy”). Chciałbym zobaczyć, jak ta rozmowa wyglądała w oczach ubeka, który zresztą popisywał się przede mną wiedzą na mój temat, mając przed sobą jakieś raporty. Zwracałem się do IPNu, ale nic nie znaleźli. W morzu wielu innych podobnych spraw z lat 80. ta moja, niezbyt wielka, mogła nie pozostawić żadnego śladu - a jednak sądzę, że wraz z porządkowaniem dokumentów znajdą się też i te dla mnie szczególnie interesujące: na temat rozpracowywania środowisk “narodowych”, na temat Reytana i Czarnej Jedynki.
Wracam do tego wspomnienia między innymi dlatego, że zawsze mam je w pamięci wtedy, gdy mam się wypowiadać na temat postawy ludzi współpracujących z komunistycznymi służbami. Z tego mojego osobistego wspomnienia wydobywam doświadczenie zarówno tego, jak rzeczywiście łatwo można było dać się wciągnąć na pole niebezpiecznej gry (każda rozmowa z esbekiem wprowadzała na takie pole), jak wiele wysiłku wymagało wtedy pilnowanie owej “cienkiej czerwonej linii” - a równocześnie jak każdy kto chciał wiedział czy tę linię przekroczył. Po latach wiem, że (1) zrobiłem głupio nie odrzucając w ogóle tego nieformalnego wezwania na milicję, ale (2) skutecznie odmówiłem udzielania esbekowi jakichkolwiek informacji i kontynuowania spotkań tego rodzaju. Wiem także i to, że po takiej rozmowie należało natychmiast złamać zasadę jej poufności, którą usiłowała narzucić SB jako pierwszy sprawdzian elementarnej lojalności swego rozmówcy. Wiem, że to zrobiłem, że natychmiast tę “poufność” złamałem - i być może także temu zawdzięczam to, że mnie więcej niczego nie proponowano (mimo że i wcześniej, i później wyjeżdżałem za granicę, na zaproszenie starej polskiej emigracji).
Te doświadczenia nie pozostawiły we mnie smaku bohaterstwa. Nic takiego - sądzę raczej, że przy moich ówczesnych przekonaniach politycznych (równocześnie naiwnych i w praktyce separatystycznych względem solidarnościowego ruchu oporu - tak jak dziś LPR pozostaje “zimny” wobec dziedzictwa opozycji antypeerelowskiej) wygodnie mi było wówczas “stać z boku”, poza osią głównych konfrontacji i poza wysiłkami i nadziejami mojego narodu. Być może dlatego esbecy sądzili, że przyjmę ich propozycję? Mam dług wdzięczności wobec tych, którzy - niech to będzie słowami “Lombardu” - nadstawiali głowę, podnosili krzyk. W praktyce robili to za mnie - gdy ja właśnie odwracałem się na pięcie od tych tłumów, z przekonaniem, że jest to po raz kolejny ślepa uliczka rozpaczliwych powstań narodowych, zamiast organicznej pracy narodowej. To zresztą osobny temat - i myślę, że każdy z nas powinien sobie zrobić rachunek sumienia ze stosunku do polskiej niepodległości w tamtych latach.

Myślę, że z tamtych lat, bardzo intensywnie przeżywanych, zostało mi kilka ważnych nauk, z których staram się korzystać do dziś. Ale zostało mi też mocne przekonanie, że z tamtego czasu biegną przez ludzkie życiorysy do naszych dni żywe impulsy - poświęcenia i zaniedbania, zasługi i winy, zaangażowania i obojętności, wierności i zdrady. I dlatego chciałbym też, aby w tym niewidocznym dalszym ciągu dawnych zmagań beatyfikacja ks. Popiełuszki i Prymasa Tysiąclecia przyszła szybciej niż sadowienie na stanowiskach ludzi przez SB zastraszonych lub “gotowych wszystko podpisać”. Jest to pragnienie człowieka, który gdy był młody pewnie by się pogubił i zagubił, gdyby nie drogowskazy Kościoła, które miał wówczas przed oczami dzięki bohaterskim kapłanom, dzielnym wiernym. Żyłem we wspólnocie Kościoła, która nie pozwoliła mi się zgubić. Niech i dziś ta wspólnota będzie tak roztropna i opiekuńcza.

harcerz-realista, zwykle w obronie - rzadko w ataku, katolicki ortodoks mający dość często swe własne zdanie odrębne w sprawach bezortodoksyjnych

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka