Przyszła wiadomość o nominacji na arcybiskupa Warszawy - dla bp. Kazimierza Nycza. Także i mnie, jak wielu, zaimponował arcybiskup-nominat swoją postawą w czarnych dniach przełomu 2006/07 - można powiedzieć, że ta sprawa wypełnia obecnie w całości mój entuzjazm dla tej nominacji i wdzięczność dla Papieża. I mówiąc najzupełniej szczerze: niewiele więcej wiem, bo jasne, że etykietki prasowe w rodzaju “liberał i menedżer” bywają szalenie zawodne. W "Rzepie" przeczytałem, że cieszy się bp Pieronek - ale w takim razie musiał chyba zmienić zdanie na temat samooczyszczenia Kościoła (był zwolennikiem "zalania akt betonem"). W takim razie cieszę się i ja, z radości bp. Pieronka, skoro wypada się radować takim nawróceniem...
Tak zacząłem - od nowiny o Arcybiskupie Warszawskim - ale teraz chcę napisać o czymś innym, o kimś innym. O Arcybiskupie Józefie Michaliku. Jak wiadomo, był on nieustannie brany pod uwagę w związku z nominacją dla Warszawy. Teraz nie jemu ona przypadła. Możemy się domyślać, czemu tak się stało.
Ale nie wdawajmy się w domysły - lecz wyciągajmy wnioski z faktów. Arcybiskup Michalik okazał się po prostu człowiekiem dzielnym - dzielnym na własną niekorzyść, a to jest ta dzielność najwyższej próby. W dniach kryzysu warszawskiego to przecież on, choć do bólu powściągliwy na zewnątrz a nawet szorstki dla mediów, był spiritus movens akcji ratunkowej. Potem dobrze wyjaśnił cały dramat w wywiadzie dla KAIu, a następnie przeprowadził przez kolegium biskupie decyzję o autolustracji Episkopatu. Tu dochodzimy do sedna: właśnie w ramach tej autolustracji “dopadły” go dokumenty esbeckie. Dokumenty słabe, ale rzucające cień - lecz wtedy abp Michalik też pokazał swoją klasę, tak że nikt z komentatorów, nikt z owych rzekomych “szwadronów śmierci” nie zawahał się co do jego istotnej niewinności (sam w “Rzepie” mówiłem, że “nie będzie sprawy arcybiskupa Michalika, bo arcybiskup nie kręci” - i tak mówili także inni publicyści znani ze swego zaangażowania w dramat “sprawy abp. Wielgusa”). Było coś bardzo pouczającego w tym, jak media potraktowały tę kwestię: coś kompletnie odmiennego od ciągnącej się afery abp. W. Było tak właśnie dlatego, że abp. Michalik “nie kręcił”. Wszyscy byliśmy mu za to bardzo wdzięczni.
Ale on sam, gdy podejmował decyzję o ujawnieniu swej teczki zaraz po jej otrzymaniu, na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że może to mieć wpływ na wiszącą w powietrzu nominację. Sądząc w kategoriach ludzkich-arcyludzkich (a można rzec: Wielgusowych), mógł to opóźniać , zwlekać itp. Wybrał prawdę - i sądzę, że liczył się z konsekwencjami. Są bowiem ludzie, którzy dobro Kościoła stawiają wyżej od własnej kariery.
Teraz Arcybiskupem Warszawskim jest abp Nycz. Cieszę się z tego, choć w sercu sekundowałem abp. Michalikowi, którego znam lepiej. Ale teraz mam jeszcze jeden, kolejny powód, by powiedzieć Przewodniczącemu Episkopatu Polski: z szacunkiem i oddaniem, Ekscelencjo Księże Arcybiskupie.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)